Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (48/211) > >>

Nawaar:
Krasnolud napił się, bo chciał! ÂŻaden rozkaz zwłaszcza tak bezsensowny nie będzie go ograniczał. Wtedy przyjemny zimny deszcz zaczął padać, dodając do sceny dość wymowy wyraz. - Widzisz niebo płacze. Znaczy, że zaraz zostanie przelana krew i to pewnie niewinna. Kiellon spojrzał w górę, by woda obmyła jego twarz. - Wspaniałe uczucie. Rzekł i zauważył jak dwóch pewnie ważniaków wyszło z karczmy, jakby czekając na kogoś. - Jak myślisz czemu Ci ludzie odeszli od stołów? Któryś z was czyli moich towarzyszy zawiodła, gdyż źle podejmujecie decyzje. Dlatego użyłem czaru na Emericku, ale Ty źle zareagowałeś na to, bo pokazałeś moją pozycję a zaklęcie mogłoby w tym momencie pomóc. Właśnie to mi się w tobie nie podoba. Reagujesz za szybko nie doszukując się drugiego dna. Teraz będą dopiero problemy tak samo było wtedy z tą dziewczyną, ale czy ja jestem nielojalny? Nie powiedziałbym. Paladyn miał idealną okazję do wytłumaczenia się z użycia zaklęcia do tego w idealnym momencie urwał swą wypowiedź. Lepszej okazji, by w tym momencie nie miał i tego był cholernie ciekaw kto zginie! Dlatego popił jeszcze wódki a zabawa będzie przednia. - Nawet ich nie rozdzielaj, bo pogorszysz jeno naszą i tak chujową sytuacje. Wyjaśnił delikatnie jak najlepiej umiał.

Zaidaan:
Emerick popatrzył na Torsteina wzrokiem, pytającym po kiego chuja się tak chamsko wtrącił pogarszając sytuację. Bez słowa ruszył za Skrzetuskim wcześniej jeszcze podchodząc do Torsteina.
- No i po co to było?
Szepnął do niego retorycznie i wyszedł na zewnątrz. Wtedy też zauważył, że i pogoda się pogorszyła i padać zaczęło. Podszedł do niedaleko zaparkowanych wozów i zdjął z siebie futrzaną czapkę, kontusz i żupan zostając w samej koszuli, hajdawerach i butach oczywiście. Sięgnął do środka po swój miecz z czarnej rudy i stanął naprzeciw Skrzetuskiemu. Sieknął powietrze próbnie sprawdzając czy miecz dobrze leży, i tak oczywiście było.
- A więc... Do pierwszej krwi, prawdaż krewniaku?
Zapytał oglądając swój oręż i ignorując deszcz.

Dragosani:
Dragosani westchnął. Sytuacja pogarszała się coraz bardziej. Może powinien interweniować? Nieee. Jeszcze nie. Ale wstał i ukradkiem wyszedł za Emerickiem. Był ciekaw pojedynków. A także wolał być w pobliżu, gdyby kogoś poniosło albo sytuacja jeszcze bardziej wymknęła się spod kontroli. Wolał nie zostawiać trupów za ich przejazdem. Wyszedł więc na zewnątrz i oparł się o ścianę obok drzwi.

Torstein Lothbrok:
- Te no weź. Pomóc chciałem. A teraz jak ich najebiemy, to wyjdzie, że będziesz mieć racje, no.- odszeptał Emerickowi i razem z nim poszedł na zewnątrz. Stanął obok niego. Zmierzył wzrokiem prawdziwego Skrzetuskiego i jego kompana, po czym zerknął na deszczyk. Strzelił palcami i karkiem. i splunął zamaszyście, prawie trafiając szlachcica.-
 Tia. Jeszcze szlachcyca zabijemy i będą nas ścigać po całej wyspie. To jak, gotowi?

Marduk Draven:
- No możesz mieć rację. Chociaż zaklęcie snu też mogłoby zadziałać...- mruknął w zamyśleniu. Popatrzył na Skrzetuskiego i przydupasa, a zaraz na Emericka i Torsteina. Z początku chciał ruszyć ku nim, lecz przypomniał sobie radę Kiellona aka Kazmira.- Hmm... racja. Niech sami to rozwiążą.- dodał.- Sam nie rozwiążę wszystkich problemów świata. Może być ciekawie.- po chwili spostrzegł Dragosaniego.- O co poszło?- spytał.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej