Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (26/211) > >>

Narrator:
Człowiek widząc pomoc lekko sią uspokoił.
- Pomoc! Dzięki bogom! Proszę, pomóżcie, jakiś kretyn trafił mnie żelazem w dupe gdy ja se tu jeno jagody zbierałem! Cholera, wstać nie mogem!
Po chwili nawet krasnolud znalazł na spodniach małą dziurkę w wielkości kuli po muszkiecie na jednym z pośladków.

TheMo:
Ignorując lament kobiet, który na szczęście stał się nieco mniejszy, przystąpił do działania, zanim staruszka całkiem straci dech w tych starych, obwisłych piersiach. Co prawda nie byłaby to wielka strata, ale z racji młodych kobiet i potencjalnych problemów z jej mężem, oraz spokoju własnego sumienia należało to zrobić. Stanął za nią i objął jej tułów. Zaciśniętą pięść przyłożył trochę pod mostkiem kobiety i nałożył na nią drugą, otwartą dłoń. Zdecydowanym ruchem pociągął obie dłonie o wewnątrz, nieco po skosie w górę. Czynność tą powtarzał aż Jadwiga nie odzyskała oddechu.

Dragosani:
Dzięki zabiegom Thema, Jadwiga odzyskała oddech. Po kilku pchnięciach Lorda Generała, staruszka odchrząknęła. Towarzyszyło temu głośne "mlask". Takie wilgotne. Z ust starszej pani wypadła najpierw jej szczęka. Sztuczna, jeden z nowszych wynalazków sztuki rzemieślniczej. Jeden z zębów szczęki był odłamany. Wypadł w chwilę po tym, z cichszym "mlask". Starszuka odetchnęła. Jej córki natychmiast do niej dobiegły.
- Mamo! - krzyczały i tuliły matkę. Jadwiga rozejrzała się, lecz nie dostrzegła winowajcy.
- Musicie panie Skrzetuski wychłostać tego łotra! - zawołała wściekłe.

TheMo:
-Nie ma za co.
Mruknął cicho pod nosem ratownik, po czym wrócił na swoją pozycję. Przejrzał się leżącej na ziemi protezie. Ciekawe, acz niebiezpieczne, co było z resztą widać. Gdy już jeden problem był z głowy, trzeba było się zająć kolejnym. Przynajmniej dopóki Kiellon nie wróci. Sądząc po nastroju Jadwigi, czeka go soczysty opr.
-Mości Skrzetuski, trzeba w końcu pomóc to koło wymienić.
Podszedł do wozu i kucnął przy rozwalonym kole próbując ocenić co się z nim dokładnie stało i co jest uszkodzone. Przy okazji kątem oka zerknął do środka wozu starając się wypatrzyć jego zawartość.

Nawaar:
Krasnolud oczywiście wiedział, że to on trafił! Dziwne, by było, żeby wyparł to ze swojej pamięci, ale miał pewien pomysł, żeby uniknąć tych konsekwencji. Dlatego gra swoje, bo może i ma teraz zupełnie inne imię. Dzięki temu mógł nieco nagrzeszyć na inne konto, więc brodacz zaczął tak.
- Widzi pan, bo ja chciałem go ściągnąć, a niestety nie trafiłem. Przepraszam, bo przez to pan oberwał od tego skurwiela. Widocznie strzeliliśmy razem, ale go nie ustrzeliłem. Jednak spokojnie na trakcie mamy najlepszego medyka. Wstawaj dobry człowieku.
Kłamał z nut, ale cóż mógł poradzić. Teraz podciągnął człowieka do góry, lecz delikatnie, by go jak najmniej bolało. Następnie łapą sięgnął po koszyk z jagodami, bo to w końcu ranny je zbierał.
- To idziemy, gdyż nie daleko. Tylko spokojnie, jakby pana bolało to się zatrzymamy. Mamy czas hehehehe.
Zaśmiał się głupkowato i ruszyli mozolnie w kierunku traktu, oby wszyscy uwierzyli w tą bajeczkę!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej