Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (53/211) > >>

Marduk Draven:
Paladyn zaklaskał Torsteinowi, który poradził sobie. Co prawda dosyć nie czysto, ale poradził. Czego wszak można się spodziewać po wikingu? Konflikty wyglądały na zażegnane więc mogli wrócić do odpoczynku i jak najszybciej wyruszyć w dalszą podróż. Było jeszcze przed nimi dużo do przebycia, zarówno drogą lądową, jak i morską.
- Nasz przyjaciel dobrze prawi. Wracajmy do środka, bo zaraz wszyscy będziemy przemoknięci do ostatniej nitki.

Nawaar:
Krasnolud podziwiał takie walki które kończyły się zwycięsko dla jego ekipy, potrzeb oraz tego, że wygrany mógł sobie pozwolić na odrobinę więcej. Teraz Emerick jest pełno prawnym Skrzetuskim! Dobrze, ale to nadal nie rozwiązało tego czy brodacz, może wejść do środka. Paladyn nie powiedział nic jeno niemal niezauważalnie kiwnął głową w stronę zwycięzców, by ponownie wejść do środka budynku. Zbroja w deszczu umyła się, lecz sporo wody naleciało do środka, przez co być może fajnie chlupało? Kiellon udając, że coś go tam boli, usiadł przy dawnym stoliku, gdzie przesiadywał z wampirem i dojadł sobie resztki swojego jedzenia, które niestety było już zimne! Brodaty szlachcic krzywił się jedząc zimną strawę widocznie nie każdy lubi na zimno, więc przerwał po chwili, udając się ponownie do karczmarza. - Szefie macie jeszcze jakieś gorące mięsiwo na stanie? Kurczak, cielęcina, baranina, dziczyzna coś takiego? Krasnolud wolał wymienić co chciał zjeść, gdyż gorące mięsiwo można różnie rozumieć! Na przykład kawałek kota, psa i innego dziadostwa, które autor nie chciał w tej chwili wymieniać z powodu niestrawności żołądka!

Kazmir MacBrewmann:
Tymczasem od zachodu, a może wschodu, traktem wlókł się wóz. Furgonem powoził krasnolud, bowiem jechał on on od brzegu drogi do drugiego. W dodatku woźnica "śpiewał" jedną z najstarszych krasnoludzkich pieśni. Ta o złocie jest starsza. A może nie? Tego nawet bogowie nie wiedzą. Furgon MacBrewmanna wtoczył się na plac zajazdu.
- Prrr, prr kurwa! Konie coś nie chciały stanąć. Jednak w końcu zaparkował. Rozejrzał sie, dostrzegł znajome mordy.
- Vivat Bastardus Rasher! Ryknął zeskajując z kozła i salutując. Ledwo stojąc na nogach.

Narrator:
Tłumek obcych krasnoludowi osób na zewnątrz dziwnie na niego spojrzała, gdy ten wykrzyczał swoje powitanie. Ale kim byli aby oceniać? Sami różne bzdury krzyczeli po pijaku.

Tymczasem wewnątrz gospodarz usłyszał wołanie Kiellona/Fałszywego Kazmira.
- Co? - zawołał. - A, że żarcie. Mjenso. No bydzie. Stara może kurze łeb ukręcić, to się weźmnie i usmaży, czy tam co chce. Chce? - zapytał uprzejmie.

Dragosani:
- No ja pierdolę... - mruknął Drago, gdy ujrzał kto też przybył do zajazdu. Ewidentnie pijany. Wampir nawet w pewnym oddaleniu czuł jego dech niczym z gorzelni. Skinął głową do Emericka i Thema.
- Uspokójcie go, zanim znów się zacznie drzeć - polecił szeptem, zbliżając się do Bękartów.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej