Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (66/211) > >>

Dragosani:
Dragosani prychnął coś pod nosem, gdy zobaczył most i strzegące go masywne postacie. Zatrzymał wóz gdy ten zbliżył się do przeprawy. Rzucił okiem na niewielki strumyk. Gdyby nie wozy mogliby po prostu przejechać obok. Zerknął jeszcze na drużynę, dając im owym spojrzeniem znać co mają robić. Chociaż ciężko było to zrobić nic nie mówiąc. Więc interpretacja mogła być różna. Zszedł z wozu i podszedł powoli do postaci. Nie obawiał się ataku. Brak go pod uwagę, lecz znał swoje możliwości i wiedział że w razie draki powinien dać sobie radę.
- To wasz most? - zapytał, podejrzewając w którym kierunku będzie szła ta rozmowa.

Narrator:
Dużymi człekami okazali się ogrowie. Dwójka ogrów z wielkimi pałami maczugami przebitymi przez multum gwoździ. Obaj zaalarmowani spojrzeli na wampira.
- Yyy, Ty stać! Nie przjeść zanim nie, yyy, nie przejdzie zanim, yyy...
I chyba nie mógł dokończyć. Niespodziewanie zza dwóch ogrów wyszedł pewien jegomość.

- Pozwól, że cię wyręczę Dog.
Nieznajomy spojrzał podejrzliwie na karawanę jak i na bladego.
- Niech będzie pochwalone Keter, Jestem Który Jestem. Zawiera wszystko, co było, jest, i będzie. Jak i pozostałe Sefiry, które drzemią w każdym z nas. Czego tu szukacie, nieznani?

Dragosani:
Król przyjrzał się ogrom. Istoty duże i głupie. Z wielkimi pałami, którymi to lubiły machać i inne czynności robić zapewne także. Potem spojrzenie wampira powędrowało na człowieka. Uzbrojony i w pancerzu. I jeszcze te jego słowa. Albo bandyta udający religijnego albo członek jakiegoś małego kultu, o których ostatnio słychać coraz więcej. Większość z nich była niegroźnymi odnogami powszechnie uznanych religii. Inne jednak mogły być groźne. Drago mimo iż szanował niektóre organizacje religijne, ich członków a nawet samych bogów, to miał jednak własne zdanie na ten temat. Które z czasem mogło przybrać formę planów. Jednakże to akurat bardzo dalekosiężna wizja. Jako wampir miał czas. W końcu trzeba było jednak coś odpowiedzieć.
- Drogi na zachód - rzekł krótko. - Goni nas czas, zaś ten trakt jest najbardziej... optymalny. - Mówiąc to dyskretnie spojrzał za ramię obcego. Potem na pobliskie krzaki i drzewa. Chciał sprawdzać, czy nie kryje się tam ktoś z kuszą albo inną niespodzianką

Marduk Draven:
Gdy tak dojeżdżali do mostu, Draven założył swój hełm z maską na głowę, a zaraz po tym zarzucił kaptur. Położył dłoń tak, by w razie czego mógł szybko dobyć szabli. I zajechali do ogrów. Nigdy ich nie spotkał, a jedynie słyszał o nich, lecz to co słyszał okazało się prawdą. Były to istoty głupie i prymitywne. Jednakże po chwili wyszedł człowiek odziany w pancerz. Draven nie wiedział o o nim myśleć, ale szabla była gotowa w każdej chwili wyskoczyć z pochwy i narobić bobu komuś. Osoba w zbroi odezwała się dziwnym, bełkotliwym językiem. Wyglądał paladynowi na jakiegoś kultystę czy inne pieroństwo. Jak grzybów teraz tego. A imię Keter absolutnie nic mu nie mówiło. Dragosani odezwał się za wszystkim, zaś Marduke postanowił grać rolę jego ochroniarza, cichego straszaka, który ma odpychać wyglądem maski i broni, siekać i gadać na polecenie swego Pana. Dlatego też milczał i jedynie patrzył się zza maski i spod kaptura, badając ogry i człowieka. Przytaknął jedynie ruchem głowy gdy Drago odrzekł jegomościowi.

Narrator:
Nieznajomy innowierca spojrzał znowu na całą gromadę szepcąc coś pod nosem, coś, chociaż nie wiadomo co. Po chwili odezwał się:
- Nie macie złych zamiarów, przynajmniej na teraz.
Nie mniej Eloah daje mi znak, że się jeszcze spotkamy, w innych okolicznościach. Dog, God. Przepuście ich.
Mówił to dalej wpatrując się w oczy wampira.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej