Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (22/211) > >>

Marduk Draven:
Pomógłszy zejść z wozu starszej córce i uraczywszy ją uśmiechem, Marduke - Zygfryd skierował się do Emericka,
- Ależ panie Skrzetuski, przy damach należy się wysławiać jak najpiękniej.- odrzekł.- Bo piękna mowa jest tym, czym należy raczyć piękno dam.- dodał.- Acz Pan Skrzetuski słusznie to ujął, gdzież zmierzacie panie? Może miłościwi Bogowie nam dadzą, że zawędrujemy tam razem? Radniej to będzie, zarówno wam, bośmy wychowani i w sztuce wojennej wyuczeni jako ochrona, no i nam, jako że nie ma nic lepszego dla mężów od towarzystwa tak zacnego.

Dragosani:
Dragosani zaś ani myślał zejść z wozu i pomóc. Po co, skoro poszkodowany pojazd odskoczyli już inni? Zamiast tego obserwował  całą sytuację. I najwyraźniej bardzo dobrze się bawił. Oczywiście także zwracał uwagę na otoczenie. Takie zatrzymywanie się w środku lasu mogło być niebezpieczne.

Tymczasem przy wozie kobiet...
- Och, dziękuję zacni panowie. To są prawdziwi mężczyźni, a nie takie pokraki! - Szturchnęła mocno woźnicę. Biedak sapnął cicho. Co ciekawe jedna z młodszych kobiet także.
- Ależ gdzie moje maniery - zawołała nagle matrona. - Jestem Jadwiga, żona lorda Ruperta Horsta  przedstawiła się. Nazwisko było dość znane w stolicy. Był to bogaty kupiec, które jakimś cudem dorobił się swojego czasu tytułu szlacheckiego. Oczywiście bez ziemi, lecz mimo to, zgodnie z obecną modą, odgrywał wielkiego pana pośród towarzystwa.
- A to moje dwie córki, Kasia i Gosia.  - Dziewczyny skłoniły się. Ciężko było określić która jak się nazywa.
- Pan Skrzetuski? - zapytała, powtarzając zasłyszane fałszywe nazwisko. - Co za przypadek! Właśnie zmierzamy do winnicy pańskiego krewniaka, Witolda. Dziś ma zaprezentować nowe wino i urządził z tej okazji przyjęcie. Z miłą chęcią przyjmiemy więc propozycję wspólnej  podróży. Witold na pewno się ucieszy na widok rodziny!  

TheMo:
Ze wszystkich dostępnych imion na tym świecie Emerick musiał przyjąć taką, która wszystkich wkopała. Trzeba więc teraz posłużyć się mową i wybrnąć z tej nieciekawej sytuacji.
-Panie wybaczą, ale terminy nas gonią i do wieczora musimy się znaleźć w Eandor, by dokonać wymiany a potem szybko wrócić do Efehidionu. Sama pani rozumie, interesy. Chociaż mnie tam płacą od dniówki.
Powiedział co mu ślina na język przyniosła w nadziei, że to przyniesie lepszy skutek i nie wpakuje ich w jakąś spiralę losowych zdarzeń niekorzystnych.

Dragosani:
Do rozmowy wtrąciła się Kasia. Albo Gosia.
- Do Eandor? Musiał się pan pomylić... Eandor leży na zachodnim wybrzeżu. To daleka droga ze stolicy. Zajmie wam wiele dni, nie godzin.  - Jadwiga spiorunowała ją wzrokiem.
- Pan wybaczy to grubiańskie wtrącanie się. Młode to, płoche.  

Zaidaan:
Natomiast Emerick spiorunował wzrokiem Thema.
- Ah, przepraszam za mego sługę, który niestety źle wyliczył odległość do Eandor, ale widzę że córka zna się na rzeczy. - uśmiechnął się niewinnie. - Ale tak, musimy jak najszybciej dotrzeć do Eandor i choć bardzo pragnąłbym z pięknymi paniami wspólnie odwiedzić mego krewniaka, to niestety nie mam takiej możliwości. Choć wierzę, że bogowie dadzą, że spotkamy się ponownie w najbliższym czasie, aby go razem wspólnie spędzić. Ah, aż mnie serce ściska z utraty takiego towarzystwa. Ale czas nagli.
Powiedział to najlepiej jak umiał i żeby to też miało jakiś sens to co mówi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej