Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (73/211) > >>

Narrator:
No i pijacy przy bujnym towarzystwie komarzyc - bo jak wiadomo komary nie piją krwi, a tylko komarzyce - dotarli z powrotem na drogę, gdzie ujrzeli panikującego ogoniastego i resztę załogi z wyjątkiem Dravena.

A wracając do Dravena - Gdy przyłożył palce do szyi Rajmunda nie wyczuł nawet najmniejszego pulsu. Był już zimny od dłuższego czasu. Mgła nie ustępowała i dalej gęsta niczym mleko otaczała paladyna, chociaż... W pewnym momencie gdzieś kilka metrów do przodu za trzema trupami, Marduke ujrzał jeszcze siódemkę innych ciał, zostały nienaturalnie odsłonięte przez mgłę. Reszta oddziału jak można zgadywać nie byli poduszeni, ale praktycznie pocięci na kawałki. Ręce i nogi, odrąbane od tułowia, walały się po ziemi, dwie głowy zaś leżały daleko od ciał. Cięcia były nad wyraz precyzyjne, niczym uderzenia katowskiego topora, w dodatku nic nie robiąc sobie z pancerzy zakonników. Cięcia były tak profesjonalne jakby przechodziły przez pancerz jak przez masło. Co najgorsze, Draven mógł ujrzeć wśród tych zmasakrowanych ciał młodzika, który ledwo skończył osiemnaście wiosen. Z odrąbanymi nogami i rękoma, jedynie przy tułowiu została głowa. Twarz chłopca wyglądała niewinnie i wymalowana była przerażeniem, oczy miał nadal otwarte. Kto mógł dokonać takiej rzezi?
Dravenowi zaczął towarzyszyć jakiś cichy, szyderczy śmiech.

Dragosani:
- Nie można was na chwilę z oka spuścić... - burknął Drago, ale zeskoczył z wozu i udał się we wskazanym kierunku. Martwi członkowie Bractwa byli na tyle istotni, iż nawet król uznał, że warto to sprawdzić. Poza tym ktoś musiał uspokoić Marduka. Udał się więc na polanę.
I istotnie, znalazł tam kilka ciał. Niektóre z twarzy nawet jako tako kojarzył. Część z ciał wyglądała, jakby ktoś udusił nieszczęśników. Dalej leżało kilka innych trupów. Ci już byli zmasakrowani. Ciała były pocięte w sposób dość makabryczny. Draven zaś wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć. Wampir stanął obok niego. Nieustępliwa góra spokoju przy wybuchającym wulkanie.
- Wściekłość im nie pomoże - powiedział do niego i rozejrzał się. Gdzieś tam z mgły dało się usłyszeć coś, co mogło brzmieć na złośliwy śmiech. Dżungla robiła swoje. Szczególnie TA dżungla, która kryła mroczne sekrety. Antares rozglądał się wokół siebie, przenikając wzrokiem w świat astralny. Jego demoniczne zmysł powinny pozwolić mu zobaczyć istoty skrywające się pod płaszczem niewidzialności. Widma, zjawy... albo duchy zabitych zakonników.
- Nie podoba mi się ta mgła, tak na marginesie - powiedział jeszcze do Marduka. - Szczególnie biorąc pod uwagę stan części ciał... - Miał, rzecz jasna, na myśli te uduszone.

Zaidaan:
- Co tu się do cholery dzieje, bo ja już nie wiem..
Pokręcił głową z rezygnacją, a potem westchnął i ruszył za Dragosanim tam, gdzie coś się dziwnego odpieprza. Gdy dotarł na miejsce był dość zdezorientowany gdyż nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział. A to potrafiło nieźle namieszać w głowie, postanowił się na razie nie odzywać. Złapał jedynie pewniej miecz i zaczął się rozglądać po okolicy.

Marduk Draven:
Marduke'a jeszcze bardziej brała cholera gdy zobaczył zmasakrowane ciała braci zakonnych. Zwłaszcza młodzieńca, może 5 lat młodszego od niego samego? Brało go na wymioty, a jednocześnie chciał unicestwić tego, kto to zrobił. W jak najdłuższy i boleśniejszy sposób. ÂŁamanie na kole. Płukanie jamy ustnej wrzątkiem, lub gorącym olejem. Przypalanie stóp. Nabijanie na pal. Stos To wszystko. Najlepiej jedno po drugim.
- Wybacz Zartacie, za marnowanie Twego daru.- powiedział cicho, gdy Dragosani próbował go uspokoić.- ÂŚmierdzi mi tymi kultystami. Tą wężową kaplicą. Albo jakimiś zjawami. Nie wiem.- odrzekł wampirowi wstając.

Narrator:
Wampir nie wyczuł tym razem żadnych typowych zjaw czy innych podobnych istot astralnych, mimo to wciąż coś czuł. To coś otaczało go z każdej strony - identycznie jak mgła. Po chwili mógłby odnieść wrażenie, że ta mgła jest jakimś niespotykanym duchem, o którym mało kto wie. W końcu mgła zgęstniała i zasłoniła wszystkie trupy, podniosła się jeszcze wyżej. Każdy kto tu stał mógł poczuć jakby ta mgła wdzierała im się w nozdrza, dochodziła do płuc, rozdymając je boleśnie. Chlastała wilgocią twarze niczym wyimaginowanym biczem. Niosła ból, chciała ich zadusić, nie wiadomo było jak z tym walczyć, czy w ogóle z tym da się walczyć. Jakaś mistyczna i starożytna siła mrocznym oddechem owiewała ich karki, chwytała za gardła ściskając, szeptała w nieludzkim języku tajemne, zapomniane przez wieki zaklęcia.

//:Macie po dwa posty zanim mgła zrobi z wami to samo co z zakonnikami Bractwa.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej