Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Dragosani:
Jeden z siepaczy, ten który nie leżał akurat przed Mardukiem, za swój cel wybrał Dragosaniego. Może przypadkiem, może poznał w nim króla, nieważne. Zaatakował, wespół z kultystą. Siepacz zatrzymał się kilka metrów od wampira i wzniósł rękę. Przywołując swoje demoniczne moce wytworzył kule błyskawic - piorun kulisty, i cisnął nim w króla. Problem siepacza polegał na tym, że i wampira znał się nieco na magii demonicznej. Widząc zagrożenie wzniósł swoją zmutowaną rękę przed siebie. Kierując się wyćwiczoną dyscypliną umysłu, oczyścił go ze zbędnych emocji i wyzwolił demoniczną energię w postaci bariery ochronnej. Zwierciadło ochronne rozpostarło się przed jego ręką, tuż przed tym jak uderzył o nie piorun kulisty. Magia zwierciadła pochłonęła energię wrogiego zaklęcia, niwelując je. Atak siepacza został odparty... jednak to nie był koniec. Do wampira dopadł kultysta, niemalże w tym samym momencie. Rzecz jasna nie mógł się on za bardzo równać z bestią, mimo iż zaatakował z fanatyczna zaciekłością. Wampir odbił pierwszy cios szablą, przed drugim wykonał unik. Wtedy do walki dołączył siepacz. Niemalże doskoczył, dzięki swojej nadnaturalnie rozwiniętej zwinności. I zaatakował. Antares bronił się przed następującymi raz za razem ciosami dwójki przeciwników. Tu unik, tam blok i prześlizgnięcie się o włos od wrażego ostra. Wszystko przy zachowaniu idealnego spokoju, idealnej harmonii i dyscypliny umysłowej. I to było widać. Kontratak wampira nadszedł nagle. Kultysta krzyknął i niezgrabnie potknął się. Nie miał ręki, z kikuta tryskała krew. Kolejny cios Antaresa zakończył jego życie, przecinając szyję. ÂŚmierć kompana jednak nic nie znaczyła dla siepacza. Był maszyną do zabijania. Jednak Dragosani także. I to bardziej zaawansowaną. Pojedynek trwał krótko, szybka wymiana ciosów. Ciemne ostrze szabli spadło na kark siepacza, gładko odcinając mu głowę. Drago bez emocji spojrzał na upadające ciało.
Tymczasem siepacz leżący u stóp Marduka wykorzystał okazję i przywołał swoje magiczne moce. Uderzył telekinezą w paladyna, przewracając go. Sam zaczął się podnosić. I nie zamierzał się poddać, pomimo porażki jego kompanów.
1x Siepacz podnosi się z ziemi
A na zewnątrz padał deszcz. Zabity przez Emericka mutant leżał tam gdzie leżał, w podziemiach pod wieżą. Ale nikt tam jeszcze nie poszedł, więc diabli tak naprawdę wiedzą.
Marduk Draven:
Marduke został potraktowany swoją własną, jedną z ulubiony broni - telekinezą. Twardo zarył o ziemię. Szabla wyleciała mu z dłoni i poleciała na około półtora metra od właściciela. Draven podparł się na łokciach, zaś za ten czas siepacz wstał i dobył miecza, wykonał zamach na paladyna, chcąc skończyć jego życie. Ten jednak nie chciał testować swojej broni i kopnął przeciwnika w kolano, powodując, że podupadł na drugie. Wtedy drugą nogą kopnął siepacza prosto w twarz. Poleciała krew z nosa i warg, razem z kilkoma zębami. Wykorzystując okazję, Marduke odwrócił się i sięgnął po swą broń telekinezą. Chwila skupienia wystarczyła. Broń jak na rozkaz wskoczyła do dłoni paladyna, w porę. Siepacz bowiem zdążył się pozbierać i z klęczek chciał ciąć go. Szabla i miecz starły się ze zgrzytem. Wściekły wyraz twarzy siepacza spotkał się z obojętną maską ze stali Kanclerza. Zaraz potem paladyn uderzył zakutą w hełm głową siepacza z siłą tak dużą, że zachwiał się. Marduke nie marnował okazji. Dobył sztyletu z pochwy na korpusie pchnął go w oko przeciwnika. Głęboko, aż po rękojeść. Siepacz zadrgał, zawył ucięcie i upadł na posadzkę. Martwy jak kompanii. Paladyn zabrał i otarł sztylet i podniósł się. Rozejrzał się za przejściem do dalszej części lochów.
Nawaar:
Wszystko potoczyło się niebywale szybko. Krasnolud chciał zainterweniować jeszcze, lecz król sam sobie poradził, a Marduke miał delikatne spotkanie z posadzką, ale z niej też wybrnął dość zwycięsko. Dziwne, że nikt nie komentował więcej wydarzeń, że przeciwnik potrafi używać magii! - Król pewnie wiedział, że czarują nie? No to sprawdzeni zostaliśmy. Uśmiechnął się głupio. Trzeba było teraz znaleźć dalsze przejście, ale najpierw znów naładować pistolet, który może, nie na pewno się przyda, co brodacz niezwłocznie uczynił. W międzyczasie zagadnął do przełożonego z bractwa. - Trzeba opisać te mutanty w bibliotece, by nasi następcy mogli ogarnąć, co dzieje się na tym chorym świecie i jak z tym walczyć. Zlecę to odpowiednim służbą, po powrocie. Oznajmił, zbliżając się do krętych schodów, prowadzących w dół. - Mości panowie tutaj. Wszak innej drogi nie ma. Widocznie coś musiało umknąć człowiekowi, że nie zauważył dalszego przejścia na dół. - Król przodem. Wskazał dłonią, zbierając sól z podłogi i dobywając jeden z pistoletów.
Dragosani:
- Nie powiem, że mnie to zaskoczyło - odpowiedział Dragosani. Spojrzał jeszcze ostatni raz na ciała poległych przeciwników. Potem na schody prowadzące na dół. Nie wiedział co jest niżej. Równie dobrze mogli trafić na kolejną grupę podwładnych Mówcy, jak i na samego opętanego.
- Gdy znajdziemy w końcu Madarona - zaczął mówić. - Musicie na chwile zająć go, skupić na sobie jego uwagę. Ja w tym czasie stworzę pułapkę. Mam w tym pewną wprawę, więc nie zajmie mi to długo... - Podszedł do schodów.
- Jeżeli tam na dole nie znajdziemy go od razu, zacznę szykować pułapki w każdym pomieszczeniu, czy co tam będzie. Najwyżej spróbujemy go zwabić. I pamiętajcie. Sól. Srebro tylko do ranienia. Nie chcemy go zabić. Telekineza też może okazać się pomocna. Przewrócić raczej go nie przewrócicie, ale zawsze to jakaś pomoc.
Nawaar:
Wyjaśnienia były dobre do tego jeszcze, ale walka z kimś kogo nie można po prostu zabić była wyzwaniem! - Rozumiem, że strzały w stopę odpadają? Nie chce mieć później was nad swą głową marudzących mi, więc dopytuję. Lepiej mieć więcej wiadomych niż niewiadomych na temat czego mogą paladyni się odpuścić. To było ważne z perspektywy strzelca. - Jeszcze jedno mnie martwi. Pewnie ma ze sobą obstawę i tu wygląda klasycznie, że płotki rzucą się na nas, a Ty będziesz walczył z demonem, co utrudni zadanie. Oczywiście to przypuszczenie, bo jeśli będzie sam to raczej spokojnie sobie poradzimy i ten, zauważyliście, że nie widać zwłok kobiet i dzieci? Nawet żadnych śladów krwi czy czegokolwiek. Walka pośród cywili będzie problematyczna, a może chce wykorzystać nasze miękkie serca, byśmy nie zaatakowali go na dole? Zdecydowanie za dużo myśli mam teraz, ale jakiś scenariusz musimy obrać, tudzież taktykę. Na przykład jeden z nas walczy z mówcą a rugi telekinezą rozsypuje mu sól nad głową. Głupie, ale może się uda. Jakieś pomysły macie? Kiellon miał okazję do przedstawienie swoich obaw, tez na temat dalszej konfrontacji, gdyż coś z tego musi być na rzeczy. Zbyt prosto to na razie wygląda i jest zdecydowanie za łatwo!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej