Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bitwa o K'efir część III - krwawa jatka
Marduk Draven:
- Radziśmy móc poznać przyjaciół Longinusa, jednego z najlepszych sług Zartata w szeregach Bractwa ÂŚwitu.- odrzekł Draven. Uścisnął dłoń Zagłoby, Wołodyjowskiego, oraz Skrzetuskiego.- Marduk Draven, marszałek koronny i kanclerz Bractwa ÂŚwitu.- przedstawił się.- Po mojej lewej zaś Kiellon Silvertank aep Kharim, kanclerz koronny i marszałek Bractwa ÂŚwitu.- przedstawił krasnoluda.- Radzibyśmy byli mogąc porozmawiać i oddać się hulankom, lecz nie możemy. Z misyją ważną, do ponurej mieściny K'efir się udajemy, odbić ją z rąk bandyckiego nasienia, które to zbyt długo się naprzykrza tej ziemi.- wyjaśnił.- Miejsca w naszej kompanii jednakże sporo. Zwłaszcza dla przyjaciół Longinusa, oraz tak znamienitych osobistości. Jeśli więc chcecie, to dołączcie jeno do nas!
Longinus Podbipięta:
- Z Eandor do Efehidonu zmierzaliśmy. Owe bandyckie ścierwo uprzykrzyło nam drogę, a my zaś się z powrotem nie śpieszymy.
- Tedy nas do swej krucjaty liczcie! A z Longinem Powsinogą Zerwipludrą to i na koniec świata!- roześmiał się Zagłoba. A wraz z nim Longinus. Pośmiano się tak chwilę i trójka dołączyła się do kompanii, która jechała tak jeszcze długo, orzeźwiona żartami, anegdotami i docinkami Onufrego Zagłoby. I nawet nie spostrzegli jak zaczęło zmierzchać, jak zaszło słońce. Zaś w odległości mniej niż kilometra widać było światła z okien. Niechybnie był to...
- Zajazd! Zajazd mości panowie! Najem się i wypijem przed dalszą wyprawą.- pokrzepił kompanię.
I rzeczywiście w brzuchach burczało nawet Dypoldowi i rycerzom. Longinus miał co prawda na wozie zapasy, lecz...
- Zapasy oszczędzajmy na cięższe podróży epizody. Zatrzymajmy się jeno, jak pan Draven wcześniej zarządził.- rzekł olbrzym. A zajazd był w oczach większy i większy. Już dało się czuć woń smażonych mięsiw i chmielu.
Nawaar:
Krasnolud zaśmiał się, że kompania powiększyła się o godnych zaufania ludzi. Rycerze z Myrtany byli podejrzani i na razie niczego to nie zmieni. - Rad jestem mości panowie, że wasza kompanija nas wesprzecie. Wszyscy ruszyli w znacznie lepszych humorach niż, rozpoczynali podróż, przynajmniej krasnolud czuł się nieco lepiej i jego myśli również się uspokoiły. Rozmowy o śmierci zeszły na weselsze klimaty, przez co można było nieco odżyć od tych cięższych momentów życia codziennego jak i wypraw, które czasami ciągnęły się niemiłosiernie. Paladyn miał nawet okazję posłuchać kilku anegdot, które starał się zapamiętać do późniejszego wykorzystania. Trzeba przyznać, że Zagłoba robił dobrą robotę, ale w tym czasie zaczęło powoli zmierzchać i pewnie nikt nawet, nie spostrzegł się jak szybko to nastąpiło. Wtedy Zagłoba wypalił jak Kiellon z muszkietu! - Mości Zagłoba to pewno zajazd wyczuje po samym, zapachu hehehehehe. Zaśmiał się donośnie, bo rzeczywiście podróż nieco zmęczyła ciała jak i ducha towarzyszy. Trzeba było się najeść, by jutro móc walczyć. - To niezwłocznie się tam udamy prawda? Zwrócił się do organizatora wyprawy i zarazem jego przełożonego, gdyż suchego prowiantu Longinusa jakoś w takim towarzystwie jeść na razie nie wypada. Wszak myśmy same szlachciury są! I Emerick.
Toruviel:
Toruviel jakoś się wyłączyła i nie angażowała w rozmowy. Wsiadła z powrotem na wóz Kazika, obok krasnoluda i oddała się zajmującej czynności liczenia drzew, z której wyrwali go szlachcice i znajomi Longinusa. Dała sobie ucałować dłoń i takie tam pierdoły. Czuła się zdziebka jak rodzynka.
- Te, Themo. Pytanie mam.- rzuciła do przywódcy Bękartów.- Jest tam u was miejsce w Bękartach?- spytała. Kruki ogarnęła stagnacja i czuła się tam sama. Zwłaszcza, że była zwierzyną Dagoberta. A kompania najemnicza mogłaby dać jej większą protekcję, niż luźno zorganizowani skrytobójcy i łotrzyki. Douczy się tylko kilku przydatnych rzeczy u Kruków i zniknie.
Kazmir MacBrewmann:
Pozwolił sobie się wtrącić i odpowiedzieć elfce. - Miejsca ci u nas dostatek moja droga, jeno ostrzegam. U nas są prawie same owłosione samce. Powiedział żartobliwie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej