Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (61/211) > >>

Dragosani:
- Jedzcie. Chciałbym wyruszyć jak najszybciej - powiedział wampir, biorąc butelkę krwi.
- I niech ktoś potem znajdzie pozostałych - dodał jeszcze.

Nawaar:
Krasnoludowi zaburczało w brzuchu, jakby karczmarz wiedział, o co chodzi. Normalnie czary! - Z tego co się orientuję to brakuje dwóch gadów. Jednego z natury a drugiego co wkłada swego węsza. Hhahahahahahah! Zaśmiał się na całą salę, które jeszcze była w miarę pusta do tego powinno to pomóc, dobudzić jeszcze zapijaczonego hetmana, który nie wie ile powinien pić od, co! W każdym razie trzeba jeść póki jest! - Także smacznego, ale zapachy cudo! Rzekł, usiadł przy stole i zaczął dosłownie wpierdalać jajecznice. - Tych co nie ma to ich strata. Oczywiście mówiąc to trochę z gęby mu, wyleciało na brodę a potem ze zbroi na podłogę, jednakże nie przejmował się tym, bo taką miał naturę a z tym nie wygrasz. Kiellon w międzyczasie popijał piwem, ale skrzywił się, gdyż nie był to mocny trunek a niemalże "siki weroniki". - ÂŻarcie przednie, ale piwo szału nie robi, ale darowanemu...... Hick! Odbiło się jak gówniarzowi po obiedzie hehehe, ale na czym to ja- urwał na sekundę, by rzec - ha! Darowanemu koniowi w paszczę się nie zagląda, także dzięki. I zaczął żreć dalej, aż wszyscy się zbiorą albo nadejdzie czas wyruszenia dalej!

Kazmir MacBrewmann:
- ÂŻrecie waszmość gorzej jak świnia, aż łobrzydzacie. Zwrócił się do Kazmira Kazmir, któremu odechciało sie jeść na widok tego jak żre marszałek czy inny nierób. Sięgnął jeno po tutejsze siki zwane piwem. Po pierwszym łyku zaprzestał i wylał reszte na podłoge.
- Tfu! Trucizna nie piwo...

Dragosani:
- Ale za królewskie - burknął wampir, któremu niezbyt spodobało się jak potraktowano piwo, które sam zafundował. - Poza tym macie mi się nie upijać od rana. Droga będzie robiła się coraz bardziej niebezpieczna, gdy będziemy oddalać się od stolicy. Musicie być w pełni sił. Więc nie kręć nosem, tylko jedź. - Kiwnął głową na jajecznicę. - No chyba, że wolisz sprawić przykrość żonie gospodarza. A jak widziałem jak macha patelnią, to raczej nie chciałbyś jej zdenerwować. Nawet się zastanawiam czy nie wynająć jej aby nauczała walki bronią obuchową w Bractwie.

Nawaar:
- Jak powiedziałem darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Krasnolud skończył ostatni kufel i był gotów do drogi. Następnie odszedł od stołu i podszedł do króla. - Dzięki lubię takie posiłki z samego rana, ale skoro zabawa praktycznie się zaczyna to w końcu powalczę i oto chodzi. Zajął się swoimi sprawami na serio czekając aż reszta hołoty zejdzie, bo czas gonił w cholerę. - Jest coś innego do zrobienia? Zapytał się oczywiście króla.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej