Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Dragosani:
I tak płynęli. Po kilku godzinach rejsu Marduke zastąpi Galahada za sterem. Nad morzem zaszło słońce. Jednak księżyce i gwiazdy lśniły jasno, obserwacja wód nie sprawiała przez to problemów. Szczególnie dla Dragosaniego, który wyszedł z nory, w której przedtem się schował. Pozostali robili zapewne to, co zwykle, czyli marnowali czas swoje własne zajęcia zamiast bezwolnie służyć królowi. Na morzu był spokój...
- Wrak! Wrak na wodzie! - rozległ się nagle czyjś krzyk. I istotnie. Szachraj zbliżał się do tonącego statku. Na oko był to też bryg, jednak bardzo zniszczony. Poszatkowany kulami armatnimi. Daleko poza możliwością naprawy. Statek tonął powoli. Nad wodę wystawała rufa i część sterburty. Kawałek złamanego masztu zniknął pod wodą na oczach załogi Szachraja. Wokół tonącego brygu plyealy na wodzie kawałki drewna, jakieś beczki. Widać było też ciemne sylwetki ciał. Ktoś jednak żył. Kilka osób trzymało się tonącego okrętu, jeszcze nad wodą. Krzyczeli coś i machali, aby zostali zauważeni.
Marduk Draven:
Nadeszła Mardukowa pora na sterowania okrętem. Paladyn był obeznany z żeglugą, to też wiedział świetnie co i jak ma robić. Czujność rycerza nie była uśpiona i gdy tylko usłyszał czyjś krzyk mówiący o wraku, Draven poświęcił chwilę by go wypatrzeć. Następnie przekręcił koło steru tak, by delikatnie zbliżyć Szachraja do tonącego statku, który okazał się brygiem. Pośród tonących resztek i ciał znalazło się kilkoro ocalałych. Marduke podprowadził statek tak, by możliwe było uratowanie rozbitków.
- Rzucić im liny i pomóc wejść na pokład!- rozkazał. Może nie był to jego statek, ale uznał, że nadszedł czas na rozkaz. Zwłaszcza, że statki nie toną tak o. Musiała to być sprawka piratów bądź innych rozbójników. Chciał się dowiedzieć co i jak. A mógł tego dokonać tylko dzięki rozbitkom. Zawsze mogą dalej kłamać i wymyślać fałszywe aliasy.
TheMo:
Themo, pomimo wcześniejszej pomocy przy noszeniu i pracy na statku, miał lekki sen. Na tyle lekki, że obudziły go krzyki. Zeskoczył z koi i chwycił za swój miecz, który w biegu na górny pokład przypiął do pasa. W samych gaciach wyszedł na zewnątrz. Usłyszał polecenia Marduka i jakieś krzyki z oddali. Próbował dostrzec kogoś pośród szczątków statku, jednak było to dla niego zbyt trudne. Nie przypatrywał się więc zbyt długo, tylko znalazł linę i rzucił jej koniec za burtę, drugi przywiązując jakimś podwójnym żeglarskim, czy innym mocnym węzłem do barierki. W takich sytuacjach przydałaby się szalupa czy coś.
Dragosani:
Szalupa się znalazła. Niewielka, jak to na brygu, ale zawsze. Rozbitków zaś była trójka. Tyłu przynajmniej było widać w ciemności.
Marduk Draven:
- Themo, jak już tam jesteś, to właź w szalupę i spróbuj ich zgarnąć. Weź ze sobą Torsteina!- paladyn zawołał do lorda elekta.- Pozostali bądźcie w pogotowiu! Jeden na bocianie gwiazdo i wypatruje czy ktoś nie płynie!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej