Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Nawaar:
Krasnolud ze spokojem podziwiał dalszą drogę, bo jakoś Themo nie chciał odpowiadać i zrobiło się po prostu nieprzyjemnie, ale do czasu, gdyż dojechali do pewnego mostu strzegącego go przez dwie dość dziwne postacie. Brodacz zaczął obserwować istoty i jakoś na ludzi to oni nie wyglądali! Kiellon w sumie nawet, jakby chciał zejść i wesprzeć króla oraz człowieka to miał za daleko, ale jakoś ku swojej przezorności miał blisko swój muszkiet. Trzeba w razie czego działać, lecz na pozór obyło się bez przeszkód przynajmniej na razie, ale głosy ogrów były dość zabawne, jednakże paladyn nie ma dobrych wspomnień z tym ludem, gdyż lubują się w jedzeniu ludzi i właśnie odludzia typu bagna i inne takie miejsca, a tutaj pilnują mostu! - Ciekawe czy powiedzą coś w stylu krowy doić hehehehehe. Czy to słyszeli czy nie, nie miało żadnego znaczenia!
Dragosani:
- Nie wątpię - odparł Drago, diabli racza wiedzieć na którą konkretnie część wypowiedzi dziwnego jegomościa. Wszedł na wóz, gdy ogry odsuwały się, coby ich przepuścić.
- Ale radzę też nie blokować drogi - powiedział jeszcze. - Nie wszyscy są tak pokojowy jak my, szczególnie w tych czasach. Bywaj, nieznajomy! - rzucił jeszcze i ruszył wozem.
Zaidaan:
Emerick popatrzył na wracającego Króla, a potem gdy ruszyli, po krótce na dziwne persony poznane przed chwilą. Gdy odjechali na odpowiednią odległość, hetman zaczął się zastanawiać jakie by tu pytanie zadać.
- To ten.. Czego chcieli panowie?
Dragosani:
- Pewnie dać nam jakieś broszury religijne - odparł wampir, wzruszając ramionami. A ich karawana jechała. Długo, przez wiele dni jechała. Wozy toczyły się przez pola i lasy. Mijała wioski i zamki. Dzielnie jednak posuwała się do przodu. Gdy zbliżali się do celu, robiło się coraz bardziej ciepło i wilgotno. I nie miało to związku z napotykanymi kobietami w przydrożnych zajazdach. Wjeżdżali po prostu w inną strefę klimatyczną Valfden. Wkraczali w tropiki. Roślinność stawała się coraz bardziej bujna, drogi bardziej zarośnięte i trudniejsze do przebycia. Komary zaś i inne owady moskitopodobne nie dawały chwili wytchnienia. Gryzły bezlitośnie wszystkich. Prócz Dragosaniego. Widocznie wyczuwały w nim coś nie do końca naturalnego. Albo widziały w nim krwiopijce, z którym same nie mogły się równać. Drużyna wjechała do dżungli.
Gęsty las ciągnął się po obu stronach drogi. Nie spotkali innych podróżnych już od dawna. Był tylko las i upał. I komary. Dużo komarów. BARDZO DUÂŻO KOMARĂW. Które cały czas ignorowały wampira. Ten siedział na wozie, kierując nim. Cały czas skryty pod warstwami swojego wampirzego odzienia, jak gdyby nie odczuwał negatywnych skutków upału. innym jednak one przeszkadzały. Podobnie jak komary, których było tutaj dużo.
Dragosani w milczeniu kierował całą karawaną, jadąc w pierwszym wozie. Jechali przez północną część dżungli, na jej skraju, jednak droga i tak była trudna. Trzeba było umiejętnie wyszukiwać trasę, aby nie wjechać wozem w coś nieprzyjemnego. Antares zerkał co chwilę na południe. Jak gdyby jakiś zew z tamtego kierunku zwracał jego uwagę.
// Jeśli ktoś się dziwi czemu mamy tam upał w Hemis, to chcę zaznaczyć, że zaczęliśmy wyprawę na początku Astas. Teraz szacowałbym, że jest jego końcówka. Bo tak!
// I macie jeszcze dla klimatu //www.youtube.com/watch?v=tfmHSUVLhVw [/b]
Narrator:
Oprócz cholernie dużo komarów, pojawiło się jeszcze więcej komarów i dopiero teraz można powiedzieć, że ich naprawdę dużo. Przez chwilę można było zobaczyć jak natręty zebrały się w jeden rój i stworzyły trupią czaszkę i wróciły do picia krwi, albo po prostu się im wszystkim to zdawało. Jednak to co się zdawać nie mogło, to leżąca średniej wielkości kamienna, kapliczka Zartata, dość zniszczona, jakby ktoś zrobił to specjalnie, w dodatku ta kapliczka dość utrudniała dalszą drogę. Co ciekawe na starym miejscu postawiono inną kapliczkę. W kształcie wielkiego niebezpiecznego w tych rejonach węża, patrzącego morderczo prosto na drogę, a pod kapliczką złożono dość dużo ofiar, w postaci koszyków owoców morza, zwykłych owoców i różnych drobnych podarków ze srebra i tym podobne. Gdzieś tam daleko, bardzo daleko słychać było jakąś tam mewę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej