Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (49/211) > >>

Torstein Lothbrok:
Idąc w ślad za Emerickiem, Torstein także zrobił striptiz pozbył się dużej części odzienia. Zdjął puklerz, kuszę i kołczan i odrzucił je na ziemię. Następnie zdjął płaszcz z wełny i zrobił z nim to samo. Jego wikiński hełm także dołączył do zgrai ekwipunku na ziemi. Zaraz po nim rękawice, oraz napierśnik i naramienniki. Dobył także swego niezawodnego Grabarza z czarnej rudy i ujął go trzymając tak, że ostrze płynęło wzdłuż nogi. Czekał.

Nawaar:
- Zaklęcie snu trzeba najpierw znać i z niego łatwo jest wybudzić ofiarę, o! Poprawił przełożonego, bo paladyni nie mają dostępu do tego zaklęcia, a wiedza z czytania ksiąg wzięła dobry rezultat, bo czar snu łatwo dezaktywować. Teraz się zaczęło, gdyż wyszły kolejne ofiary na pojedynek. Krasnolud stał w miejscu, bo nie chciał stać koło wampira i jeszcze sprawa batożenia, które nie miało miejsce, więc musiał być zły i źle wyglądać. Dlatego napił się wódki i obserwował bojowe poczynania w deszczu. Mając nadzieję, że to jego towarzysze wygrają!

Narrator:
Skrzetuski stanął przed Emerickiem. Ich pojedynek mial odbyć się jako pierwszy. Bo jakże to tak, pojedynkować się w kilka osób na raz?
- Do pierwszej krwi - potwierdził. - Nie jesteśmy wszak barbarzyńcami. - Wyciągnął szablę. Była ciemna. Czarna ruda. Sposób w jaki ja trzymał również pokazywał, że nie jest nowicjuszem.
- Może waść chcesz poczekać aż siąpić przestanie? - zapytał jeszcze, spoglądając w niebo.

Skrzetuski

Dragosani:
- Kulminacja całej tej sytuacji - odpowiedział Mardukowi wampir. Obserwował okiem znawcy Skrzetuskiego. Ocenił go i uznał, ze może być to świetny wojownik. Emerickowi może być ciężko go pokonać. No ale cóż, pojedynek to pojedynek. I tak nie mieli walczyć do śmierci. 

TheMo:
-Spokojnie, znam inne metody leczenia.
Odparł do kobiety, po czym zaczął się przyglądać i przysłuchiwać całej sytuacji. Jego obawy się, niestety, potwierdziły. Po cichu liczył na niewielką kłótnie, lecz gdzieś tam w środku swego pesymistycznego jestestwa czuł, że skończy się na bójce. No trudno, Kasia/Gosia będzie musiała poczekać. W końcu ktoś będzie musiał połatać rannych.
-Jak widać, zaraz będę ich musiał użyć w praktyce.
Niechętnie odszedł od stołu i skierował się ku drzwi. Stanął u progu otwartych drzwi, gdzie oparł się o futrynę i obserwował rozwijający się pojedynek.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej