Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W nieznane

<< < (8/21) > >>

Melkior Tacticus:
Także i Melkior zlazł z resztą ekipy do szalupy, która powoli odbiła od burty "Anielicy" i skierowała się ku plaży.

Narrator:
Szalupa zbliżała się do brzegu, powoli ale systematycznie. Tymczasem hen daleko, bo na Valfden, w eleganckiej kamienicy w mieście Ombros siostra Melkiora spoglądała przez okno na port. Stała z kieliszkiem drogiego importowanego wina opierając się drugą ręką o oparcie fotela. W gabinecie były jeszcze dwie osoby, człowiek i krasnolud.
- Masz coś na tego Abdula ibn Mohameda? Spytała elfka mimo iż znała odpowiedź.
- Nic, nic czego byśmy nie wiedzieli. Ilusmirski kupiec, odbił się od dna po wojnie na handlu zbożem, lubi podróże i przygody. Jest trochę dziwny ale "czysty". Celio, naprawdę nie masz sie o co martwić. Facet to ekscentryk lubiący wydawać pieniądze.
- Cudze pieniądze. Vernon, na same statki poszło 200 denarów, plus najemnicy, zapasy, marynarze,
itd. Koszty są ogromne, dla mojego Banku to nic. Jak nic nie znajdą to zarobie na odsetkach kredytu. A Celia? Ona straci. Bo jej statek zamiast pracować wiezie materiały do budowy osady na jałowej skale. Mam nadzieję że nie aż tak jałowej. ÂŻe będzie tam na tyle bezpiecznie by założyć pierwszy obóz, by móc sprawdzić kopalnie, nawet zawalone można odbudować. I na to liczymy. Abdul jest... kozłem ofiarnym na wypadek klęski.
- Jesteś czasem okropny Wiwaldi, ale masz rację. Szkoda mi tego maurena jeśli zawiedzie.
Vernon siedział cicho czuł że Bankier coś kombinuje.

Tymczasem na Wyspie Popiołów....

Ashog "Stalowa furia":
Ashog wiosłował ile sił w jego zielonych łapach. ÂŁódź zbliżała się do brzegu z każdą minutą aż w końcu dotarli, osiadając na piasku. Trzeba było wysiąść i zamoczyć nogi by wciągnąć szalupę po za linię przypływu. Byłoby szybciej gdyby orkowi ktoś pomógł.

Melkior Tacticus:
Pomógł mu Melkior, wyciągnęli łódź na plażę, zabrali zapasy, Franz wziął skrzynkę z dwoma gołębiami i po zabezpieczeniu łodzi poszli w głąb lądu. Teren przy plaży był wypalony, jedyne co się wyróżniało to ciekawe formacje skalne. Z racji iż do zmierzchu zostało jakieś 6 godzin komandor postanowiłl iść dalej. Do jeziorka które widzieli ze statku. Marsz zajął im może pół godziny, jak na razie było spokojnie. Teren przy jeziorze był nieco lepszy, mniej suchy i jałowy. Ale to, jak i zdatność wody. Elf podszedł do brzegu, woda była syfiasta. Teren wydawał się bezpieczny.

//Coś podejrzanego? [member=312]Dragosani[/member]

Narrator:
Woda w jeziorze była mętna. I niezbyt dobrze pachniała. Gdzieś kilkanaście metrów od brzegu coś zabulgotało. Nie był to raczej zbiornik wodny, który można było brać brać pod uwagę przy rozbijaniu obozu. Na niebie przewijały się chmury, uniemożliwiające dostrzeżenie czystego nieba. Cieszę pustkowi przerywały powiewy wiatru ze wschodu. A na wschodzie niebo było jeszcze bardziej niespokojne. Ciemne i gęste chmury kotłowały się w odległej burzy. W tamtej oddali wiać było jak wiatr unosi pył i popiół spalonej pustyni, tworząc prawdziwą ścianę pyłu. 

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej