Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (54/211) > >>

Kazmir MacBrewmann:
Odpowiedziała mu cisza. Przymrużył oczy, pierdnął cicho i gdy gazy przestały uciskać wątrobę nieco otrzeźwiał. Zajął się oporządzaniem koni by sobie odpoczęły po dość długiej podróży z drugiego końca wyspy. Kazmir ni cholery nie pamiętał kaj był ani co robił. Po za piciem. Oporządziwszy kunie ruszył do wnętrza karczmy. Nieco chwiejnie.

Nawaar:
- Tak mjenso. Powtórzył po tutejszemu. - Najlepiej z kurczaka, także niech pańska kobita ukrynci łep jakiemuś kurakowi. Tera ile byndzie to kosztować? Zapytał o oczywistą rzecz, potem mając chwilę się rozejrzał i niestety, zauważył tego prawdziwego Kazmira! O jebany, co tu robi? Zapytał się wewnątrz swej łepetyny, by móc trzeźwo ocenić sytuacje i brodacz już wiedział, że musiało dojść do czegoś ciekawego na zewnątrz kwestia tego jak zareagują pozostali bękarci. Zabawnie będzie jak cała misja pójdzie w pizdu przez innego narypanego krasnoluda. Paladyn szybko się odwrócił, by nie zostać rozpoznanym, także mamy w grze dwóch Kazimrów! Emerick nie mógł bardziej oryginalnego imienia wymyślić ciul jeden! - I dajno mnie jeszcze litra wódki. Dodał, bo coś czuł, że może się przydać tak ku przezorności. 

Zaidaan:
No i gdy szlachciury zostały elegancko pobite przez Bękartów i wszyscy mieli wracać z powrotem do karczmy to dojechał jeszcze inny Bękart. Emerick najchętniej to by go zakneblował tak jak to zakneblowali jego. Popatrzył z żalem na Dragosaniego i wskazał ręką na drzwi.
- Proszę walki skończone, wracajmy do środka, zaraz do was dołączę.
I gdy już wszyscy zniknęli podszedł powoli do najebanego jak zwykle Kazmira dwa.
- Kazmir, co ty odpierdalasz? Najebany znowu? Weź się kurwa ogarni zanim nas zdekonspirujesz, rozumiesz?
Szepnął do niego, ale tak trochę głośniej aby do jego zachlanej głowy to dotarło.

TheMo:
Pojedynki się pokończyły, a razem z nimi główne widowisko dla gapiów zgromadzonych przed karczmą. Na szczęście takie powierzchowne rany nie wymagają opatrzenia, więc ma wolne. Tak mu się wydawało, dopóki Kazmir się nie pojawił. Miał szczęście, że nie napotkał żadnego patrolu gościńcowego, bo straciłby konia razem z wozem. Nie potrzebował super węchu, jak u wampira, żeby stwierdzić jego stan. Poczekał chwilę aż przed karczmą zrobi się pusto. A Kazmir w tym czasie skończył zajmować się koniem. Podszedł więc do krasnoluda i stanął obok Emericka. Założył ręce na piersiach i groźnym wzrokiem spojrzał na Kazika.
-To misja tajna i królewska. Zrozumiałeś, czy mam ci przeliterować definicję za pomocą kija?

Kazmir MacBrewmann:
- Zaraz... TA misja? Szepnął głośno. Ja zapomniał, tu pszypadkiem jezd bom wracam z budowy naszej nowej twierdzy. Sie posracie ze szenścia jak zobaczycie Karak Kazmir. Alem skoro jezdem... to wam pomogem jako... jako... Pan Zagłoba! Odparł.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej