Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (14/211) > >>

Gascaden:
Gascaden uśmiechnął się lekko pod nosem słysząc bękarcie nieszczęście, ale widział że król i przełożeni sobie nie odpuszczą i dalej czekają aż coś im opowie. Napił się trochę wina i westchnął.
- No to może trochę o tej wiedźmie.. Gdy usłyszałem co się tam dzieje, czułem że nie mam na co czekać. Ruszyłem do wsi Bukowe Pole i zacząłem wypytywać o szczegóły. Mieszkańcy od samego początku zaczęli podejrzewać tamtejszą elfkę znachorkę - Eliarę, choć nie mieli żadnych dowodów. Adrianna i Juliusz Oksford, to oni byli właśnie ofiarami. Bogata para, których synem jest uwielbiany przez miasto kapitan straży Marlon. To właśnie do niego postanowiłem w następnej kolejności pójść, sama jego posiadłość była warta całe to miasteczko. Od samego początku bronił Eliarę, był na tyle przekonywujący że przez początek mu wierzyłem. Nic nie świadczyłoby, że kłamie. Dodatkowo podał mi adresy dwóch podejrzanych osób, pierwsza to zubożała szlachcianka, która zazdrościła Oksfordom majątku. Z tego co się dowiedziałem to ci Oksfordowie nie dorobili się tego wszystkiego w całkiem legalny sposób, tak jak każdy inny w tych czasach. Po prostu szantażem zabrali interes tej ubogiej szlachciance, jednak to mi nie pasowało i nie czułem żeby to właśnie ona była morderczynią. Bardziej pasowała mi druga podejrzana, która była młodą kochanką odrzuconą przez jego rodziców. Działając pod wpływem emocji mogłaby się posunąć do takich czynów i w sumie bym się nie zdziwił gdyby to była ona. Jednak gdy zauważyłem, że z jej budynku zaczął unosić się dym coś mi nie grało. Ruszyłem czym prędzej do środka i jedyne co znalazłem do martwą kobietę i stojącego nad nim Marlona. Mówił mi, że to podobno ona była tą wiedźmą, i naprawdę mówił to przekonywującą. Gdyby nie to, że widziałem jak ktoś kombinował przy kominku, w dodatku w ciepły dzień. Wtedy wszystko złączyło mi się w całość, chociaż dalej nie wierzyłem w taką umiejętność kłamania. W pierwszej chwili chciałem go po prostu zabić, ale na szczęście udało mi się opanować i zrozumieć, że lepiej wyjdę gdy po prostu go schwytam. Gdy to już zrobiłem pobiegłem natychmiast do znachorki. Ona natomiast w ogóle nie kłamała, w dodatku przyznała się że cały majątek chciała zagarnąć jako wdowa. Walka była ciężka zwłaszcza gdy miała tą przewagę, że władała telekinezą i ogniem. Udało mi się ją zabić w głównej mierze dzięki szczęściu. Nie wiem co by się stało gdybym spóźnił się o tą jedną sekundę, a ona zdążyłaby rzucić zaklęcie.

Zaidaan:
Emerick zniesmaczony splunął na ziemię i to co w kubku zostało wylał również na ziemię. Dopiero trunek od Torsteina uratował go, jednak warto nosić przy sobie ciągle trochę alkoholu wrazie takich incydentów.
- Ohydztwo, od tego mogłem jeszcze zginąć, stfu!
Poirytowany podszedł do wozu Króla i wziął inną beczkę, z nadzieją że tu znajdą coś prawdziwego do picia. Emerick dalej miał nadzieję i nabrał kolejny pełny kubek, ale tym razem był ostrożniejszy! Wpierw powąchał, a potem zobaczył jak to wygląda w środku, dopiero po tych zabiegach gulnął sobie.

TheMo:
Na szczęście, albo i nie, była to zwykła woda. Wiedząc, że mogło być gorzej nie wybrzydzał tak jak jego towarzysze. Chociaż to było zrozumiałe. Po jednym łyku wlał zawartość z powrotem do beczki. Przynajmniej zwilżył sobie język. Wziął buteleczkę rumu od Torsteina i zapił ten jałowy smak. I to można pić. Przyjemne palenie w ustach i rozgrzewające bebechy uczucie. ÂŻyć nie umierać. Chuchnął sobie po wszystkim i puścił butelkę dalej w obieg. Po spełnionym zadaniu trzeba było zdać raport. Tak więc podszedł do ogniska, ignorując krasnoluda, i zabrał głos.
-Królu, melduję, że zawartość tej beczki nadaje się jedynie do napojenia koni.

Torstein Lothbrok:
Torstein nie był ufny wobec drugiej beczki. Dlatego raz jeszcze sobie trzasnął z tej butelki. Rum poprawił mu humor. Jednak dalej był zły jak osa, za tą jawną próbę otrucia. Popatrzył na znienawidzoną wodę, potem na Themo raportującego Dragosaniemu.
- Na podlanie kwiatków co najwyżej!- poprawił woja.

Dragosani:
- To wyjaśnia dlaczego znalazłem tę beczkę u stajennego... - mruknął do siebie wampir. - No ale widzę, że już sobie poradziliście, jak na Bękartów przystało. Bierzcie i pijcie z tego wszyscy, jak to mówią - powiedział jeszcze do Thema, po czym zwrócił się do Gascaden.
- Czyli, biorąc pod uwagę podkoloryzowanie o którym mówił Marduk, ta zabiłeś wiedźmę, która do obrony miała pochodnię - zaśmiał się, coby pokazać, że nie jest królem mrukiem i że zażartować potrafi!
- No ale dobra robota. Walka z kimś z umiejętnościami magicznymi nigdy nie jest łatwa. Apropo walki... Ci wiecie o zjawach? - zapytał nagle.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej