Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Marduk Draven:
- Jak dobrze, że nie ty decydujesz.- odrzekł Kiellonowi. Odsunął się krok, czy dwa od drużyny i wyjął paczkę ze skrętami. Otworzył i wyjął jedną sztukę, którą włożył do ust. Zamknął paczuszkę i schował na swe miejsce, po czym wyjął zapałki, ujął jedną sztuk i zapalił ją. Od niej zaś odpalił skręta, po czym machnięciem ręki trzymającej płonącą zapałkę zgasił ją, no i schował paczuszkę. Wyjął papierosa z ust i wypuścił dym w bok, tak by nie poleciał na drużynę.- Ja bym jeszcze poczekał.- zaproponował. Ale nie mówił do ogółu, bo mówiąc patrzył na Dragosaniego.- Jeszcze trochę. Godzina, dwie?- dodał, ale już retorycznie.- Twoja decyzja, Drago.- i raczej doskonale o tym wiedział.
Dragosani:
- O ile komiczny byłby widok goniącego nas Kazmira na tych jego małych nóżkach, to jednak jeszcze zaczekamy - odpowiedział wampir. - W tym czasie możecie przerzucić trochę zapasów z mojego wozu na furgon Marduka. Dziwnie tak to będzie wyglądać, gdy jeden wóz jest zawalony, a drugi będzie jeno ludzi przewoził. Dziwnie i niepraktycznie. - Antares kiwnął głowa na karawan, który to załadowany był zapasami na ich podróż. Była tam oczywiście żywność i beczki z jakimiś trunkami. Do tego inne artykuły przydatne w dziczy. Oraz kilka całkowicie dziwnych przedmiotów, jak choćby trzy zwinięte dywany(?), trochę liny i tego typu rzeczy.
TheMo:
Gdzieś tam przez miasto przedzierał się Themo na swoim koniu. Zachodnia brama, oryginalne miejsce zbiórki. Po drodze mu się czknęło. Dziwne, bo nic nie pił. Od dwóch godzin. Dziwne to było. Ale nie takie przeszkody pokonywał. Mknął więc na swym rumaku dalej. Stukot kopyt był niesłyszalny w tej miejskiej gwarze. Po utrudnionym poruszaniu się w tłumie i żałowaniu, że nie może ich tak po prostu stratować, dotarł na miejsce. Zachodnia brama. Była tam jakaś grupka ludzi, ale bardziej wyglądali na próbujących się zamaskować wojaków. Nawet hetman założył coś bogatszego. Podjechał jeszcze bliżej. Rozpoznanie ułatwił mu fakt, że dwie osoby noszą wykonane przez niego zbroje, a swoje dzieło pozna wszędzie.
-No witam.
Gascaden:
- Jak sobie życzysz, królu.
Odpowiedział na pytanie o późniejszą pogawędkę i ruszył w kierunku wozu, którym przyjechał Dragosani. Widocznie nikomu się nie śpieszyło do przerzucenia trochę zapasów na drugi wóz, więc zacząć postanowił Gascaden. Podjechał wozem króla bliżej do furgona Marduka i po chwili zaczął przenoszenie zapasów.
Zaidaan:
Emerick już zaczynał się trochę niecierpliwić, że na próżno oczekuję pijaków, którzy zjawią się punktualnie, najwyżej z tygodniowym spóźnieniem. Jednak gdy zauważył Thema, który akurat podjechał, odzyskał wiarę w zapijaczoną ludzkość. Już się obawiał, że będą musieli ruszyć w niepełnym składzie Bękartów, teraz wystarczy tylko wypatrywać tego Kazmira.
- Witaj Themo, już myślałem, że się w ogóle nie zjawisz.
Na chwilę jednak opuścił grupę, bo musiał schować i swój pakunek do furgonu Mardukeja, i ewentualnie przykryć jakimiś zwiniętymi dywanami(?), linami i tego typu rzeczami. Po wszystkim wrócił z powrotem do grupy.
//:Chowam w furgonie Marduka:
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej