Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Zaidaan:
Hetman chciał już po prostu wyjebać ten zwój, a najlepiej spalić, zdeptać, spalić i zakopać. Ale powstrzymał się. Wziął głęboki wdech, uspokoił się i otworzył ten zwój z tego sznureczka i pieczęć złamał. Najchętniej to by znalazł właściciela tego przedmiotu i zabrał go do lochów pod pałacem.
Dragosani:
Pieczęć została złamana, sznureczek rozwiązany. I żadne zaklęcie nie urwało ręki Emericka, co było rzeczą raczej pozytywną. Sam zwój okazał się być mapą. A konkretnie planem fortu z zaznaczonym miejsce w jednej z wież od strony lądu. Zaznaczone ono było ostentacyjnym krzyżykiem. I strzałką. Z napisem "TUTAJ". Podkreślonym. Trzy razy. Na czerwono.
---
- Ja i tak żyję już na kredyt, a wam śmierć niestraszna. Te wszystkie dziewice po śmierci... Zapalajcie wiec do tam macie i idziemy - powiedział wampir. Dobył broni, wziął trochę soli w wolną dłoń. I ruszył schodami w ciemność.
Marduk Draven:
Marduke przyjął od towarzysza sól. Ułożył worek przy pasie. Na obecną chwilę zebrał energię magiczną, po czym wypowiedział inkantację:
- Elisash.
W jego dłoni pojawiła się kula światła, którą paladyn ustawił nad swoją głową. Sprawdził jak srebrny sztylet chodzi w pochwie w cholewie, po czym dobył srebrnego dwuręczniaka. Oparł go o ramię i ruszył pierwszy. Skinieniem głowy zachęcił resztę.- W razie czego wy sypiecie solą, ja mu płazem przez łeb.- rzucił. Nie wiadomo czy serio, czy żartem.
Nawaar:
- Chyba anielice hehehe. Wtrącił się krasnolud, ale nikt w bractwie nie wspominał o dziewicach w pakiecie? Cóż zawsze to jakoś będzie się milej umierało, bo taka perspektywa jest lepsza niż żadna. Widocznie Marduke się wyrwał, używając zaklęcia światła, co pasowało brodaczowi. Zawsze jedna inkantacja więcej, ale skoro sytuacja była taka to schował jeden pistolet do kabury, a mianowicie chodziło o "Odkupienie", tylko po to, aby mieć wolną dłoń do sypania soli, także będąc gotów polazł za resztą w dół, mając się baczenie na wszystko, powiedział. - I choćbym szedł ciemną doliną zła się, nie ulęknę. Mantra stara jak świat, ale pasująca do sytuacji!
Zaidaan:
Hetman tak popatrzył na ten zwój, który okazał się niemagiczny, bo już dawno Emerick by chodził bez jednej ręki i nogi, albo przemieniony w ropuchę. W pierwszej chwili gdy zobaczył plan zamku zamierzał to spalić swoim gniewnym zwrokiem, ale jak zobaczył krzyżyk, taki czerwony to zmienił zdanie. Wyszedł z tego magazynu i stojąc na środku dziedzińca w deszczu otoczonymi płonącymi, a raczej gasznącymi budynkami rozejrzał się po okolicy. Popatrzył na mapę skarbów i szukał zaznaczonej wieży. Upewnił się, że to ta wieża i ruszył w jej kierunku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej