Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (190/211) > >>

Zaidaan:
No więc Bękarty (albo sam Hetman) wyszedł z tej piwnicy gdzie smród rozkładających się organów był już nieznośny. Stanęli przed kratami zamkniętymi przez jakąś lichą kłódeczkę. Emerick bez zbędnych ceregieli po prostu wyciągnął swój miecz i trzasnął w kłódkę. Czarna ruda bez problemu dała sobie radę z kłódką. Hetman uchylił kraty i ruszył dalej..

Marduk Draven:
Widząc zmierzający doń pocisk esencji, Marduke zaufał swemu panu Zartatowi i rozbił swoje ciało na atomy, w ostatniej sekundzie umykając pociskowi. Po chwili zaś pojawił się o dwa metry na prawo od miejsca w którym przed chwilą był. Powstał. Zebrał moc telekinezy, gdyż nie mógł wykorzystać inkantacji i pchnął maga na kolumnę. Następnie chwycił go za gardło i uniósł metr nad ziemię, dusząc tak chwilę, by zaraz puścić go. Mag spadł, zasłaniając twarz rękoma. Draven stanął nad nim, obok Kiellona. Zza maski nie widać było jego oczu.
- Pozbawiłeś go wszystkich inkantacji?- spytał, przystawiając sztych szabli do gardła wroga.

TheMo:
Themo ruszył tuż za rycerzem i hetmanem. Nawet nie chował miecza, oparł ostrze o bark i tak przygotowany przemierzał korytarze fortu, aż do samych lochów. Podziwiał jak ostrze Emericka łatwo radzi sobie z kłódką. Popatrzył na swój naostrzony kijek. Będzie musiał zainwestować w nową broń. Na ten moment bardziej zastanawiał się co ich czeka, skoro zagrodzili wejście taką kratą.

Dragosani:
Mag znów został zakneblowany. I pozbawiony części swojej mocy... jednak nie całej. Gdy Marduke przyłożył mu ostrze swej szabli do gardła, mag użył mortokinezy. Psychiczny impuls odepchnął Dravena, jak i Kiellona który stał obok niego. Czarny mag zapewne chciał powiedzieć coś błyskotliwego, lecz nie mógł. Uniemożliwiał mu to knebel. Zamiast tego zniknął w magicznym obłoku teleportacji.

Dragosani zaś dokończył walkę z siepaczami. Dwa ciała wojowników leżały na ziemi. Wampir przeszedł nad nimi i zbliżył się do paladynów.
- No i gdzie on? - zapytał, rozglądając się.


Kłódka spadła na ziemię, zniszczona ostrzem miecza Emericka. Krata odchyliła się, jakby sama. Chociaż bardziej prawdopodobne było to, że sam cios wprawił ja w ruch. Albo była krzywo zamocowana. Bo nie mogła otworzyć się sama. Prawda?
Droga na dól stała otworem. Schody ginęły w ciemności, więc nie można było dojrzeć dokąd prowadzą.

Zaidaan:
Emerick popatrzył na schody znikające w ciemności, potem odwrócił się do towarzyszy.
- Hmm.. - mruknął - Może by tak w jakąś pochodnię się zaopatrzyć przed zejściem. Ewentualna walka z TYM byłaby łatwiejsza w świetle pochodni.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej