Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Narrator:
//:Rycerzyki:
Gascaden z Mardukiem dalej cięli i parli naprzód, bo dalej czuli, że coś tam jest. Nagle Paladyn Draven coś ujrzał na małej polanie. Kogoś ubranego w stalową zbroję, opartego o większy głaz. Stamtąd ciężko jeszcze było widać kto to, trzeba było podejść bliżej.
//: Pijacy:
U pijaków natomiast nic nadzwyczajnego poza ciągłym bzyczeniem tych samych komarów, a właściwie to było słychać jeszcze jakieś inne bzyczenie, jakby większego owada.
Kazmir MacBrewmann:
Kazmir jadący z tyłu zarepetował swoją kuszę i zabezpieczywszy spust przed przypadkowym wypaleniem położył ją obok siebie na koźle. Komary zaś... jedynym miejscem gdzie miały dostęp do skóry było czoło, z którego zrobiły se karczme.
Marduk Draven:
Marduke wskazał czubkiem szabli człeka w stalowej zbroi, który oparty był o spory głaz. Trudno mu było sprecyzować płeć, rasę i cechy charakterystyczne.
- Podejdźmy do tego kogoś. Ciekaw jestem. - zarządził i schował broń. Narzucił kaptur mocniej, tak że okrył cieniem górną część maski i ruszył w stronę tego kogoś. Gdy zbliżył się trochę to zawołał.- Hej, jegomościu! Co tu robisz tak całkiem sam?
Narrator:
Za Mardukiem poszedł zaraz Gascaden. Gdy weszli na tą otwartą przestrzeń zorientowali się, że nagle zrobiło się tu trochę mgliście, ale nadal było dostatecznie widocznie. Paladyn mógł sobie wołać dowoli, a i tak nikt się do niego nie odezwie. Natknęli się bowiem na martwego członka Bractwa ÂŚwitu, Dravenowi coś świtało, że go chyba zna. A i tak też było. Tą znajomą postacią okazał się Rajmund paladyn ÂŚwitu, który został opatem klasztoru Bractwa na rozkaz Marduke'a. Zakonnik oparty był właśnie o ten głaz, z siną twarzą i wytrzeszczonymi oczyma. Szeroko otwarte usta wskazywały, że usiłował przed śmiercią rozpaczliwie naczerpnąć powietrza. Nie znaleźli śladów walki, ale było pewne, że ów człowiek został zaduszony. Tuż obok głazu leżeli dwaj kolejni zakonnicy, których wcześniej zasłaniał wielki kamień. Zostali oni zamordowani w ten sam sposób, wytrzeszczone oczy, sine usta. Mieli wyciągniętą broń, lecz na marne. Draven mógł spokojnie (lub też nie) stwierdzić, że umierali powoli, w cierpieniu z braku powietrza i ze świadomością tego co się dzieje. W międzyczasie mgła stawała się coraz gęstsza.
Polana jeszcze się ciągła, ale żeby ją dalej zbadać trzeba było ruszyć do przodu, mgła zaczynała już nieco przeszkadzać i zasłaniać widoczność.
Marduk Draven:
Mgła pojawiła się gdy tylko weszli na polanę. Było to coś nader podejrzane i dziwne. A stało się tak i bardziej, gdy razem z Gascadenem zbliżyli się do postaci. Znał jednego z nich. Rajmund - opat klasztoru w Gear. Draven przykucnął przy zwłokach i natychmiast zobaczył następne. Przyjrzał się, poznając, że zginęli od uduszenia. Marduke wstał i odszedł na kilka ładnych metrów od głazu. Zacisnął mocno pięść. Zebrał magię i skierował ją w dłoń. Gniew i chęć pomsty, chęć ukarania sprawców w imię Zartata przejęła kontrolę i dała mu moc do otwartej już dłoni.
- Izeshar.- wycedził przez zęby. Czerwona kula energii magicznej zebrała się w jego dłoni, a chwilę potem poleciała w głaz w akompaniamencie wściekłego wrzasku paladyna, ciśnięta telekinezą. Wypaliła w nim solidny, czarny jak smoła ślad.- Idź pod Antaresa, Kharima i Themo...- warknął, sam zaś podszedł do trucheł i zdjął hełm oraz i rękawicę. Dotknął szyi Rajmunda, na marne chcąc wyczuć jego tętno.- No już!- pośpieszył jaszczura, nie mogąc opanować furii.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej