Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (74/211) > >>

Dragosani:
Dragosani poczuł, że coś jest bardzo nie tak. Mgła robiła dziane rzeczy z jego płucami. Jedynym logicznym wyjściem było wycofanie się. Chwycił więc Marduka za ramię, coby bez zbędnych słów nakazać mu to samo. Następnie ruszył drogą powrotną do wozu, aby wyjść z polany i obszaru działania mgły. Oddychał przy tym płytko i wolno, aby jak najbardziej ograniczyć wchłanianie oparów. Przypominała mu ono coś. Miał nadzieję już nigdy nie zobaczyć czegoś takiego, no ale jednak. Tym razem owa anomalia wystąpiła w mniejszej skali, jednak i tak mogła być niebezpieczna.

Marduk Draven:
Draven poczuł to, co poczuć musieli polegli tu rycerze. Dusił się, po prostu się dusił, nie wiedząc jak i czemu. Wiedział tylko, że jest to spowodowane mgłą. Drago chwycił go za ramię, choć nie musiał. Marduke nie odezwał się, jedynie jednoznacznym ruchem ramienia nakazał reszcie powrót, a sam oddychając oszczędnie ruszył za wampirem, do wozu, z dala od polany. Wiedział tylko, że nie ma zamiaru zostawić tak tej zagadki.

Nawaar:
Krasnolud nie zadawał dalszych pytań, bo nie było sensu. Lepiej, niektóre rzeczy zobaczyć samemu tak właśnie zrobił! Brodacz widząc, co się stało z zakonnikami powiedział jedno. - Ale masakra, ja pierdole. Wróg ma wiele twarzy, ale dawno czegoś takiego nie widziałem. Kiellon rozglądał się jeszcze szerzej, ale ta mgła była nieprzenikniona, jakoby magiczna czy inna cholera. Uduszone albo raczej zadławione ciała musiały coś znaczyć, bo tak! Jedno dlaczego ktoś wolał je zostawić zamiast, je posprzątać? Zawsze to lepsza pułapka prawda? Coś tu śmierdziało i nie były to pierdy brodacza, jednakże trza spieprzać, gdyż tak zrobili jego towarzysze, więc zaczął się wycofywać, lecz na razie nie używał przemieszczenia! Lepiej to zostawić na później ku przezorności. 

Zaidaan:
Emerick już od samego podniesienia mgły zaczął się już trochę obawiać, co się za chwilę stanie, ale gdy usłyszał jeszcze jakiś głos, który coś zaczął mówić w niezrozumiałym języku był już pewny, że trzeba chyba wykonać profilaktyczny odwrót taktyczny. I gdy tylko zaczął się dusić, spanikowany uciekł za resztą. Gdy już znalazł się w bezpiecznym miejscu mógł w końcu naczerpnąć powietrza, przez którego brak prawie skończył jak rycerze Bractwa.
- Cholera.. Powie mi ktoś co to do licha było?
Zapytał głośno dysząc.

Gascaden:
Nawet Gascaden wyczuł, że nie warto tu już dłużej być. Gdy tylko jakaś niewidzialna siła zaczęła ściskać mu gardło, jaszczur zaczął ratować się ucieczką, gdzie jak Emerick uciekł w ostatniej chwili. ÂŻałował, że nie mógł pochować braci zakonnych w należyty sposób, a takto zostaną tam i będą gnić, choć w ogóle na to nie zasłużyli.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej