Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Nawaar:
- Zaczęło się.Krasnolud obserwował pojedynek, ale nie wyciągał pochopnych wniosków o wygranej lub przegranej, któregokolwiek z rywali, bo było za wcześnie! Takie walki toczą się swoimi prawami i już na pierwszy rzut oka widać było, że prawdziwy Skrzetuski wymiata we władaniu szablą i nie jest to byle kto. - Prawdziwy wojownik cieszy się walką nawet taką, którą może szybko zakończyć. Tym sposobem udowadnia sobie, że warto było tyle trenować. Puścił wywód w sumie do siebie, lecz nagle praktycznie cała karczma opustoszała i zrobił się rumor jaki był kilka minut temu w środku. Kiellon nie lubił nie potrzebnego tumultu, ale szlachcic nie miał sobie równych. Emerick starał się, lecz mógł być to zgubny wysiłek a do tego cała misja może pójść w chuj! Paladyn miał słuszność zatykając jadaczkę hetmanowi, ale oczywiście całe pretensje spadły na niego. Teraz każdy powinien go przeprosić, jednakże wpadł na kolejny genialny pomysł! Szczęście musi być po naszej stronie! Pomyślał i poczekał, aż zbierze się większy tłum, by mógł działać należycie. Dlatego odczekał odpowiedni moment i gdy ktoś go zasłonił, użył telekinezy szybko wyprostowując swoją dłoń i dosłownie lekkim niemal nie zauważalnym ruchem, trącił stopę prawdziwemu Skrzetuskiemu, ale oczywiście w odpowiednim momencie, gdy ten robił krok w stronę Emericka, bo deszcz nadal padał i zrobiło się błoto, więc poślizgnąć się mógł? Ano mógł, co mogło wybić go lekko lub zachwiać, ba można było wszystko zrzucić na wiatr? Można było, więc raczej nikt krasnala podejrzewać nie będzie! Hetman miał a raczej mógł mieć szanse, o ile ją dostrzeże! Bogowie muszą być z nami. W myślach natomiast brodacz się śmiał, ale ukrywane emocje i kamienna mina mogły sugerować co innego. Zobaczmy jak się teraz sprawy będą miały i kto wygra!
Narrator:
Próba pomocy Emerickowi wykonana przez Kiellona przyniosła zamierzane skutki. Poniekąd. Gdy Skrzetuski robił krok w stronę Hetmana, robiąc jednocześnie szablą niewidzialna siła pchnęła go w stopę. Skrzetuski nawet jej nie po czuł, nie zwrócił na to uwagi. Jednak na efekty już tak. Poślizgnął się i przewrócił. Niestety w tym momencie wyszła na jaw pewna luka w planie krasnoluda. Przede wszystkim jego upadek zmienił drogę jaką poruszało się jego ciało, przez co miecz Emericka minął jego pierś. Dosłownie o włos. Drugim nieoczekiwanym wypadkiem było to, że Skrzetuski przewrócił się na Emercka, pociągając go za sobą. Broń pojedynkujących się wypadła im z dłoni. Oni sami padli w błoto. Który z nich jako pierwszy się podniesie, dobędzie broni i zakończy walkę?
Zaidaan:
I pojedynek już miał zostać skończony, gdy nagle dziwnym trafem Skrzetuskiemu zachciało się poślizgnąć niczym prawdziwy amator, i to jeszcze na niego! Ciężko było wierzyć w tym momencie w przypadek, pewnie znowu ktoś maczał palce w pojedynku akurat gdy już miał się zakończyć! Zaskoczony szlachcic upadł na równie zaskoczonego Emericka. Nie było jednak ani chwili na zastanowienie się, musiał działać natychmiast. Hetman od razu zrzucił siebie zbędny ciężar i wstał. Ruszył szybko w stronę swojego miecza, ale dalej obserwując Skrzetuskiego, bowiem największy błąd to odwrócić się do przeciwnika tyłem. To samo zaraz potem zrobił krewniak, można powiedzieć że złapali za swoje bronie niemal w tym samym czasie. Obaj ubrudzeni, wymęczeni i mokrzy aż do ostatniej nitki, lecz mimo to nikt nie zamierzał się poddawać. Szkrzetuski wytarł twarz z błota i podszedł kilka kroków bliżej do hetmana. W pewnym momencie zaatakował. Ruszył szybko w stronę Emericka próbując go trafić szablą. Emerick w ostatniej chwili zdążył odskoczyć na bok i uderzyć zwalniającego szlachcica głowicą miecza prosto w plecy. Skrzetuski upadł na ziemię twarzą w błoto, a szablę upuścił kawałek dalej. Mimo to i tak od razu obrócił się na plecy a jego oczom ukazał się miecz tuż przed jego twarzą. Emerick uśmiechnął się w jego kierunku i ostrzem miecza zrobił drobne cięcie na piersi Skrzetuskiego. Niegroźne, lecz krew i tak się polała.
Narrator:
Skrzetuski chrząknął. Spojrzał na swoją brodę i miecz pod nią. Poczuł ukłucie. Wszyscy zobaczyli tych kilka kropel krwi. Oznaczało to jedno.
- Wygrałeś - stwierdził szlachcic. - Może w trochę... nietuzinkowy sposób, ale wygrałeś. Heh, od dawna nie stoczyłem tak dobrej walki, więc i ostatecznie mogę cię chwilowo uznać za krewniaka. - Zaczął się podnosić.
- Ale dziadka Władysława i tak w mojej rodzinie nie było - powiedział jeszcze. Jego kompani podali mu czyste płótno, aby mógł przetrzeć sobie krew. Schował szablę do pochwy. Ale to nie był jeszcze koniec.
- Jednak jeszcze trzeba rozwiązać sprawę z wieśniaczym zachowaniem twego kompana. - Spojrzał na Torsteina. Jego własny kompan zaczął przygotowywać się do walki. Wyszedł na plac i dobył szabli.
Kompan Skrzetuskiego
Nawaar:
Krasnolud w sumie dobrze chciał, ale wygrana to wygrana! Do tego nikt nie wiedział, że nie dopomógł swojemu kompanowi. Właściwie ciekawe, co by było gdyby hetman przegrał? Nabicie na pal? W sumie zawsze to jakaś rozrywka, by była, tylko że czyimś kosztem. Jednak na spokojnie główny pojedynek zakończony, więc biedak został zaakceptowany i to najważniejsze, bo dziwna przykrywka jest! Kiellon nie mógł się doczekać aż rozpocznie się drugi pojedynek o mniejszej wartości, ale brodacz ciekaw był czy tego zapijaczonego wikinga nie poniesie i nie zabije swojego rywala. Paladyn chciałby to zobaczyć wtedy doszłoby do regularnej rzezi lub dziwnej stagnacji, która powiedziałby, że nic się nie stało wracamy do karczmy cóż może będzie zgoła inaczej, kto wie? W każdym razie Kiellon uśmiechnął się pod nosem, popijając wódki i oczekując fajnego rezultatu tej potyczki, lecz szkoda, że cały proch mu zamókł i sobie nie wystrzeli ku wiwatom.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej