Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Kazmir MacBrewmann:
A wóz Kazmira potoczył się za wozem Draga. Powoli, zgrabnie i co ważne prosto.
Dragosani:
- Normalnie walczyli. - Drago wzruszył ramionami, jakby go te walki nie obeszły. - Walka jak walka. Trochę pomachali stalą, albo raczej rudą i tyle. Mogliśmy im wcześniej, nie wiem... przywiązać jedną rękę do nogi poniżej kolana. ÂŻeby tak podskakiwali. To byłaby wtedy ciekawa walka. W sumie przypomnij mi o tym kiedyś. - Wóz wytoczył zie z terenu zajazdu i jechał traktem. Oddalał się od karczmy.
TheMo:
A Themo za ten czas wylegiwał się spokojnie w łóżku. Bowiem ostatniej nocy udało mu się stoczyć ciężką batalię, po której potrzebował solidnego wypoczynku. W końcu nic tak nie wyczerpuje i jednocześnie odpręża jak namiętna noc z kobietą. I leżałby tak jeszcze długo, gdyby nie wschodzące słońce. Długi czas temu. Chyba w końcu trzeba się zebrać i ruszyć, bo inaczej będzie musiał gonić towarzyszy. Spojrzał jeszcze raz na leżącą obok niego Kasię, Gosię czy tam inną córkę Jadwigi. Ona też nie miała zamiaru wstawać. Niestety, wszystko co dobre się kończy i mus mu skończyć tą sielankę i wspominanie dawnego, awanturniczego życia. Powoli więc wyszedł z łóżka i zaczął zakładać zbroję. Starał się to robić jednocześnie szybko i cicho. Gdy już był ubrany zszedł do jadalni jeszcze zapinając po drodze pochwy od broni. Rozejrzał się szybko po karczmie. Albo wszyscy już wyruszyli, albo jeszcze się wylegują. Biorąc pod uwagę późną godzinę bardziej prawdopodobna była pierwsza opcja. Więc niemal piorunem wybiegł na zewnątrz i skierował się w stronę stajenki. Odnalazł swojego ogiera i wyprowadził go na gościniec, gdzie wskoczył na niego i szturchnął ostrogami. Zalgo ruszył z kopyta, a Themo wypatrywał znajomych wozów.
Zaidaan:
A Emerick wylegiwał się na Dragowym wozie, bo co innego ma do roboty?
- Bardzo śmieszne, nie chce już nigdy więcej słyszeć o żadnym Skrzetuskim, że też mi wybrałeś nazwisko.
Powiedział do Dravena.
Marduk Draven:
- Lepsze to niż jakiś Zygfryd. Kojarzy mi się z jakimś starym, morderczym dziadem, który złamał zasady kodeksu rycerskiego.- odrzekł z uśmiechem. Popatrzył na Emericka.- No i nauczyliśmy się, że kłamstwo nie popłaca.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej