Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Zaidaan:
- Aha. Pheh
Emerick jednak musiał chwilę po żarcie pomyśleć aby jego sens dotarł do jego szarych komórek. Prychnął jakże zacnie i zaciągnął się skrętem.
- Jeszcze bym sobie gardło zdarł, a jak bym wtedy ubijał interesy? Heh. Ciekaw jestem w sumie co tego osobnika skłoniło do tych czynów. Demon? Myślałem, że raczej się ich już pozbyliśmy.
Zadał to pytanie ogólnikowo, nie do konkretnej osoby.
Dragosani:
Drago już nie kontynuował dalszej rozmowy o masce Marduka. Nie oznaczało to rzecz jasna, że nie zamierzał w przyszłości ciskać w paladyna jakimiś złośliwymi słowami z nią związanymi. Bo jakże to tak, odpuścić taką okazję? Do rozmowy w tym czasie dołączył Emerick.
- To niestety trochę bardziej skomplikowane - wampir odpowiedział na pytanie Hetmana, zadane światu jako takiemu. - Oczywiście mało kto o tym wie. Nie są to nauki, które uczy się dzieci w szkołach. Ale też nie ma teraz co gdybać, dowiemy się na miejscu. ale tez poczyniłem pewne przygotowania na ten mroczniejszy scenariusz. Tak na wszelki wypadek.
Marduk Draven:
Marduke postanowił się wtrącić.
- To raczej jeden z niedobitków z polowania, które im urządziłeś.- rzekł do Dragosaniego.- Czytałem gdzieś,
że raz wygnany demon nie może wrócić, chyba, że zostanie przyzwany. A Madaron, raczej by go nie przyzwał.- dodał. Mruknął w zamyśleniu. Tak na prawdę nie mógł być tego całkowicie pewny, a nawet i w jednym procencie nie mógł.- Ale nie wysuwajmy pochopnie wniosków. I nie teoretyzujmy teraz o tym. Po prostu przygotujmy się na wszystko.- popatrzył na Emericka, potem na wampira.- Drago, możemy pogadać o sprawach Bractwa, o których wspominałem w wizycie w Twoim gabinecie?- spytał.- Chyba, że wolisz to zrobić na postoju.
Dragosani:
Drago już nie kontynuował rozmowy. Spekulowanie nie miało teraz sensu. Wozy toczyły się powoli traktem. Mijały dość często innych podróżnych. W końcu jednak zaczął zbliżać się wieczór. I po nim noc. Sam wampir wolałby jechać do rana, no ale dbał o swoich poddanych. A oni potrzebowali odpoczynku. Szczególnie nocą. Zarządził więc postój. Znaleźli niewielką polanę, trochę oddaloną od traktu. Na tyle blisko jednocześnie, aby jego bliskość odstraszała dzikie zwierzęta. Wozy wjechały na polankę.
Gdy konie zostały oporządzone, Drago ściągnął z wozu niewielką beczułkę.
- Bękarty, macie sprawdzić czy ten oto trunek nadaje się na królewskie podniebienie. Bractwo, zebrać się w kółeczku przy ognisku. Pora na wykład.
TheMo:
W końcu postój. Themo od paru godzin liczył drzewa, by sobie jakoś umilić podróż. Oczywiście przez ziewnięcia ciągle się mylił, więc nie wiedział ile dokładnie pniaków minęli. Nie zawracając sobie głowy taką pierdółką zszedł z konia, gdy już zajechali na polanie. Złapał go za lejce i podprowadził pod kolejne drzewo, gdzie go przywiązał. Strzelił jeszcze biodrami, które mu się nieco zastały przez ciągłe siedzenie w siodle. I padł rozkaz. Nie byle jaki. A rozkaz, to rozkaz trzeba było go wykonać.
-Tak jest!
Rzekł ochoczo i zabrał się za otwieranie beczułki i szukanie naczynia. Wszak w tym Bękarty były najlepsze, nie licząc wojaczki. W sumie można i liczyć wojaczkę. Obawiał się jednak, że to może być beczka pełna krwi, znając upodobania jej królewskiej mości.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej