Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (50/211) > >>

Zaidaan:
Emerick zamilkł na chwilę, zmierzył wzrokiem Skrzetuskiego badawczo, oglądając z kim ma dokładnie do czynienia. Od razu spostrzegł, że szabelką nie jeden raz machał, być może więcej od samego hetmana.
- Czasu szkoda, zaczynajcie zatem!
Wykrzyknął w kierunku szlachcica z odpowiedzią.
A zatem zaczęło się. Emerick chowając lewą rękę za plecami wybadał nogami grunt pod sobą aby jak najlepiej się utrzymać. Uniósł miecz w górę i zgiął nogi w kolanach, szybkim ruchem nadgarstka zachęcił przeciwnika do ataku. Musiał wszak wpierw poznać przeciwnika zanim ruszy do ataku, inaczej polegnie od razu. W końcu Skrzetuski natarł. Z taką wściekłością, że aż musiał natychmiastowo się cofnąć parę kroków do tyłu, osłaniając się mieczem aby tylko odbić szablę krewniaka, choć tak naprawdę tylko ciągłe cofanie się go ratowało. Skrzetuski pokrył po chwili Emericka gradem ciosów przez co ledwo się bronił. Przez chwilę przeszło mu przez myśl, że zaraz ulegnie nawałnicy ciosów i zostanie w końcu pokonany. Wyciągnięta jego prawica nie poruszała się prawie wcale, dłoń tylko sama zataczała bez ustanku małe, ale szybkie jak myśl półkola i chwytał szalone cięcia szlachcica, ostrze podstawiał pod ostrze, odbijał i znów się zasłaniał, i jeszcze się cofał, oczy utkwił w oczach krewniaka i mimo serii cięć wydawał się zachowywać spokój, chociaż na twarzy nie mógł ukryć, że jest czerwony.  Nawet na twarzy Skrzetuskiego widać było rumieńce i pierwsze krople potu lały mu się na czole, ataki jednak wymagały więcej energii niż obrona. Emerick w pewnym momencie poczuł, że teraz nastąpił moment na atak, że wymęczył oponenta wystarczająco. Skrzetuski po raz kolejny się zamachnął jednak z większym trudem. Hetman skurczył się nagle i z pełnym impetem ruszył na szlachcica. Barkiem uderzył w jego pierś zaskakując go i odrzucając do tyłu. Wtedy też nastał czas na ofensywę Emericka gdy już poznał umiejętności przeciwnika. Teraz to on zaczął przeć naprzód, tnąc co chwilę cofając szlachcica co krok. Teraz to on przejął inicjatywę i parł wciąż naprzód, lecz w pewnym momencie Skrzetuski zaskoczył go, gdyż w pewnym momencie niczym prawdziwy szermierz przerzucił szablę z prawej do lewej ręki i natychmiast pchnął do przodu. Ale Emerick padł umyślnie i właśnie dlatego szabla szlachcica przecięła tylko powietrze, hetman zaś zerwał się jak dziki kot i całą niemal długością ostrza ciął straszliwie w odkrytą pierś krewniaka. Zdziwiony przeciwnik złapał się za pierś i powoli cofnął się dwa kroki do tyłu, a potem padł na wznak na błoto. Emerick zmęczony całym pojedynkiem wbił miecz w ziemię i oparł się o niego ledwo się trzymając. Po chwili sam upadł na kolana ze zmęczenia.

Marduk Draven:
Marduke przyjrzał się Skrzetuskiemu, rzecz jasna temu prawdziwemu. Patrzył na to, jak ją trzymał , jaką przyjął pozycję. To nie był byle kto.
- No z byle kim ten NASZ Skrzetuski nie będzie walczył.- mruknął do Draga. Zarówno wampir, jak i paladyn byli mistrzami w posługiwaniu się szablą.- Może być ciekawie.- dodał.
Walka się w końcu zaczęła. Pierwszy ruszył ten prawdziwy szlachcic. No i Emerick nie miał łatwo. Gdyby zatrzymał się tylko na sekundę, a może i mniej - przegrałby. Mógł tylko się cofać i unikać. Draven dostrzegł taktykę Emericka - chęć wymęczenia wroga. Prychnął z uśmiechem na nieczyste zagranie w postacie uderzenia barkiem i chłonął dalej walkę. Przez chwilę serce Marduke'a jakby stanęło, gdy szlachcic przerzucił szablę, lecz fałszywy Skrzetuski, Hetman poradził sobie i po chwili jego przeciwnik leżał z błotem w ziemi.
- No ładnie.- przyznał.

Narrator:
Plan Emericka był zasadniczo dobry... problem sprawiło wykonanie. Już sam początek walki, obrona Hetmana, to pokazała. Emerick nie potrafił blokować i odbijać ciosów szabli przeciwnika swoim mieczem. Skrzetuski był po prostu zbyt dobry. I co najważniejsze, chyba dobrze bawił się pojedynkiem. To też przez to nie zadał kończącego ciosu już na samym początku walki. Chociaż uniki Hetmana też mogły tutaj odegrać pewną rolę.
Gdy Emerick zastosował swój wybieg zaskoczył tym Skrzetuskiego. Na ułamek sekundy. Niewystarczająco. Szlachcic wyłapał klingę miecza Emericka na szablę i pozwolił jej ześlizgnąć się nieszkodliwie na bok. Po tym sam błyskawicznie zaatakował. Uderzył szabla i trafił... lecz płazem zakrzywionej klingi. Umyślnie nie utoczył pierwszej krwi i nie zakończył pojedynku. Uśmiechnął się.
- Coraz większą przyjemność sprawia mi ten pojedynek, drogi "krewniaku". - W jego głosie zaczynała pobrzmiewać pewna sympatia. A może tak się tylko zdawało Emerickowi i pozostałym.

Dragosani:
- To jeszcze nie koniec - powiedział krótko Drago do paladyna. Stał i obserwował przebieg walki. Gotów był zareagować, gdyby zaszła taka konieczność. Jednak jego absolutnie nonszalancka poza nie wskazywała na to. Z karczmy zaczęli wychodzić ludzie, aby popatrzeć na pojedynek. Znajome już kobiety także. Wampir nawet nie spojrzał w ich stronę.
- Ciekawe czy Skrzetuski wyraziłby chęć na dołączenie do naszej drużyny... - mruknął cicho, jakby do siebie, jednak Draven zdołał to usłyszeć.

Zaidaan:
Cały plan byłby wspaniały, no ale to tak się właśnie kończy jak zamiast ćwiczyć i szkolić się w szermierce to siedzi się bezwartościowo na dupie i ewentualnie wypije flaszkę, lub kilka a potem robi się burdel na mieście. Emerick był poddenerwowany, lecz walczył ze swoją wściekłością, aby się nie dać jej opanować, bo to by z góry przesądziło o przegranej. Niekontrolowana wściekłość i furia potrafi pokonać nawet najlepszego szermierza na tym świecie. Hetman od razu po uderzeniu płazem cofnął się natychmiast do tyłu by zachować bezpieczną odległość. Widać było, że Skrzetuski zaczął się nawet bawić i nie brać całkiem na poważnie ten pojedynek, po chwili zniknął z jego twarzy uśmieszek i sieknął.. A raczej tylko upozorował atak, a w pewnym momencie wstrzymał szablę i wrócił, a Emerick i tak zasłonił ewentualny kierunek ostrza choć i tak bez potrzeby. Potem szlachcic ponowił swój niby atak, a hetman znów spróbował to zablokować. I znowu, i jeszcze raz. Potem znowu na jego twarzy pojawił się uśmiech, a Emerick dalej analizował sytuację i szukał jakiegoś ruchu. Szlachcic dalej widocznie lekceważył przeciwnika i teraz na pokaz kręcił młyńce szablą nie zamierzając na razie atakować. Emerick postanowił spróbować zaatakować, wykonał więc dwa cięcia na ukos tworząc coś na wzór X. Niestety jednak na marne, bo szabla Skrzetuskiego bez problemu zblokowała dwa cięcia. Teraz to on wykonał atak i tylko szybka reakcja i szczęście uchroniło go przed szablą, bo w ostatniej chwili zdążył odchylić się maksymalnie do tyłu i jak najniżej. Ostrze przecięło jedynie skrawek koszuli. Wtedy też nastąpił czas na cios Emericka. Dwa ostrza zetknęły się ze sobą i rozpoczęła się próba siłowa, ostrza parły bliżej Emericka, a to Skrzetuskiego. Hetman w pewnym momencie postanowił zagrać trochę nieczysto, ponieważ głową uderzył w nos szlachcica zaskakując go i pewnie nie tylko jego. Szlachcic odszedł do tyłu i złapał się za nos, po chwili jednak ze wściekłością wykonał pchnięcie do przodu wprost na Emericka. Jedyne co mógł w tym ułamku sekundy zrobić to natychmiast się skurczyć i prawie przylec twarzą do ziemi próbując zachować równowagę wykorzystując do tego wolną rękę, a mieczem jednocześnie ciął po piersi Skrzetuskiego, mając nadzieję, że w końcu uda mu się zakończyć tę walkę wychodząc stąd zwycięsko.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej