Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (9/211) > >>

Zaidaan:
No i tak wyruszyli, można by rzecz, że dopiero minęli bramę. Tak o to rozpoczyna się wspaniała podróż w szczytnym celu zaprowadzenia porządku na wyspie Feros! Emerick dalej siedział sobie z tyłu podsłuchując co tam mówią sobie Marduke i Drago, może trochę to tak brzydko, ale i tak nie miał nic innego do roboty.
- W sumie to możesz zdjąć tę maskę, jeszcze pomyślą żeś jakiś trędowaty.
Wtrącił się do rozmowy hetman ala kupiec, który akurat odpalił skręta. Popatrzył na Mardukeja z lekkim uśmieszkiem.

Gascaden:
Gascaden widząc siadającego obok niego brodacza westchnął cicho. Tak bez powodu, przynajmniej tak mogło się krasnoludowi zdawać.
- Widzę, panie Marszałku, że zacnyś strzelec. Jaki był najlepszy rekord jeśli chodzi o zasięg, o ile mogę wiedzieć.
Zapytał się, bo chciał się co nieco o tej broni dowiedzieć, już nie raz podkładano mu ją do skroni.

Marduk Draven:
Marduke zaś odwrócił się w stronę Emericka, który uśmiechu Dravena widzieć nie mógł. A istniał on wtedy. Małe, lecz zawsze jakiś.
- A wtedy choćby ze strachu nie zbliży się do wozu.- odrzekł. Odwrócił się z powrotem, lecz zaraz szybko odwrócił się w stronę Hetmana, który wypacykował się jak na wesele.- Jak spotkamy jakiś wrogów, to krzycz, że jestem trędowaty. Może uciekną...- rzekł i prychnął ze swego arcy wyrafinowanego i śmiesznego żartu, który pewnie nikt nie zrozumie.

Torstein Lothbrok:
Torstein zapakował się na wóz razem z Gascadenem i Kiellon, tworząc kontrast między Bękartami a Bractwem.
- Jak strzela, to huczy jak fajerwerki.- mruknął, pociągając sobie z butelki rumu, którą miał przy sobie.- ÂŁyczka?- zaoferował jaszczurowi i krasnoludowi.

Nawaar:
Krasnolud skupiony, na obserwowaniu okolicy oraz przeładowaniem broni, został zaczepiony przez Gascadena, który powoził cały czas jako zwykły wieśniak, ale tak naprawdę narażał się, bo tak bez zbroi ciężko będzie mu się obronić, przez atakiem ze zwykłej procy, coby nie mówić o łuku, kuszy czy nawet broni palnej! Oczywiście brodacz odpowiedział, żeby jakoś rozmowa się kleiła. - Najlepszy powiadasz mości rycerzu, to równe sto metrów na razie, tyle wystarczyło, aby ubić demonicznego behemota na jeden strzał w łeb. Piękne to były chwile wtedy na Zuesh, także ze stu metrów jestem w stanie zestrzelić pchłę na brodzie nie jednej łajzy, od co! Rzekł z pewnością w głosie, bo kto wtedy był ten wie ile maszkar, ubił syn Kharima, który wtedy jeszcze w Bractwie ÂŚwitu nie był. - Alkoholu, pieniędzy, kobiet oraz pacierza nie odmawiam ahahahahahahah- zaśmiał się jak miał w zwyczaju, gdyż i tak każdy miał go za zakałę jego organizacji, co nie zmienia fakt, że Kiellon miał pełno zasług na swoim koncie, więc po chwili dodał - jeden, jedyny łyczek dla poprawy celności. Trzeba zachować powagę wikingu, a kierowca nie może raczej pić, bo jeszcze w coś piźnie i dopiero będzie. Skończył, biorąc łyka z butelki, bo po co niby miał czekać? Alkohol jak zawsze przyjemny rozluźnił nieco atmosferę, lecz najlepsze dopiero się zacznie na trasie, gdyż tempo jazdy zbyt szalone nie będzie, co w sumie dobrze. Cisza i spokój najlepsze co może być. - Dobry jak zawsze, ale teraz basta do najbliższego zajadu lub Bogowie wiedzą gdzie nas zaprowadzi sami wiecie kto. Oczywiście nie miał na myśli Zartata a króla jedynego pod niebiosa wychwalanego, przez prosty lud! Dlatego paladyn zaczął się dalej rozglądać, mając palec na spuście muszkietu, by w każdej chwili wystrzelić, gdy wróg nadciągnie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej