Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Dragosani:
No i zeszli. Trafili do podłużnej sali. Po jej bokach było kilka drzwi z kratami. Po drugiej stronie drzwi z grubego drewna... i dwójka ludzi. W panującym półmroku wyglądali na jakiś kultystów. Mieli złowrogie szaty i tak dalej.
- Kutfa, już są! - zawołał jeden. Obaj rzucili się do drzwi.
- Trzeba ostrzec Mówcę, wypuść siepaczy! - Uciekając jeden z nich pociągnął za dźwignię obok drzwi. Kraty po obu stronach sali otworzyły się. Dobiegały zza nich jęki i powarkiwania. Sami kultyści uciekli, zatrzaskując za sobą drzwi. Zaś z otwartych klatek wyszły potwory. Dziwaczne, amorficzne stwory, które kiedyś chyba były ludźmi. Teraz już nie.
5 x Dziwaczny mutant
3 x Dziwaczniejszy mutant
Zaraz za nimi do pomieszczenia weszła także trójka ponurych wojowników. Wskazali na drużynę, wydając krótki rozkaz do ataku. Chyba dowodzili tą bandą. Sami również dobyli broni.
3 x Siepacz
Tymczasem Emerick, nieświadom co się dzieje na dole, szukał skarbów. Zapewne na własną zgubę. Ale cóż, chciwość ciężko było okiełznać. Znalazł zaznaczoną wieżę. Była zaraz przy murze, jak to zwykle bywa w przypadku wież strażniczych. Drzwi nawet nie było. Były za to schody. Prowadziły w górę i w dół. Pytanie było, który kierunek wybrać?
Zaidaan:
Dlatego też nieświadomy co się może dziać na dole zszedł na dół aby uświadomić sobie co na tym dole jest. Wszak to tam sie chowa skarby i inne rzeczy, chciwość Emericka nie znała granic, nawet nie poprosił nikogo o pomoc, a o podzieleniu się łupem nawet nie myśli!
Marduk Draven:
Marduke zaklął paskudnie. Coś pomiędzy chedożoną matulą demonów, a niedojebaną trolicą. Marduke nie czekał. Mutanty nie czekały. Draven także. Odrzucił srebrną broń, obecnie zwyczajnie niepotrzebną. Dziwaczny mutant ruszył na niego, kłapiąc zdeformowanym ryjcem. Draven nie miał nawet zamiaru obrażać swej broni kontaktem z taką abominacją. Korzystając z zebranej energii magicznej, wraz z inkantacją uformował pocisk esencji.
- Izeshar.- brzmiały owe słowa. Mutant, w odległości ledwie trzech metrów skracał dystans, gdy nagle padł, z czarną jak smoła dziurą w piersi, wypaloną od czerwonej kuli światła, którą paladyn cisnął. Draven natychmiast dobył szabli i sztyletu z żelaza. Raz jeszcze wezwał Zartata i jego nieograniczoną moc, prosząc o jej malusieńki promil, który uzyskał - w formie przemieszczenia. W jednej chwili atomów Dravena nie było w miejscu, w którym stał. W następnej znalazł się tuż za zaskoczonymi siepaczami. Natychmiast zaatakował najbliższego, który w porę odwrócił się i zablokował swoim mieczem cięcie mające rozpłatać jego głowę. Dwójka pozostałych zachciała pomóc swojemu towarzyszowi. Jeden zbierał energię do pioruna kulistego, drugi zaś tradycyjnie postanowił ruszyć z mieczem.
Paladyn całą swoją siłą odepchnął tego, z którym się zwarł i błyskawicznie dostąpił do tego, który chciał go potraktować piorunem kulistym. Chlasnął po przedramieniu. Zbroja siepacza była niczym dla czarnej rudy, a jego dłoń padła na ziemię. Nim przeciwnik mógł jakkolwiek zareagować nie miał już głowy za sprawą poziomego cięcia szabli, która następnie zwarła się z mieczem trzeciego siepacza. Ten pierwszy zaatakował. Marduke wywinął się unikiem w bok i wykorzystując fakt, że oponenci niemal się zderzyli użył telekinezy na jednym z nich, posyłając go dwa metry w tył - na ścianę. Drugi nawet nie czekał z atakiem znad głowy. Draven bez problemu jednak zablokował i uderzył wroga pięścią w twarz, po czym dobył sztyletu i zatopił go w skroni siepacza, kończąc jego egzystencję. Teraz został jeden, ostatni siepacz.
4 x Dziwaczny mutant
3 x Dziwaczniejszy mutant
1 x Siepacz
Nawaar:
- Co do chuja!? Wykrzyczał, wypuszczając woreczek z solą na widok takich abominacji. Przyprawa posypała się niemo po podłodze, ale jeszcze czegoś takiego nie widział. Na dalsze pytanie przyjdzie czas później, gdyż czas naglił jak cholera!
Kiellon, nie zamierzał walczyć wręcz na razie. Dlatego zrobił to co zawsze, czyli strzelał! Brodacz właściwie, nie wiedział w co strzela, bo ciężko jakoś to określić, bowiem nie wiadomo czy to byli w ogóle ludzie? Dlatego mając już wcześniej, dobyty pistolet, wymierzył chwilę z "Miłosierdzia", bo te istoty go niezwykle potrzebowały. Brodacz mając światło Zartata nad sobą, wystrzelił! Srebrna kula na demona opuściła lufę, by trafić jednego z mutantów w głowę. Nabój z wielkim impetem wbił się w czaszkę potwora, penetrując naczelny organ czyli mózg, przelatując na wylot. Jednak nim zrobił coś innego czekał, czy aby stwór się nie podnosi. I nie podniósł się! - Stara zasada mówi, że w przypadku, gdy nie wiesz w co strzelać, wal prosto w głowę zawsze działa druga natomiast, by zawsze dla pewności dobić! Poinstruował kompanów, by znów pobawić się w strzelca. Dlatego odłożył "Miłosierdzie", by dobyć " Odkupienia" kolejny pistolet, załadowany srebrną kulą, tylko po to, by zatłuc dziwadło! Brodacz nie miał czasu rozmyślać na temat kosztów, bo bestie się zbliżały dość pokracznie w stronę Marduke, który rozwalał silniejsze typy przeciwników. Kanclerz na nowo wymierzył w stronę mutanta, nacisnął na spust, oddał strzał ponowny huk, wypełnił salę dając wszystkim do zrozumienia, że siłę ognia to oni mięli. W każdym razie kula pomknęła, przez korytarz odbijając światło z kuli ognia. Pocisk mienił się nim pozbawił życia kolejnej pokraki, zatapiając się w jej czaszkę. Nie było co zbierać z mutanta, który padł dzięki Zartatowi, bo nie ma bata, że pewnie chciał tego, aby umrzeć! Smutna tragedia nawet wzruszyła brodacza, bo w końcu mógł to być on.
Paladyn nadal nie mógł uwierzyć z czym walczył, ale jedno jest pewne. Na pewno w bliski kontakt, nie pójdzie. Dlatego sięgnął po ostateczność a mianowicie po niezawodną "Fuzyjkę" pogromczyni demonów! Muszkiet ten był gotów do wszystkiego zwłaszcza do pozbawienia życia wynaturzeń. Krasnolud mając ogromny zasięg, wymierzył z miejsca i wypalił! Jeśli huk poprzednich strzałów był donośny to teraz dla, niektórych musiało jebnąć grzmotem. Srebrny pocisk pozbawił kolejnego żywota bestii, rozłupując jej czaszkę niemal na pół! Wnętrze mózgu wydobywało się na korytarz a sam potwór chrząknął trochę, zrobił dwa kroki i padł martwy to był cały pokaz krasnoludzkiej myśli technicznej!
Kanclerz nie mając już z czego strzelać, odłożył muszkiet, z którego jeszcze dym się unosił, by oddać się sztuce magicznej. Paladyn pobrał moc magiczną ze swej duszy, by nakierować ją do swojej prawicy i wypowiedział inkantacje pocisku esencji. - Izeshar! Pocisk magiczny miał neutralny kolor, co mogło oznaczać litość w stronę kreatur. Kula zmierzała ku kolejnemu przeciwnikowi dzięki telekinezie do tego jeszcze, oświetliła hol dając dodatkowe światło. Energia magiczna zawarta w kuli skutecznie ominęła inne części ciała tworów, by trafić bezpośrednio w klatkę piersiową a konkretnie to tam, gdzie powinno znajdować się serce. Pocisk bez problemu wtopił się w miękką tkankę, wypalając dziurę w miejsce serca, oby tam było serce! Jednak maszkara padła bezdechu na posadzkę i oto koniec kolejnego truchła. Krasnolud pobrał na sam koniec resztki swej mocy magicznej z duszy, by powiedzieć ponownie inkantację pocisku esencji. - Izeshar! Ponownie w dłoni krasnoluda, zawitała kula śmiercionośnej energii, która poleciała do przodu, natrafiając na kolejnego mutanta. Właściwie wszystko było podobne, bo telekineza zadziałała dobrze i Kiellon kręcą swoją dłonią, trafił tym razem w głowę poczwary. Pocisk zwęglił skórę, czaszkę, mózg. Oddając odór na pomieszczenie i nawet u kogoś bez wyostrzonych zmysłów mogło zemdlić.
Krasnolud zaprzestał walczyć, by móc naładować na razie pistolety srebrnymi kulami, lecz jednocześnie poganiał Marduke.
- Zakończ to! Czas nagli!
Towarzysze trafili w samą porę, bo impreza właśnie się zaczęła, a zrobienie dobrego wejścia było zawsze cenione! Nawet z zwykłym burdelu jak ten!
Pozostaje : 23 srebrne naboje i 31 srebrnych pocisków
1 x Dziwaczny mutant
2 x Dziwaczniejszy mutant
1 x Siepacz
Marduk Draven:
- Drago, oszczędzaj siły!- polecił królowi. Razem z Kiellonem mogli sami to zakończyć. Ostatni siepacz zaatakował z wrzaskiem pełnym furii i bólu. Ciął swym mieczyskiem od prawego - górnego skosu, z intencją skrócenia Marduke'a o głowę. Paladyn nie miał jednak zamiaru paść aż tak łatwo - z rąk tak umęczonej istoty. Odbił miecz szablą, po czym umknął w bok, zmuszając siepacza do skrętu w swoją prawą stronę.
W międzyczasie zaatakował go jeden z dziwaczniejszych mutantów, rąbiąc ostrzem wmontowanym w prawie ramię na odlew. Kątem oka zauważył, że siepacz składa się do ciosu. Odstąpił od mutanta i zwarł się z "człowiekiem". Miecz i szabla zgrzytały, do czasu, gdy zaatakował poprzedni mutant. Marduke z całej siły odepchnął siepacza i zablokował odgórny cios abominacji. Następnie kopnął ją kolanem w brzuch i szybkim cięciem pozbawił głowy. ÂŁeb mutanta potoczył się po głowie. Jego "twarz" zastygła w zimnym i dziwacznym grymasie, który dla właściciela chyba był normalny. Reszta ciała upadła na podłogę w konwulsjach, które szybko ustały.
Siepacz ponowił atak, oburącz odgórnie, jednak Draven zwyczajnie umknął przed ciosem w bok. Jego przeciwnik gwałtownie się obrócił, wywijając młyńca brzeszczotem, i tu Marduke uszedł cało za sprawą kolejnego uniku - tym razem w tył. Paladyn wykorzystał moc telekinezy i przyciągnął do siebie zdezorientowanego siepacza. Jednocześnie ciął zamaszyście na odlew, pozbawiając wrogich nóg korpusa i vice versa. Mówiąc prościej przepołowił go w pasie. Krew, jelita, wątroba i żołądek wyleciały na ziemię w porę, bo jeden z mutantów, ten dziwny, nie dziwaczniejszy poślizgnął się na posoce, co dało czas Marduke'owi, który bez ociągania się przebił podnoszącego się potwora. Prosto przez serce. Zerknął na siepacza bez nóg. Był martwy i blady. Bardziej niż zwykle. Ostatni, dziwniejszy mutant był zdezorientowany. Nie wiedział kogo zaatakować. Wyszło na paladyna, który zabił najwięcej istot(nie osób!) w tym pomieszczeniu. Marduke nie chciał już nawet rąbać szablą. Wezwał moc Zartata, skupił ją skierował w wolną dłoń.- Izeshar.- rzekł spokojnie. Wymierzył i cisnął pocisk esencji - tym razem w zimnym, niebieskim kolorze smutku - w mutanta, trafiając go prosto w twarz. Energia wypaliła ją, zostawiając czarną plamę pokrytą popiołem. Wszyscy przeciwnicy nie żyli. Na jego i swoje szczęście. Paladyn wytarł szablę i schował ją.- Niech Zartat wam wynagrodzi cierpienia.- rzekł pojednawczo, wykonując w powietrzu znak ognia - rysując kształt płomyka świecy. Podszedł do srebrnego oburęczniaka i uniósł go.- Ciekawe. Moje pociski esencji mają inny kolor zależnie od nastroju.- rzucił.- Nie ważne. Chodźmy dopaść tych skurwieli i tego Mówcę. Zgaduję, że po naszemu - Madarona.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej