Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Marduk Draven:
- Co Zartat da, to zniosę.- odrzekł z pełną powagą Marduke.- Ale potrafisz mimo wszystko odebrać apetyt...- mruknął, patrząc niechętnie na jagody.
TheMo:
A Themo patatajał sobie spokojnie na swoim ogierze tak pomiędzy wozami. Przynajmniej nikt mu nie wciskał jagód wątpliwego pochodzenia, przez które o mało nie zginął człowiek. Zamiast tego chciał ponownie liczyć drzewa, ale stracił rachubę przy czterysta dwudziestym ósmym. Trzeba było wykombinować coś innego, żeby podróż się nie dłużyła. Zaczął więc cicho pod nosem nucić znane sobie krasnoludzkie ballady, jakie to poznał w Bastardo i innych miejscach gdzie się dużo pije.
Dragosani:
No i sobie jechali. Mardukowi coś podejrzanie burczało w brzuchu, lecz chwilowo nie uzewnętrzniało się to. themo zaś trzy razy obskoczył cały swój mentalny śpiewnik pijacki. Słońce zaszło, a Drago dalej ich cisnął. Nie chciał się zatrzymywać. Twierdził, że ostrzegał, że tego dnia czeka ich ciężka przeprawa. Po pewnym czasie jednak, w oddali zalśniło światło.
Otoczony drewnianą palisadą zajazd. Duży, z kilkoma budynkami, gotów przyjąć większą liczbę podróżnych. Idealne miejsce na nocleg. i w tym momencie król w swej mądrości postanowił się zatrzymać. Wprowadzili wozy w obręb palisady. Z głównego budynku mieszczącego gospodę dobiegały ich wesołe śpiewy i śmiechy. A także zapachy. Gdy konie zostały uwolnione od wozów, gdy zapewniono im pożywienie i wodę, wampir wprowadził grupę do środka. Zajęli jeden z większych stołów, a Drago zniknął gdzieś porozmawiać z gospodarzem. Przyniesiono piwo, po chwili zaś zaczęto znosić jadło. Wampir się szarpnął i zapewnił grupie wyżywienie. Prócz jakiś tam pomniejszych dań, na środku stołu zaszczytnie spoczywała pieczeń z dzika. Rzecz jasna z jabłkiem z pysku. Nie można zapominać o jabłku w pysku.
- Bierzcie i jedźcie z tego wszyscy - powiedział, zasiadając pośród drużyny.
24211 g - 200 g = 24011 g
Zaidaan:
Emerick już zmęczony ciągłym siedzeniem na dupie chciał w końcu wysiąść i wychlać kolejną beczułkę piwa, no bo ileż można siedzieć w miejscu i w dodatku byè trzeźwym? Nareszcie jednak dojechali pod zajazd, Hetman uradowany zsiadł z wozu i wlazł na ten drugi, prowadzony przez jaszczurkę. Znalazł tam śpiącego wikinga. Bez zbędnych ceregeli po prostu go kopnął, no ale nie znowu tak za mocno, tak żeby poczuł.
- Wstawaj, idziemy pić!
Zawołał i zszedł z wozu i udał się do zajazdu. Zasiadł na miejscu przy wielkim stole i ukroił sobie nieco dużo pieczeni z dzika, który koniecznie musiał mieć jabłko w pysku. Od razu zabrał się za jedzenie, popijając co chwila piwem.
Nawaar:
Krasnolud nadal siedział, ale ile tak można? Widocznie długo, bo król miał kaprys jechać resztę dnia, całą noc i o poranku zakończyć część podróży. Kiellon oczywiście z racji tego, że długo podróżowali, urwał mu się film i spał jak jakiś dzik w zaroślach! Właściwie to wytrzymał pół nocy, więc dopiero obudziły go odgłosy karczmy wraz z zapachami, jakie wydobywały się z budynku. Dla brodaczy to był właściwie namiastka raju. Dlatego zerwał się, przebudził i ogarniał swoim wzrokiem, gdzie przebywa teraz. W tym momencie nabrał pewności, że jest koło karczmy! Kiellon zerwał się i popędził do budynku, gdzie zasiadł za stołem wraz z całą kompanią. Tam czekał na nich dzik, który kusił, by go wpałaszować do końca. - Ament jak to mówią w katedrze i święci bracia. Tutaj puścił oczko w stronę Mardukczka oraz lekko uwydatnił usta, robiąc dziubek! Taki zabawowy był w tym momencie, ale to raczej chodziło o delikatne zniesmaczenie ekipy, by więcej dzika dla niego zostało! W każdym razie zabrał się za żarcie w iście brodaty sposób wszak władca płacił! Paladyn mając pełne usta jedzenia i picia, zagaił, oczekując odpowiedzi. - Jaki dalszy cel podróży?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej