Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W nieznane
Narrator:
Burza była coraz bliżej. Poruszała się zdumiewająco szybko. I, oczywiście, zbliżała się. Bo jakżeby inaczej? Było oczywiste, że nie zdążą wrócić do szalup, ani tym bardziej na statek. Rzecz jasna mogli próbować. Wiatr wiał coraz mocniej. Ci, którzy jeszcze nie dotarli do formacji skalnej zaczęli czuć jego mocne podmuchy. Coraz ciężej było iść. I coraz więcej ziarenek piasku uderzało o ich nieosłonięte twarze.
Melkior Tacticus:
- Ktoś kiedyś opowiadał mi że poznał w Isgharze wszystkie rodzaje piasku. Szybkim krokiem wrócił do małej groty, będzie ciasno ale to jedyne wyjście. Ukucnął i osłonił twarz płaszczem, nic innego im nie zostało.
Mirzak aep Rothgar:
Najbardziej źle miał Mirzak, piasek zaczął docierać do miejsc do których absolutnie nie powinien docierać. Tak więc, gdy siedzieli w tej grocie, ściśnięci w kupę, kransnolud musiał siedzieć jakby pod kawałkiem płaszcza orka, bo ten był największy.
Narrator:
Burza dotarła do formacji skalnej. Uderzyła z potworną siłą. Wiatr wył, a piasek i pył wdzierał się tam gdzie nigdy pod żadnym pozorem nie powinien. Właził w każdy otwór, wchodził tam gdzie najbardziej drażnił i gdzie raczej trochę wstyd było się tak publicznie obmacywać. Wiatr wył, a przez jego wycie drużynę zaczęły dobiegać niezrozumiałe szepty. A może tylko im się zdawało?
Tymczasem Silion nie zdążył dotrzeć do kryjówki. siła zawieruchy uderzyła go pełnią swojej mocy. Przewróciła go. Chmura pyłu ogarnęła go, całkowicie pozbawiając go orientacji w terenie. Jedynie cudem piach nie poranił mu jeszcze twarzy i innych odsłoniętych części ciała. Miał jeszcze szansę je osłonić elementami odzienia, lecz musiał zrobić to szybko. Gorsze było to, że zgubił się w burzy. Nic nie widział, a wycie wiatru uniemożliwiało mu usłyszenie ewentualnych krzyków drużyny.
// Gdy będziesz chciał iść, to rzuć kością 1d6.
Silion aep Mor:
Mężczyzna widząc co się dzieje, lekko zdezorientowany naciągnął na usta i nos swoją arafatkę. Kaptur nasunął na głowę starając się jak najbardziej przysłonić nim oczy.
Płaszcz który jak zawsze był zapięty zasłaniał mu napierśnik i całe ciało od szyi do nóg. Długie rękawy chroniły jego ręce.
Nie wiedział co robić, zdezorientowany, począł po omacku przemieszczać się w kierunku w którym, według jego zdezorientowanego spojrzenia majaczył obraz jakiejś szczeliny gdzie mógłby się schować.
Rolled 1d6 : 3, total 3
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej