Krasnolud znudzony, doczekał się wyjazdu z tak długiego postoju, bo była masakra tam! Nic nie mówiono, tylko cisza i wykonywane polecenia jedno za drugim. Kiellon również wsiadł na drugi wóz, który prowadził nader milczący jaszczur a obok siedział jeszcze niezbyt trzeźwy wiking! Doprawdy brodacz wybrał sobie iście towarzystwo do rozmów. Lepiej nie mógł trafić! W każdym razie psy szczekają, a karawana jedzie dalej, bo wozy ruszyły dalej ku zakończeniu tej wyprawy, która tak właściwie się nie zaczęła. Paladyn oczywiście w pogotowiu miał swoją fuzyjkę, by zrobić z niej należyty użytek. Jednak nadal mijali podróżnych i inne wozy, lecz zagrożenia nie było. Oczywiście do czasu, gdyż na trakcie, gdzie wokół był las spotkali damy w tarapatach. W tym zdarzeniu wszystko wyglądało na zbieg okoliczności, ale czy na pewno? Kiellon jako ochroniarz został poproszony, a raczej zmuszony do wzięcia udziału w tej interwencji. Jednak kiedy usłyszał słowo Kazmir to ponownie coś w nim pękło! Kazmir lepiej nie mógł wymyślić. Jednak obyło się bez wyzwisk i innych takich, gdyż misja króla najważniejsza! - Zrobim, co możem panie. Udał wiejskiego głupka, którego stać było na taki arsenał jaki posiadał i oczywiście zszedł z wozu, by raczej sprawiać pieczę nad porządkiem, by nic się nie stało. Każdy pewnie wiedział dlaczego nic więcej nie uczynił, bo oczywiście zbroja przeszkadzała w lepszym działaniu, ale nonszalancja Marduke wobec jednej z panienek była godna podziwu. Widać było, że czuł bluesa jak powinno gadać się z kobietami, więc nie dziwota, że w Bractwie to również wykorzystywał, okrutnik jeden no! Brodacz mając muszkiet w dłoniach, obserwował okolice dość dokładnie czy, aby gdzieś krzaczki się nie poruszyły.