Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (6/211) > >>

Nawaar:
Oczywiście, że było wiadome, iż zdanie krasnoluda mają wszyscy gdzieś! Oby się potem nie mylili, ale decyzja zapadła czyli czekamy dalej na dwójkę bękartów. Wszyscy tak sobie stali, patrzyli na siebie bez słowa dopóki władca Valfden nie rozkazał, by przerzucić część towarów na furgon, bo tutaj wampir miał rację, by nie wzbudzać niczyich podejrzeń. Dobrze, że jaszczur ruszył się pierwszy, bo za chwilę będzie mieć pomocnika, bo jak mają tak stać to on wolał coś robić! W każdym razie na ogierze pojawił się kolejny członek ekipy czyli sam Wielki lord elekt we własnej, zapijaczonej osobie. - No w końcu! Jeszcze jedna persona do działania czyli pozostało poczekać na ostatniego ochotnika, także witaj Themo. Przywitał się i poszedł pomóc przerośniętej jaszczurce, żeby nie było, iż paladyn a zarazem Marszałek Bractwa ÂŚwitu oraz Kanclerz, musiał wysługiwać się podwładnymi, bo tak robił Marduke wpuszczając kobiety z Bractwa na swoje komnaty!

Marduk Draven:
Zaczęło się przerzucanie towarów z wozu Drago, na ten Marduke'a, a raczej ten przez Marduke'a wypożyczony na czas nieokreślony. Kanclerz Bractwa osobiście się tym nie zajął. Pozwolił tym młodszym stopniami się zająć. No i Hetmanowi. W międzyczasie przybył też Themo, twórca wspaniałej zbroi, którą nosił właśnie Draven. Powitał go skinieniem głowy. Po chwili się jednak odezwał.
- Witaj, witaj, o dziwo na trzeźwo.- rzekł z wrednym uśmieszkiem na ustach. Rozglądnął się i doszedł do wniosku, że na przybycie Kazmira raczej się nie zanosi. Jednak nie chwalił dnia przed zachodem słońca. Pociągnął kolejny raz z fajki i i wypuścił dym.

Torstein Lothbrok:
Torstein także pomógł w przepakowaniu części zapasów z wozu Dragosaniego na wóz Marduka. Spostrzegł i również ciekawy pakunek Emericka, lecz nie powiedział nic. Jak inni także i wypatrzył Themo.
- Witajta, panie jenerale!- pozdrowił go. - To jak, szefie, długo jeszcze czekamy?- zapytał Dragosaniego, pewnie wypowiadając te pytanie za każdego członka drużyny.

Dragosani:
Dragosani stał sobie z boku i obserwował. Oczywiście niezwykle zbulwersowało go to, że Draven też się opierdzielał. Gdy towary zostały przeładowane, wampir rozejrzał się jeszcze. Kazmira wciąż nie było widać.
- Dobra tam, walić - powiedział w końcu, iście po królewsku. - ÂŁadować się i jedziemy! - zawołał do swojej zbieraniny. Sam wskoczył na siedzisko karawanu i zerknął na pozostałych. Co prawda nie uśmiechało mu się, że musiałby znosić czyjąś obecność obok siebie w czasie drogi, no ale król musi się poświęcać. Gdy wszyscy już niezmiernie chętnie powsiadali na wozy, wampir szarpnął lekko lejcami, dając koniowi znak aby ruszył. Wóz zaczął się powoli troczyć.

Gascaden:
No i jak się okazało, ekipa będzie musiała wyruszyć bez jednego krasnoluda, który gdzieś się zapodział w jakiejś karczmie. Gascaden wlazł na furgon Mardukeja łapiąc za lejce. Poczekał aż wszyscy się wdrapią na wozy i ruszył za wozem Dragosaniego. Jaszczur akurat pasował do tej roli, w tym biednym stroju, jak jakiś pachołek.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej