Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Nawaar:
Krasnolud się skrzywił, gdyż nie tego oczekiwał, ale cóż król żartowniś jakich mało. - Poprawiło mi to nastrój. Kłamał jak z nut. Mimo wszystko nadal starał się nakłonić umarlaka i żywego za razem wampira. Ciekawa sprawa swoją drogą, że wieloma określeniami można nazwać zwykłego nietoperza. - To może ja postawię? Co waćpan pijesz poza krwią? Pewnie wino, bo Wy bladziuchy lubita pić jakieś wynalazki. Zagaił i czekał na reakcje, lecz znów powrócił wzrokiem na jego dawny stolik, gdzie mogły dziać się ciekawe rzeczy w razie czego można było ponownie, zaserwować salwę z pistoletów, tylko w celu odwrócenia uwagi!
Dragosani:
- Dzięki za propozycję, ale odmówię - odparł Drago. - ÂŻeby mnie spić musiałbyś wydać o wiele za dużo, więc nie opłacałby ci się taki interes - zaśmiał się. Cały czas podsłuchiwał co się dzieje przy stole drużyny. Jak jakiś odrażający podsłuchiwacz.
Zaidaan:
- Witam piękne panie z powrotem! Ten niespełna rozumu krasnolud dostał swoją nauczkę, teraz po stu batach nauczy się rozsądku na następny raz! - Wychwalił się jak to Kiellona ukarał, potem wskazał na Zygfryda. - To jest prawdziwy rycerz! Wierny, oddany Bogom, ojczyźnie, władcy i damie serca, honorowy, odważny, mężny, twardy, stanowczy, nieugięty, silny, sprawiedliwy, szlachetny, mający szacunek dla kobiet, gotów do ochrony ich czci. Takich to po prostu ze świecą szukać! - wychwalił Marduka aż chyba za bardzo, pewnie za chwile doprowadzi do kolejnego kabaretu.
Narrator:
- To zaprawdę zaszczyt mieć w drużynie takiego wyśmienitego rycerza. -Odpowiedziała matrona, a młodsza córa dalej nie przestawała filtrować z Zygfrydem, ale i tak się na chwilę wtrąciła.
- Przy takim rycerzu nie musiałabym się niczego obawiać. A żeby też taki mógł mnie chronić... - westchnęła, patrzyła się dalej na wychwalanego rycerza zagryzając wargę.
Matka spojrzała na córkę podejrzliwym wzrokiem, ale ponownie wróciła do rozmowy.
- W dodatku chciałbym podziękować mości lekarzowi za ratunek. Naprawdę nie wiem co by się stało gdyby nie waszmość.
A tak wracając do Marduke'a to jak wiadomo zjadł jagody niewiadomego pochodzenia, które już raz o sobie dać znały, teraz ponownie w brzuchu coś zabulgotało.
Nawaar:
- Powiedziałbym, że wyzwanie przyjęte, ale odpuszczę. Również odwzajemnił uśmiech, lecz samo się nie zapełni. - To ja pójdę, zamówić, bo chcę. Czekanie aż sobie, pójdą za długo zajmie. Widać chłopaki bawią się wyborowo. Zaśmiał się i jakby nic podszedł do szynkwasu i zamówił sobie, co chciał. - Dobry mości gospodarzu, chciołby ja zmówić flaszkę wódki i coś pieczystego dobrze wysmażonego do tego dużo smażonej kapusty i cebuli, bo to takie dobre jest. Ile takie cudo będzie kosztować, bo chciałbym, żeby dostarczone było do tamtego stolika, także waść podaj swą cenę. Brodacz cierpliwie czekał, na odzew władcy tego przybytku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej