Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Marduk Draven:
Marduke nie byl pijany. Jedynie miał stan lekkiego upojenia. Trzymał równowagę, nie chodził zygzakiem, nie jąkał się. Nagle Kiellona zaatakował robak i to solidny. Paladyn chciał już użyć telekinezy gdy Rotish uciekł w krzaki. I gdy marszałek myślał, że sytuacja ucichła, zamiast jednego robaka napadła ich piątka. Pierwszym, który podjął działanie był Kiellon, najpewniej chcący zemsty. Ustrzelił bez problemu Rotisha swym pistoletem. Hałas mógł zarówno przyciągnąć uwagę kogoś lub czegoś, lub i odstraszyć potencjalne bestie, wszak zwierzęta nie lubią hałasów.
Zaraz po śmierci kompana inny rotish zaatakował Dravena'a poprzez szarżę. Paladyn wykonał unik skierowany w bok, po czym szybkim manewrem, polegającym na szarpnięciu pochwą z szablą dobył broni, która wyskoczyła na kilkanaście centymetrów swojej długości ze swego okrycia, prosto w dłoń szermierza. Tymczasem zaś owad się odwrócił i już unosił jedną z górnych kończyn, chcąc dźgnąć paladyna. Jednak rycerz był szybszy i ciął po skosie od prawej do lewej, prosto w odnóże, którego dobra połowa upadła w zielonej krwi. Rotish zawył z bólu, zaś Draven natarł ponownie, od dołu w taki sposób, że pozbawił przerośniętego robaka jednej z tylnych kończyn. Kulejący i ranny owad chciał zaatakować jeszcze raz, pozostałą górną kończyną, jednak i tym razem nie udało mu się, gdyż marszałek koronny postanowił zakończyć tą potyczkę i wykonał półobrót, przy którym nabrał pędu i siły ciosu, cięcia decydującego o wyniku walki, poziomym na wysokości głowy owada, które zdekapitowało go na sekundę przed uderzeniem odnóża. Głowa potoczyła się, zaś Draven popatrzył na resztę przeciwników.
3x Rotish
Zaidaan:
Emerick po tych wszystkich makabrycznych obrazach był na tyle wyczerpany, że sam by się napił, ale Mardukej jakoś niechętnie się dzielił, a szkoda. Gdy już miał na wozie poszukiwać beczek z alkoholem, nagle jakiś wstrętny zielony robal spadł Kiellonowi na łeb, zaskoczony hetman w pierwszej chwili schował się taktycznie za beczką, dopiero później wyszedł gdy zobaczył, że rotish uciekł w krzaki. Długo sobie nie pożył, bo zemsta ze strony krasnoluda była tak szybka niczym kula z jego pistoletu. Zaraz po chwili spadł drugi robal. Emerick nie lubiąc ataków z zaskoczenia pozostał na wozie mając nadzieję, że nic mu na łeb nie spadnie. No ale się mylił. Jeden z rotishów czekających na drzewach w końcu stracił cierpliwość i postanowił zaatakować ofiarę na wozie. Zeskoczył w jednej chwili powalając przy okazji Hetmana. Emerick pośpiesznie zaczął się wycofywać, bo owad co rusz próbował go trafić swoimi szponami, lecz co rusz trafiał w wóz trochę go uszkadzając. Gdy droga ucieczki skończyła się na oparciu o beczki, Emerick złapał szybko za miecz i wbił go prosto w odsłonięty, miękki brzuch robactwa kręcąc i siekając nim aby zadać jak największe obrażenia robactwu. Rotish zaczął drzeć się z bólu jak chore psychicznie dzieci i cofnął się na krok do tyłu aby przeanalizować co się przed chwilą stało. Hetman wykorzystując moment wstał na nogi i idąc do przodu rąbnął rotisha w jedno odnóże, odcinając je. Nie ustępował kroku i odciął kolejne odnóże. Gdy zauważył, że owad już ledwo zipie kopnął go prosto w korpus i zrzucił robaka na ziemię, prosto na swojego martwego pobratymca ubitego przez paladyna Bractwa ÂŚwitu, Marduka Dravena. Dysząc ciężko spojrzał na rotisha.
- Spierdalaj z mojego wozu, robaku! Stfu!
I pokazując dobitnie swoją wyższość napluł gardząco na truchło przeciwnika.
2x Rotish
Nawaar:
Krasnolud patrzył jak przeciwnicy kończą się a nowych, nie przybywa! Dobry znak opatrzności spłynął w tej chwili na kompanie. Teraz przyszła ponowna pora na działania brodacza i postanowił zaatakować przeciwnika, który już na spokojnie wylądował na ziemi, i ruszył w stronę paladyna.
Kiellon tutaj ponownie nie zamierzał się bawić w broń białą i starcie czysto wojownicze, gdyż postanowił posłużyć się magią życia, którą oferował Zartat swoim ludziom i innym. Jednak nim wojownik zdołał, pobrać energie magiczną to musiał posłużyć się telekinezą i wyprostowaną dłonią, machnął na bok, odrzucając swego robaczliwego rywala, który uderzył w jeden z wozów swym pancerzem. Rotish lekko zdezorientowany, jeszcze nie załapał co się stało, ale było już za późno na dalszy jego ruch. Dlatego, że krasnolud pobrał wystarczającą ilość energii magicznej, pochodzącą z jego dość małej duszy i wypowiedział inkantacje pocisku esencji. - Izeshar! W dłoni paladyna pojawiła się kula energii dość bladej, bo nie była nasączona negatywnymi emocjami ani dobrymi właściwie jej obraz był obojętny, bo do głupiego zwierzaka żadnej urazy właściwie nie miał, więc gdy bestia tropikalna ogarnęła się nieco, została spopielona przez brodacza, który oddziaływał na pocisk magiczny telekinezą i na momencie ubił maszkarę. Rotish był bez głowy, która stała się kupką popiołu. Kiellon wolał tak ją ubić, żeby nie wydawała innym syków, mogących zwołać jej kolegów czy tam koleżanki, także pozostała jedna sztuka do ubicia!
1x Rotish
Marduk Draven:
Już po chwili Emerick w swój dziwny sposób poradził sobie w swój dziwny sposób z trzecim rotishem, a Kiellon pociskiem esencji zabił elegancko czwartego robaka. I to piątego wziął na siebie Draven.
Podobnie jak Kiellon ujął wroga telekinezą, lecz nie uderzył nim o wóz a uniósł w duszącym uścisku, by po chwili walnąć nim z impetem o ziemię. To dało mu cenny czas na zebranie i skoncentrowanie energii magicznej, która niczym woda w kanele popłynęła prosto do jego lewej dłoni. Gniew i furia, frustracja i nienawiść do zła - wszystko to dało mu mocy.-
Izeshar!- zainkantował, po raz kolejny tworząc szkarłatną kulę magicznej energii, która aż biła po oczach swą czerwienią. To ją różniło od bladej formy Kiellona. Draven cisnął pocisk esencji w otumanionego robaka, prosto w jego paskudny łeb, tak że jak w przypadku przeciwnika krasnoluda spopieliła się, zostawiając bezgłowe ciało robaka, który już taki straszny nie był.- No. To skoro to jest załatwione, to możemy chyba ruszać, co nie?
0x rotish
Dragosani:
Gdy walka się zakończyła, Dragosani podszedł do jednego z martwych insektów. Odwrócił je noga, coby spojrzeć w puste ślepia stwora.
- Rotishe - powiedział. - Zawsze były tutaj plagą. Konkurowały o miano najbardziej irytującego mieszkańca dżungli ze spijaczami. Ech, pamiętam jak dawniej miałem z nimi zawsze problem - wspomniał minione czasy. Spojrzał na drużynę i klasnął w dłonie. Rękawice na nich nieco popsuły efekt.
- Ale doskonała walka. Jestem z was dumny - pochwalił towarzyszy. - Jedziemy dalej - dodał jeszcze i wszedł na swój wóz. Ruszył gdy tylko pozostali byli gotowi. Wóz zaczął toczyć się ociężale. Drużyna wróciła do drogi. A do drużyny wróciły komary.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej