Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Nawaar:
- Ach te docinki rasowe. Uśmiechnął się w stronę Nereidy, bo więcej nie musiał mówić, gdyż wampir wyłonił się ze swych leży, jakby inaczej nazwać kajutę kapitańską! Brodacz wzruszył ramionami i czekał, aż zaprowadzą towarzyszy króla do karczmy czy coś. Tutaj lepiej nie gadać o takich niecodziennych sprawach. - W takim razie, w którą stronę pani Nereido? Paladyn z grzecznością w głosie oraz darząc szacunkiem morską kobitę, oczekiwał wskazania kierunku czy jakiegokolwiek ruchu ze strony przewodników.
Dragosani:
- Em... - odpowiedziała inteligentnie Nereida krasnoludowi, który zachowywał się jak na niego przystało. Spojrzała na swojego towarzysza, po czym kontynuowała.
- Chyba najlepiej będzie porozmawiać w którejś z bocznych sal Jadeith Zertho - powiedziała w końcu. No i ruszyli wszyscy prowadzeni byczo-rybią parą. Dragosani szedł obok Jaghataia. Dziwny był to widok. Wampir, niski w porównaniu do taurena, jednak ewidentnie darzony ewidentnym szacunkiem przez tego drugiego. Zresztą zapewne odwzajemnianym.
- Chciałbym zobaczyć kwatery Madarona - wampir powiedział do taurena. - Może znajdę tam coś, co inni przeoczyli. No ale najpierw opowiecie nam co się wydarzyło. Dobrze byłoby też znać obecną sytuację na południu wyspy...
Marduk Draven:
Paladyn zignorował słowa Kiellona, które no cóż, były nie na temat i całkowicie zbędne. .Gdy tauren i raanaarkka ruszyli, a wampir z nimi, Draven także to zrobił. Szedł koło Nereidy. Nie chciał iść z tyłu, bo mógłby nie zostać usłyszany. A do powiedzenia miał rzecz raczej ważną.
- Ważnym jest też kwestia sił jakimi Madaron dysponuje.- powiedział, spoglądając w stronę rozmówców.
Dragosani:
Grupa dotarła w końcu do celu. Najpierw weszli do wielkiej sali. Z niej zaś przeszli do mniejszej. Na środku stał stół, na którym leżała rozwinięta mapa. W pomieszczeniu był już jakiś tauren. Postawny i dostojny, ewidentnie bardzo stary. Jaghatai skłonił się przed nim, podobnie jak Nereida. Dragosani podszedł i uścisnął taurenowi dłoń.
- Witaj, przyjacielu - powiedział stary tauren. - Jak tam na Wielkiej Wyspie? - zapytał.
- I ty też witaj, Geardo. Na Valfden jest zbyt jasno, jak na mój gust - odparł Drago i uśmiechnął się smutno. - Przykra sprawa mnie tu przywiodła. Madaron... - zaczął.
- Mój syn jest niewinny! - wszedł mu w słowo Geardo. - On... nigdy by tego nie zrobił. - Potężne ramiona taurena nieco opadły. Musiał być to dla niego ciężki okres.
- Przysięgałem, że pomogę tobie i twojemu synowi i zamierzam dotrzymać słowa - zapewnił go wampir. - A teraz przejdźmy do rzeczy. Musimy zdobyć trochę informacji. Jeden z moich rycerzy miał pytanie. - Spojrzał na Marduka. Jaghatai zaczął odpowiadać, zanim Draven zapytał ponownie.
- Wiemy o dwóch setkach ludzi - powiedział. - Przynajmniej około. O tylu donoszą raporty z ich najazdów na osady na południu. Może być ich jednak trochę więcej. Ponad to mają na pewno co najmniej jeden statek. Co do samego fortu... ehm... nie jestem w stanie nic powiedzieć. Nie bez przyczyny nosi taką, a nie inną nazwę.
Kazmir MacBrewmann:
Dwie setki? Pół garnizonu z Omas i raz dwa byłoby po buncie. Kazmir siedział jednak cicho. Nie on dowodził, nie znał się na sytuacji ani - co najważniejsze - nie był na tyle blisko z królem by coś doradzać. Znał swe miejsce. Dał pracować mądrzejszym. On miał tu insze cele. Suszyło go.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej