Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (60/211) > >>

Zaidaan:
Zaprawdę nawet drugiego dnia nie można było sobie odpocząć po wielkim wieczorze picia, bo zawsze to komuś przeszkadza. Gdy usłyszał o kradzionej wódce już miał zamiar wstać, ale nagle pojawiły się jakieś maureny kradnące wódkę. Chciał wyciągnąć miecz, ale wiadro zimnej wody wylanej prosto na niego totalnie go zdezorientowała. Wraz z wodą poleciał do tyłu na plecy robiąc sobie krzywdę przy okazji.
- Cholera.. Jebane maureny złodzieje wódki.
Trochę się powywyijał na podłodze, ale w końcu wstał i wrócił na swoje miejsce. Zerknął do wiadra, które go oblało w nadziei, że coś tej wody zostało. Niestety nic w niej nie było. Emerick westchnął ciężko i bez chęci życia położył głowę znowu na stole.

Nawaar:
Krasnolud natomiast dowiedziawszy się wszystkiego co chciał, rzekł krótkie acz treściwe. - Aha. Wtedy dopiero najadł się i spił przyzwoicie. Względnie lepiej wyglądał niż Emerick, więc spokojnie a raczej chwiejnym krokiem, wszedł po schodach do swego pokoju, izby czy nawet stajenki. Akurat tutaj wszystko było mu jedno w tym stanie, byle się zdrzemnąć w lepszych warunkach! Także dotarłszy już do ciżby, mógł właściwie walnąć się na kojo, ale tutaj problem zbroi. Dlatego szybko ją zrzucił na ziemię, odpinając wszystkie zaczepy i tak dalej, lecz było kilka dziwnych sytuacji z tym wszystkim, jednakże uporawszy się z większością ekwipunku, rzucił się i zasnął spokojnie niczym baranek idący na rzeź! W pierwszych promieniach słonecznych brodacz zbudził się i zabrał za siebie, szczając do pustego wiaderka, by tym z wodą się umyć. Takie luksusy tutaj mają w końcu królewicz płacił. Kiellon elegancko odświeżony w pełnym odzieniu zszedł na dół, przyglądając się, że większość już jest, a Skrzetuski nadal nie ogarnia co w nocy wyprawiał zbudził się w dość nietypowy sposób acz skuteczny jeśli chodzi o szybką chorobę serca, bo strach ma wielkie oczy! - Doberek! To co czekamy na jednego, co miał się zabawić w doktora? W sumie padło pytanie retoryczne, bo zaledwie jeno brakowało właśnie Themo, ale konwersacje trzeba jakoś podtrzymać prawda?   

Dragosani:
Drago klepnął Emericka przyjacielsko po plecach.
- Miło, że w końcu dołączyłeś - powiedział. Rozejrzał się. - Gdzie pozostali? Themo pewnie zaszył się gdzieś z tą lasią, co niemal już właził na nią przy stole, ale widział ktoś resztę? Bo przydałoby się ruszać. Mamy dzisiaj długą drogę do przebycia.

Torstein Lothbrok:
Dołączył do nich również (o dziwo!) trzeźwy Torstein.
- Co u was, przyjaciele?- zawołał.- Co mamy na śniadanko?

Narrator:
Jak na zawołanie karczmarz przyniósł wielką patelnię parującej jajecznicy z cebulą i boczkiem. Do tego dostarczono jeszcze piwo. Lżejsze nieco od tego, które drużyna piła wieczorem. Był też rzecz jasna chleb i talerze dla każdego. I butelka z jakąś krwią dla Dragosaniego.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej