Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Dragosani:
- Mogłeś chociaż posprzątać... - burknął wampir, rozglądając się wokół. Nie, żeby w mieście było jakoś specjalnie brudno. Ot, normalne miejskie warunki. Ale też nie mógł nie skomentować w podobny sposób słów paladyna. Potem usłyszał pytanie hetmana.
- W porcie? odpowiedział pytaniem, co było oczywiście oburzającym pogwałceniem dobrych manier. - Gdzie jest zapewne więcej niż jeden okręt. Znalezienie będzie raczej polegać na "O to tamten!", niż jakiś skomplikowanych poszukiwaniach, więc nie martw się. Poza tym powinniśmy też napotkać Galahada. Pamiętacie go?
Zaidaan:
Król pewnie oczekiwał jakiegoś czerwonego dywanu do portu i dnia dobrego uczynku jak i darmowej krwi. Emerick za to, jak i pewnie reszta nie pogardziłaby ucztą, taką dużą ucztą.
- To ten co przespał cały rejs na Zuesh i z powrotem?
Odpowiedział równie niegrzecznie Dragosaniemu.
Gascaden:
- Król mówił o jakiś magach, ale wątpie czy oni coś zdziałają. Bardziej mnie ciekawi co oni tu robili i dlaczego nie próbowali uciec, chociaż nie jestem pewny.
Odpowiedział krasnoludowi patrząc po dżungli, po wjechaniu do miasta dalej czekał na dupie aż znajdą okręt.
Dragosani:
Wampir prychnął.
- Ten który miał własne rozkazy - odparł Emerickowi.
- Może wstąpimy jeszcze do karczmy. Pewnie nie pogardzilibyście jakimś normalnym posiłkiem przed wejściem na statek. Polecisz jakąś, Marduke? - zwrócił się do paladyna.
Nawaar:
Cała ekipa minęła puszczę, której przeprawa nie była wcale takie zabawna, jednakże trzeba spojrzeć lepiej w przyszłość, ale śmierć członków Bractwa ÂŚwitu, nie może zostać od tak zostawiona! Takie rozważania miał brodacz, który odganiał sobie komary telekinezą, uznał to za fajną rozrywkę na trakcie. Zabawa po pachy! Oczywiście im byli bliżej miasta tym było ich mniej dość proste do stwierdzenia. Kiellon zaczął sobie podziwiać pierwsze zabudowania ternu, nie trącą nosem, bo miał już dość lasów i chciałby chociaż raz, żeby coś niezwykłego działo się w górach! Albo w ich szybach. Klaustrofobiczne miejsce pełne grozy byłby wspaniałe niż ganianie się po morzach, wyspach i przede wszystkich lasach. Właśnie z takich myśli, wyciągnął go młody rycerz, który długo się zastanawiał, by odpowiedzieć mu, ale jego słowa jakieś długie nie były! - No właśnie dobrze się składa, że jesteśmy w mieście! Może coś tutejsi wiedzo albo pewnie już zaczęły, krążyć jakieś legendy! Walić okręt! Wbijamy do karczmy mam za dużo pytań, na które chce znać jebane w dupę odpowiedzi, od co! Wzmocnił wypowiedź, żeby dać innym do zrozumienia, że mają w sumie czas i posiłek się również zje i tego chyba jeno on się przejął na poważnie śmiercią bądź, co bądź kamratów. Dlatego mało co zwracał uwagę na przechodniów, wozy i strażników, bo każdy robił swoje co do niego należało. Miasto tętniło życiem, gdyż to chyba pierwsze miejsce po wyjściu z lasu tropikalnego.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej