Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bitwa o K'efir część III - krwawa jatka
Marduk Draven:
- Owa decepcja, Dypoldzie była wynikiem bardzo ważnej misji.- odrzekł Draven bez cienia zwątpienia.- Większe dobro. Rycerz musi być gotowy poświęcić nawet swój honor, jeśli musi. Po za tym, nasze dalsze czyny odkupiły to.- wyjaśnił.- Racja, Kazmir. Koniec kłamania. Nie mamy ku temu celu. Misja nie jest tajna.- odrzekł krasnoludowi.-Każdy niech wybierze za siebie, czy chce kłamać, czy nie.- zarządził. Zmierzył wzrokiem towarzyszy Skrzetuskiego.
Longinus Podbipięta:
Tymczasem jeźdźcy zbliżyli się. Wstrzymali konie, tak jak Podbipięta wóz. Cała czwórka zsiadła na ziemię i podeszła do siebie. Ten grubszy zarechotał nie gorzej niż nie jeden krasnolud.
- Longinie!- rzucił. Olbrzym i otyły wąsacz uścisnęli się po przyjacielsku. Podbipięta powtórzył to z tym drugim, niskim, oraz Skrzetuskim. Czwórka wróciła do kompanii.
- Mości panowie przedstawiam wam: Jan Skrzetuski herbu Jastrzębiec, Jan Onufry Zagłoba herbu Wczele oraz Michał Wołodyjowski herbu Korczak.
Zagłoba wystąpił pierwszy.
- Rad jestem was poznać. Któżech jest przyjaciel Longina, ten i mój i tak mi dopomóż Zartat!
Wołodyjowski, ten niski rozejrzał się po kompanii.
- Witam mili kompani. Rad jestem mogąc was poznać. Zwłaszcza...- rzekł-Szlachetnych rycerzy Zartata z Bractwa ÂŚwitu!- uścisnął dłoń Dravena oraz Silvertanka. Zaraz potem Dypolda i jego rycerzy.
Tymczasem Skrzetuski uśmiechnął się do Emericka. Zawadiacko i wredno.
- Witajcie starzy i nowi towarzysze, oraz ty, drogi krewniaku!
Zaidaan:
Z początku Emerick myślał, że Skrzetuski jedzie z jakimś niziołkiem i naprawdę wesołym krasnoludem. Dopiero potem okazało się, że to zwykli ludzie tylko bogowie ich jakoś do innych ras upodobnili. Odwzajemnił uśmiech do Skrzetuskiego.
- Witajcie nowi towarzysze. I ty, Janie. Widzę, żeś się chyżo wylizał z ran, których to ci jakiś zwykły awanturnik z karczmy zafundował! Dobrze, żem wtedy był w szpitalu i ci te plecy załatał! Dokąd to znowu podróżujecie, moi mili?
Narrator:
Dypold jak i jego rycerze przywitali się odpowiednio z nowymi twarzami. Ciekaw był czy to jest wyprawa do rozprawienia się z bandytami czy może jednak do znalezienia nowych przyjaciół. Przedstawił kolejno siebie, potem Henryka i Gilberta mówiąc również skąd są i do jakiego zakonu należą.
- Widzę, że się dobrze znacie z Longinusem, przeczuwam zacną historię za tym!
Nawaar:
Powitanie było iście przyjemne, ale tych niespodzianek było tyle na tak krótką podróż, że aż dziwne! Można nawet rzec, że to podejrzane. Najbardziej do gustu brodaczowi przypadł Zagłoba. Widać, że będą mieć ze sobą wiele wspólnego, co dobrze wróży dalszym wyprawom oraz przyjaźnią. Wszyscy wyglądali na mężnych kawalerów, więc zdrady po nich spodziewać się nie powinni! - Witajcie waćpanowie. Panie Skrzetuski rad jestem, iż cało i zdrowego waćpana widzę, ale często na siebie wpadamy ostatnio, ale powiedzcie mi bracia szlachcice dokąd was konie niosą? Krasnolud zagadał prawdopodobnie do przywódcy grupy wszak, Jan jechał na czele swej kompanii.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej