Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (34/211) > >>

TheMo:
W końcu dotarli do zajazdu. I dobrze, bo mu się piosenki zaczęły kończyć. Trzeci raz. Przynajmniej nie musiał teraz zaczynać listy od nowa. Oddał konia pod opiekę stajennemu i wszedł do zajazdu tuż za królem. Trochę mu postrzelało w kościach przy chodzeniu. Widocznie długie podróże w siodle nie służą jego stawą. Ale porządna kolacja powinna im pomóc. Jak rozsiadł się przy stole to wziął się za pałaszowanie. Uprzednio zdjąwszy hełm, bo nie wypada siedzieć przy stole w nakryciu głowy. Aż mu świnka leciała widząc taką ślinkę. Czy może odwrotnie? Ciężko logicznie myśleć, kiedy to kichy postanowiły tańczyć marsza głodowego. Nie czekając długo ujął w swe dłonie sztućce i odkroił kawałek pieczeni. Nim go włożył do ust, podstawił sobie pod nozdrza, by jeszcze przez chwilę rozkoszować się tym aromatem. Teraz nawet niechlujny krasnolud nie mógł mu obrzydzić wieczerzy. W końcu wziął się za konsumowanie, popijając mięso piwem.

Marduk Draven:
- Oho.- mruknął słysząc podejrzane burczenie.- Lepiej żebyś nie wykrakał.- dodał jeszcze do Dragosaniego. Wyrzucił resztę jagódek, ażeby nie skończyło się gorzej. A podróż mijała. Jedni liczyli drzewa i śpiewali, on zaś wyczyścił zabrudzenia od jagód z hełmu i rękawicy. Następnie zaś odmówił kilka modlitw do Zartata, tak zwaną koronkę do ÂŚwietlistego. W końcu zajechali do zajazdu i po wszystkich formalnościach związanych z końmi i wozami weszli do środka. Draven od razu zlustrował każdego obecnego tam. Nawyk, szukanie potencjalnych niebezpieczeństw, podejrzanych zachowań i podejrzanie wyglądających typów, albo też typek. Zasiadł w końcu z resztą, a gdy podano jedzenie wziął wpierw kufel piwa. Najpierw przepłukał sobie usta, chcąc poznać, czy jest to dobre piwo, czy nie jest to jakiś nędzny sikacz. A potem ukroił sobie pieczenie i kulturalnie zaczął się zajadać, uprzedzając to krótką modlitwą i słowami:
- Smacznego.
Kiellon i jego wybryki raczej nie robiły na nim wrażenia. W tym momencie tylko się ośmieszał swoim nieokrzesaniem, to jest krasnoludzizmem.

Torstein Lothbrok:
Kiedy Emerick kopnął Torsteina, dłoń wikinga powędrowała do miecza. Jednak w ostatniej chwili Lothbrok obudził się.
- ÂŁo kurwa! To idziem!- zawołał i ruszył z ekipą. Po całych tych formalnościach zasiadł i wziął kilka solidnych łyków piwa. Następnie zaczął pożerać odcięte kawałki dzika, a widząc zachowanie Kiellona zwrócił się do niego.-
 Panie Kazmir, pan lepiej się nie zachowuj jak świnia, bo pana w zaraz postawimy w miejsce tego dzika i jabłkiem usta zatkamy!- rzekł i ryknął śmiechem, następnie dopijając resztkę piwa z kufla, po czym sobie dolał.

Nawaar:
Krasnolud jadł szaleńczo, by napełnić niedobory do tego jeszcze, pił piwo bardzo fajnie się to wszystko komponowało. Brodacz był niewątpliwie zadowolony, że może dać na luz i nie obserwować wszystkiego, jednakże w takich przybytkach może dojść do różnych burd, ale znając tutejszą kompanie to jest niemal pewne, że to ekipa wyruszająca na Feros, narobi zamieszania! Paladyn racząc się jedzeniem, usłyszał słowa wikinga i oczywiście w iście krasnoludzki sposób mu odpowiedział. - ÂŻebym ja ciebie tym jabłkiem odwrotnie nie nafaszerował. Brodacz wybuchł śmiechem niemal na całą salę, po drodze wyrzucając ze swoich ust resztki już przeżutego jedzenia, które spadło na podłogę lokalu. Kiellon aka Kazmir pozwalał sobie na wiele chyba na zbyt wiele, ale cóż skoro misja tajna to czemu sobie nie poużywać?

Dragosani:
Drago ściągnął maskę. Ale kaptura już nie. Siedział sobie pośród drużyny i obserwował. Uśmiechnął się krzywo widząc zachowanie krasnoluda. Albo raczej reakcje co niektórych osób. Sam nie jadł, popijał krew z kubka. Zamówił ja dla siebie wraz z jadłem dla drużyny. Była ona oczywiście zwierzęca, a konkretnie kurza. Nie najlepsza, ale cóż... przyssanie się do jakiejś dziewki w karczmie mogło zostać źle zrozumiane.
- Cel podróży się nie zmienił - odparł na pytanie Kiellona. Też co innego miał odpowiedzieć?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej