Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (47/211) > >>

Narrator:
Skrzetuski nieco się zdenerwował.
- Mam doskonalą pamięć co do mojej rodziny i nie było w niej dziadka Władysława! - warknął.
- Albo łżesz, albo żeś się pomylił. Jeśli to pierwsze... - Położył dłoń na rękojeści szabli. - To rozwiążemy to jak przystało jak dżentelmenów. Ty i ja na placu przed karczmą. Niech bogowie osądzą.

Marduk Draven:
Marduke napił się potężnie wódki, co było niepodobne do niego. Wszak on kojarzył się z cydrami, winami, kulturą i tym podobnymi rzeczami, z którymi kojarzy się szlachciców. Następnie podał flaszkę Kiellonowi.
- Masz, napij się. To rozkaz.- powiedział z uśmiechem.- I nie, nie sprawdzam Cię.- dodał, zapewniając towarzysza.- Denerwuje i irytuje mnie już ta szopka. Po Twojemu, wkurwia mnie.- dodał po chwili ciszy.- Ciebie chyba też. Więc jak będziemy wracać, to udawaj, że ledwo chodzisz z bólu, a ja będe udawał, że ta Kasia, czy Gosia mi się podoba.- dołożył.- A teraz... powiedz mi, jak kumpel kumplowi - co Cię we mnie wkurwia? Nie chcę mieć nielojalnych towarzyszy, no i przyjaciół, Kiellon.

Zaidaan:
Emerick zastanawiał się teraz czy dalej łgać i wierzyć, że może jednak prawdziwy Skrzetuski uwierzy w jego słowa, bo podobno kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą jak to pewien wielki człowiek powiedział. Jednak hetman miał już dość tego gadania, które i tak nic dobrego nie wnosi, a może walka wyjdzie lepiej. Emerick pięścią walnął  o stół, aż kufel podskoczył.
- Ileż jeszcze razy mam ci mówić krewniaku o dziadku Władysławie? Skoro do ciebie zwykła mowa nie dociera, to wytłumaczę ci to w ten inny sposób! Może wtedy sobie przypomnisz o dziadku, pewnie teraz w grobie się przewraca z tej niepamięci o nim!
Wstał i czekał na reakcję jego pseudo krewniaka.

Torstein Lothbrok:
Torstein spostrzegł, że jego dywersja nic nie dała. Postanowił zadziałać inaczej i ostrzej. Zmierzył tego prawdziwego Skrzetuskiego. Chrząknął i splunął, dobrych kilka centymetrów od butów szlachcica.
- Te, szlachcic bez ziemi, a wyjebał Ci kiedyś tak, że zrobiłeś pan kółko po planecie?- spytał.- Jak nie, to polecam się. Nie szanuję takich, co krewnych nie pamiętają, no i takich, co mojego szefa obrażają. Więc się albo ogarniesz, albo zanim Ci tu obecny drugi Pan Skrzetuski nakurwi w czerep, to ja go rozłupię choćby i stołem.- dodał. Poklepał przy tym spoczywający u pasa miecz z czarnej rudy.- A zapewniam, że czarna ruda się przetnie jak przez masełko przez Pana szabelki czy inne chuje muje.

Narrator:
I tym samym Torstein tylko pogorszył sprawę.
- Dość tego - warknął Skrzetuski. - Ty... - Kiwnął na wikinga. - I ty, "krewniaku". - Wskazał na Emericka.
- Jeżeli macie jakiś honor, to czekam na was na zewnątrz. Rozwiążemy to jak mężczyźni. - Spojrzał na jednego ze swoich towarzyszy.
- Przyjacielu mój, zechcesz wspomóc mnie swoją szablą, aby liczebność była wyrównana? - zapytał. Jego kompan zgodził się i obaj wyszli z karczmy. Czekali na zewnątrz. Zaczął padać deszcz.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej