Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Dragosani:
- ... - dorzucił od siebie Dragosani, komentując morał wyszukany przez Dravena. Cóż też innego mógł powiedzieć? W zasadzie to całkiem sporo, jednak uznał iż taka odpowiedź będzie najlepsza.
Tymczasem Themo dojrzał na trakcie świeże ślady przejazdy kilku wozów. To mogło świadczyć tylko o jedynym. Ewentualnie kilku możliwościach. Jednak najbardziej prawdopodobna była taka, że ślady te pozostawiła królewska drużyna. Po chwili pospiesznej jazdy dostrzegł tył ostatniego wozy wspomnianej grupy. Dogonił ich. Teraz tylko będzie musiał znieść docinki i wszystko wróci do względnej normy. Chyba że znów stanie się coś nieoczekiwanego.
Kazmir MacBrewmann:
- Oczywiście że nie popłaca Wasza Emisjonencjo. Rzucił do rycerki nazwiskiem Draven.
Nawaar:
Krasnolud sobie siedział na swoim miejscu w wozie. Nawet mu się nie śniło, by zastąpić jaszczura i tutaj elegancko wpasował się bękart, wyręczając łuskowatego towarzysza. Wozy ruszyły ku dalszej przygodzie, aby zrobić małą rozróbę na najbliższej z wysp! Jednak nie wszyscy zebrali się na miejscu, bo jeden gość musiał nieco się odprężyć z kobietą. Kiellon rozglądając się dookoła oraz w tył, usłyszał jakby jednego z jeźdźców, który dość szybko zbliżał się w ich stronę. Brodacz oczywiście namierzył jegomościa, aby ewentualnie posłać go na tamten świat, jednakże owa persona nie wykazała złych zamiarów, więc paladyn na spokojnie podszedł do tematu, bo po paru chwilach okazało się iż tym jeźdźcem był sam Themo! - Hahahahahahah! Postrzelało się z "muszkietu" o wiele za dużo, czyż nie? Wyposzczony musiałeś być ahahahahahha. Zaśmiał się i było wiadomo, że żarty będą na ten temat i w ogóle krasnolud tak z zaciekawieniem zaczął jeździć dłonią po swej lufie dziwnie się uśmiechając.
Narrator:
Krasnoludy się śmiały, jaszczury odpoczywały, chirurdzy doganiali karawanę, a reszta robiła nic. Jako iż Dragosani prowadził całą tą zbieraninę i jego wóz był na przodzie wraz z kilkoma pijusami i rycerkami dostrzegli jakieś dwie wielkie postacie pilnujące małego mostku, przez który musieli przejechać, by pokonać mały strumyk.
Zaidaan:
Emerick rozejrzał się po okolicy, bo to była jedyna rzecz jaką mógł przez tą całą podróż robić. Zignorował Draveńskie słowa, jemu osobiście Zygfryd kojarzył się z sadystycznym wojownikiem z długą czarną jak smoła brodą. Dojrzał w oddali dwie postacie, dość wielkie. Jakby miał to być człowiek to chyba tylko na magicznych fasolkach.
- Oho, ciekawe co nas teraz spotka. Może rozdają słodycze.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej