Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
TheMo:
A Themo szedł gdzieś z tyłu co jakiś czas drapiąc się po dupie. Znużonym wzrokiem omiatał otoczenie, jakby próbował wypatrzyć coś ciekawego. I jeszcze kolejna narada. Przysłuchiwał się jej i starał się nie przerwać jakąś głupią odzywką, choć było blisko. Dlatego najpierw trochę pomyślał i wysłuchał innych, nim się wtrącił.
-Wystarczy zabić dowódców a następnie przystąpić do szturmu. Nim opanują chaos będą pokonani. A piraci, jak to powiedział hetman, sami zwieją widząc klęskę na horyzoncie.
Kazmir MacBrewmann:
- Ja w K'efir nie był, na żadnej infiltracji. Odpowiedział krasnolud - I nie nadaję sie do takich zadań.
Dragosani:
- Zabić... - zaczął Geardo, ale przerwał mu Dragosani.
- Twój syn zostanie pojmany żywcem - zapewnił go. - Osobiście poprowadzę grupę, która tego dokona. Jeżeli jest winny, spotka go uczciwy i oficjalny proces. Jeżeli zaś jego działania są podyktowanie wpływem... innych bodźców, to nie ma nawet mowy o wyciąganiu odpowiedzialności z jego strony. - Spojrzał na Bękarty, potem na Bractwo.
- Ale pora wziąć się do pracy - rzekł. - Bękarty, zajmijcie się planowaniem naszej operacji. Kto jak kto, ale wy się na wojaczce znacie. Bractwo, wy pójdziecie ze mną. - Zwrócił spojrzenie na wodza taurenów.
- Muszę zobaczyć kwatery Madarona - powiedział.
- Nereida was tam zaprowadzi - odparł wódź. Nereida zaś skinęła lekko głową.
- Chodźmy więc - rzucił jeszcze wampir i ruszył za raanaarką, wychodząc z sali.
Nawaar:
Kanclerz przyjął wszystko do wiadomości na temat porwań a to, że jego pomysł został zaakceptowany to mu się miło zrobiło na serduszku, ale cóż nie mógł nic więcej powiedzieć, bo połowa towarzystwa musiała sobie pójść, oglądać jakiś pokoik w tym sam brodacz, który rzucił na odchodne. - Komu, by się chciało hodować małe rozdarte bachory na wojowników? Kobiety porywali zapewne w innych celach i każdy z nas wie w jakich, ale tą gówniarę trzeba odbić dla zasady, a nie, żeby sobie popłynęli w siną dal. Skończył i natychmiast, ruszył za władcą i ponętną kobietą z morskich otchłani. Krasnolud szedł z tyłu, by pooglądać sobie kształty tyłek Nereidy, ale starał się to robić dyskretnie jak tylko mógł! Jednakże, żeby coś tam zagaić i nie milczeć, patrząc, rzekł. - Myśli władca, że natchniemy się na jakieś ślady demonów, okultyzmu czy coś?
Marduk Draven:
Marduke spojrzał na Kazmira. Wiedział, że kłamie, ale uznał, że się do tego nie odwoła. Ruszył zamiast tego za królem, przywołując jakby nieobecnego Gascadena i posyłając przy tym chłodne spojrzenie Kiellonowi, przy którym przekręcił z zażenowaniem oczami. Wyrównał krok z wampirem i raanaarką.
- Osobiście niczego bym nie wykluczał.- rzekł od siebie.- Ale nie ma co się nastawiać na jedną z opcji. Ktoś opętany, zwiedziony przez demona może czynić zło nawet sam z siebie. Moc jaką oferują te stwory jest... duża.- mówił z własnego doświadczenia. Wszak jako rekrut był opętany i cieszył się potęgą nadaną przez demona, który mu ją dał. Czasami tęsknił za tą mocą. Czasami. Grzechy się zdarzały.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej