Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Kazmir MacBrewmann:
- Daleko jeszcze? I w ogóle to do którego miasta jedziemy. I skoro mamy płnąć na Feros to czemu nie ze Atusel albo z stolicy. Spytał powążacy drugim wozem Kazmir.
Nawaar:
- No i po robocie. Zawsze to jakieś odprężenie po tym wszystkim. Skończył, by wleź na wóz, który powinien prowadzić nadal wiking albo jaszczur, jednakże chyba robi to nadal człek. Krasnolud siedząc sobie, naładował pistolet, żeby być przygotowanym na ponowny atak czegoś złego. W sumie potem odganiał na nowo komary telekinezą, bo akurat miał w sobie dość mocy, by ciskać tak małymi jednostkami. Wóz natomiast sobie ruszył dalej, lecz znacznie wolniej wszak przez las tropikalny dobrej drogi nie zrobisz. Dlatego, że takie miejsca ciągle się rozwijają cały czas, pada deszcz, a roślinki sobie rosną, wypuszczając korzenie do tego jeszcze śmiercionośna mgła, która jakoś nie dawała mu spokoju. - Jak myślicie, co będzie z tą mgłą? Tutaj mógł mu jedynie odpowiedzieć Gascaden.
Dragosani:
Ostatni etap podróży, jakim było przejechanie kawała dżungli, minął względnie szybko. To czy też tak sprawnie pozostawało kwestią dyskusyjną. Trzy wozy drużyny wtoczyły się w końcu na teren gminy Gear. Przejechały jeszcze kawałek lasu, w którym to droga była nieco lepiej utrzymana niż głębiej w dżungli. To było zrozumiałe. I tak oto ich oczom ukazało się miasto portowe Eandor. Tam miał na nich czekać statek, a więc i morska część ich podróży.
Dragosani poprowadził karawanę wozów, nie zatrzymując się nawet aby klimatycznie podziwiać przez chwilę mury. Po prostu jechał w stronę bramy. Była ona otwarta, miasto to było zbyt ważnym ośrodkiem handlu, aby pozostawała zamknięta w dzień. Jednak na murach było sporo straży. Wszak dżungla potrafi być niebezpieczna. Szczególnie TA dżungla. Drago wymienił kilka cichych słów ze strażnikiem, który do nich podszedł i zostali przepuszczeni. Wjechali do miasta.
- Teraz trzeba będzie znaleźć nasz statek - powiedział wampir do reszty. - Potem będzie już z górki, bo co się może złego stać na morzu? - zapytał i zaśmiał się.
Marduk Draven:
Marduke ucieszył się, że ich mała karawana zajechała już na jego ziemie, a tym bardziej gdy dotarli do Eandor. No i wjechali do miasta, gdy wampir pogadał na cicho z jakimś strażnikiem. Draven obserwował miasto zza swej maski.
- Witam w moich skromnych progach.- rzucił cicho do wampira.
Zaidaan:
Emerick przez całą podróż tylko siedział z kuszą w ręku aby strzelić w jakiegoś innowiercę, których się tu ostatnio narobiło. Miał nadzieję, że przynajmniej tu nie znajdzie tych podejrzanych gości.
- To nie wiemy gdzie jest nasz okręt nawet?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej