Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (105/211) > >>

Kazmir MacBrewmann:
- Sugerujecie ostrzał z morza i desant? Podpłyniemy na 150 metrów by w ogóle trafić?

Nawaar:
Zwyczaje pochówku innych ras są dość osobliwe akurat ten z pochówkiem w głębinach morskich pewnie nabawi kłopotów kompanie, ale cóż skoro na skróty się nie da to trzeba będzie spełnić prośbę nie do końca zmarłej istoty. - Zawsze pod górę, ale takie życie. Więcej nie powiedział, tylko przypatrzył się drzwiom, które stanowiły jedną barierę do dostania w miejsce zbrodni. Dobrze, że kobieta sobie odeszła, bo mogłoby to zasmucić ją jeszcze bardziej. W tym właśnie momencie dobiegło głośnie, walnięcie po drugiej stronie widocznie ktoś nie chciał ich zaprosić na herbatkę i ciasteczka. - Z zasady to raczej goście pukają. Widocznie gospodyni robi to na opak. Chciał rozładować to dziwne napięcie jak w strasznych opowieściach, lecz brodacz na swoje nieszczęście zapomniał, że takie jednostki z reguły giną drugie, bo zawsze maureni idą na pierwszy ogień! - Ja sobie zostawię pistolet, bo wiadomo żelazna kula to jednak dobra rzecz. Rzekł i zostawił resztę ekwipunku na ziemi, a każdy wiedział, że było tego sporo i cały sprzęt znalazł się na ziemi. - Zawsze możemy użyć magii, także Marduke działaj i wchodzimy. Powiedział do Kanclerza Bractwa ÂŚwitu, Kanclerz królestwa Valfden!   

Marduk Draven:
Gdy zaszli pod drzwi siostry Nereidy, zadygotały one, uderzone z drugiej strony. Marduke instynktownie zebrał energię magiczną w dloni i zainkantował słowo "Izeshar", tworząc kulę tym razem błękitnego światła w dłoni, symbolizującego jego spokój i harmonię. Po chwili jednak zwrócił energię skierowaną w rękę do reszty ciała. W ślad za Dragosanim i Kiellonem pozbył się broni. I już zaraz pochwa z jego szablą, srebrny sztylet, oraz tarcza. Pozostały od dawna nieużywane runy, żelazny sztylet, oraz jego własna moc magiczna.
- Gotowy, jedna tylko jeszcze sprawa... Drago, możesz ją jakoś obezwładnić, by dało się z nią porozmawiać na spokojnie?- spytał.

Dragosani:
- Więc? - zapytał taureński wódź.

Dragosani zdjął rękawicę, ukazując demoniczną dłoń. Mógł dzięki niej dokonać jakiejś dotykowej interakcji z istotami astralnymi. Mogło się to przydać.
- Gdzie tam - odparł Mardukowi. - Ale mam swój urok osobisty. - Błysnął uśmiechem. - Atakujcie tylko w ostateczności. To i tak nic nie da na dłuższą metę, a może zaprzepaścić jakiekolwiek szanse kontaktu - powiedział jeszcze i nacisnął klamkę. Wszedł do środka.

Kwatery Madarona były zbiorem komnat, służących taurenowi za mieszkanie. Nie miał tutaj służby z racji swoich poglądów. Mieszkał sam. Była tutaj kuchnia, spiżarnia, łaźnia, oczywiście piwnica z winem, sypialnia i salon. Do całego kompleksu prowadził krótki przedpokój, do którego właśnie weszli. W mieszkaniu panował półmrok i wszędzie zalegał kurz. Braterscy rycerze niemal od razu poczuli, że coś jest tutaj bardzo nie tak. Intuicja krzyczała do nich, że powinni być czujni. Wampir ruszył przez przedpokój. Podłoga pod jego stopami skrzypiała lekko. Rozglądał się czujnie. Wszedł do salonu, który był zaraz za przedpokojem. Był tutaj kominek, kilka dużych foteli, stół, barek i inne wyposażenie salonów bogatych osób. Drago przeszedł kilka kroków w głąb i zatrzymał się. Wodził wzrokiem wokół. Aż zatrzymał go w pewnym punkcie.
- Jest... - szepnął. W miejscu, w które patrzył nic nie było. Przynajmniej z punktu widzenia Kiellona i Marduka. Po chwili zatrząsł się stojący nieopodal kredens. Spadło kilka stojących na jego półkach przedmiotów. Nagle zjawa pojawiła się tuż przed Dragosanim, z pazurzastymi łapami przy jego twarzy. Nie zaatakowała jednak. Wampir stał niewzruszony, ze stoickim spokojem patrząc na astralną kobietę.
- Nie... boisz się? - Usłyszeli głos. Z echem, i przytłumiony, jak gdyby Galatea mówiła zza jakiejś przesłony.
- Przyszliśmy ci pomóc - odparł wampir.

Zjawa

Marduk Draven:
Marduke prychnął na żart Dragosaniego, jednak natychmiast po tym spoważniał.
- Wiemy kiedy walczyć, a kiedy nie.- odrzekł poważnie poszedł za Dragosanim. Dłonie miał spuszczone wzdłuż tułowia, z dala od broni, która znajdowała się pochwie pod pachą. Kurz i półmrok ich zastały. W dodatku intuicja aż szalała. Szósty zmysł Marduke'a nieustannie go ostrzegał, drażniąc inne zmysły. Draven szedł dalej za wampirem, także rozglądając się, choć nie mógłby i tak zobaczyć zjawy jeśli sama by tego nie chciała. Szli tak, aż Dragosani się zatrzymał, szukając najpewniej zjawy, która po chwili pojawiła się przed nim, z pazurami przy jej twarzy. Paladyn powstrzymał chęć dobycia żelaznej broni. Powstrzymał wzdrygnięcie się. Jakiekolwiek ruchy i odruchy.
- Wiemy, co Madaron zrobił. Wiemy, co stało się z Tobą.- powiedział.- I jak powiedział mój towarzysz - chcemy Ci pomóc.- dodał.- Jeśli chcesz, możemy wyrzucić broń.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej