Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Kazmir MacBrewmann:
-Góry? Na Feros? Pokaże gdzie. Spytał zadziwiony.
Zaidaan:
-O Tutaj. Nie są to wielkie szczyty, ale mimo to są to wypiętrzenia które trzeba pokonać.
TheMo:
I Bractwo poszło sobie. Została ta bardziej przyziemna grupa wojowników. Themo, jako ich lider musiał obmyślić jakiś plan odbicia fortu.
-Cóż, otoczenie prędzej obroni ten fort niż dwustu osobowa zbieranina buntowników. Nie ma sensu prowadzić armii przez góry, ani przeciskać jej tymi tunelami. Co innego niewielka grupa dobrych wojowników, którzy wejdą tam od tyłu.
Pochylił się nieco nad planem zamku. Próbował wyłapać w nim słabe punkty i inne miejsca, w które można uderzyć.
-Jednak jeśli tam wparujemy to rzucą się na nas natychmiastowo, a każdy szermierz dupa... Jak z obroną ze strony morza?
Zaidaan:
- Jedyne co ich broni od strony morza to mur. Armaty, które zostały tam sprowadzone to po prostu cholerstwo, które swoje czasy ma już dawno za sobą, możemy jedynie uważać ma ten ich okręt, który pewnie krąży w okolicy.
Dragosani:
- Można też zaczekać na odpowiedni moment, gdy tego statku nie będzie w forcie - dorzucił od siebie Geardo. - Czasem wypływa w morze, co w sumie wasze spotkanie z rozbitkami potwierdza.
Tymczasem Dragosani i reszta dotarli pod drzwi kwater Madarona. Nereida słuchała słów krasnoluda, nieco przestraszona tym. Ale chyba rozumiała taką konieczność.
- Ze spaleniem... kości może być problem - powiedziała. - Pochowaliśmy ją, zgodnie z naszym zwyczajem. W odmętach morza. Nie sposób jego teraz znaleźć.
- Więc pozostaje trudniejsza opcja - stwierdził wampir. - Dowiedzieć się co dokładnie ją tutaj trzyma i rozwiązać sprawę. - Stanęli przed drzwiami. - Nereido... bezpieczniej będzie, jeśli się oddalisz. Zjawa może być groźna - król powiedział do raanaarki. Kobieta przełknęła ślinę i spojrzała na drzwi. Potem jednak kiwnęła głową i odeszła. Przez moment pozostała trójka wpatrywała się w drzwi. Nagle zadygotały one uderzone z drugiej strony. Jakby ktoś mocno uderzył w nie pięścią. Potem zaległa cisza. Dragosani, po chwili namysłu, odpiął broń od pasa i położył ją na ziemi. Chciał wejść tam nieuzbrojony.
- Moja broń i tak się na niewiele zda - wyjaśnił.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej