Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Zaidaan:
Przygotowanie koni jak i gołębia na śniadanie szybko zostało załatwione. Po zjedzeniu gołąbków Emerick usiadł sobie wygodnie na wozie Draga żeby odpocząć po posiłku. Z każdym metrem oddalali się od stolicy gdzie bandziory i inni mogli by już sobie bezkarnie okradać innych lub odwalać inne rzeczy. Może w dodatku spotkają kolejną sekte, a może pogański lud? Narazie spotkali tylko wóz bez jednego koła z dwiema dziewkami i jedną starszą, wyglądającą na macochę i biedaczyną, który od tej kobiety chodzi wte i we wte. Emerick wstał i z uśmiechem zawołał.
- Witajcie piękne niewiasty! Pomoc już nadchodzi! - powiedział do kobiet z uśmiechem na twarzy i później odwrócił się do drugiego furgonu karawany. - Hej, Kazmirze, Janie! Na co czekacie? - krzyknął na Kiellona i Torsta, oczywiście zmienił imiona aby nie ujawnić prawdziwej toższamości.
Sam też po chwili zeskoczył z wozu i popatrzył na Marduka.
- Ciebie też te piękne niewiasty potrzebują, Zygfrydzie, tylko maski nie zakładaj bo jeszcze się wystraszą.
Zaśmiał się i podszedł bliżej czekając aż jego "podwładni" zrobią co należy, wszak on jest kupiec i tego robić nie powinien.
TheMo:
Podczas kolejnego etapu podróży, zajmująca czynność jaką było wydłubywanie z zębów resztek posiłków, została przerwana przez losowe zdarzenie na drodze. Mianowicie jakieś kobiety potrzebowały pomocy. Hetman jako pierwszy rzucił się z pomocą. Trudno było mu się dziwić, patrząc na te niewiasty. Themo sam zeskoczył z konia, jednak jego cynizm nakazał mu zachować ostrożność.
-Panie nie boją się tak same podróżować? Traktaty niebezpieczne.
W końcu on jako jedyny tutaj nie krył się za przebraniem. Uznał, że konwój z ochroniarzem wygląda nieco bardziej naturalnie i może zniechęcić drobnych opryszków. O ile kobiety na takowych nie wyglądały, o tyle już woźnicy przypatrzył się nieco dokładniej, wypatrując głównie broni, które mógł nosić. I jeszcze kryty wóz. Takie towarzystwo powinno wozić się bogato zdobionymi karetami. Na koniec krzaki, których tu jest pełno i mogą służyć jako ukrycie dla potencjalnej zasadzki. Chyba gorszego terenu na nagły wypadek nie można było znaleźć. Dla bezpieczeństwa stanął przy starszej kobiecie, by w razie czego potencjalny kusznik miał utrudnione zadanie.
Marduk Draven:
Po skromnym posiłku, jakim był istny cud, który spadł z nieba w postaci gołębia, drużyna wyruszyła. Po jakimś czasie podróży, który paladyn spędził w masce na wozie Dragosaniego spotkali damy i starą prukwie w opałach. Draven z początku jedynie obserwował zza swej stalowej maski. Obaczył sam wóz, jego uszkodzenia, woźnicę - mężczyznę w wieku średnim, znacznie odstającego od reszty zbieraniny. Następnie matrona, no i dwie młode, urodziwe córki. Themo i Emerick, przystrojony w swój strój ruszyli na pomoc. Zawołany, zdjął swą hełmo - maskę i postawił ją na swoim miejscu. Wstrząsnął włosami, który zdążyły przywrzeć do głowy i ruszył w stronę wozu.
- Oczywiście, jaśniepanie, dla niewiast w potrzebie ratowania, zawsze znajdzie chęć do pomagania!- zarymował dźwięcznie i podszedł do wozu. Wystawił dłonie do tej starszej córki, przy okazji uśmiechając się.- Pani pozwoli, pomogę, bo tego w tej chwili pragnę!- rzekł jej, czekając aż się go uchwyci, by pomóc jej zejść.- Jak już z wozu zejdziecie, w mig o naszej sprawności się dowiecie.- dodał jeszcze.
Nawaar:
Krasnolud znudzony, doczekał się wyjazdu z tak długiego postoju, bo była masakra tam! Nic nie mówiono, tylko cisza i wykonywane polecenia jedno za drugim. Kiellon również wsiadł na drugi wóz, który prowadził nader milczący jaszczur a obok siedział jeszcze niezbyt trzeźwy wiking! Doprawdy brodacz wybrał sobie iście towarzystwo do rozmów. Lepiej nie mógł trafić! W każdym razie psy szczekają, a karawana jedzie dalej, bo wozy ruszyły dalej ku zakończeniu tej wyprawy, która tak właściwie się nie zaczęła. Paladyn oczywiście w pogotowiu miał swoją fuzyjkę, by zrobić z niej należyty użytek. Jednak nadal mijali podróżnych i inne wozy, lecz zagrożenia nie było. Oczywiście do czasu, gdyż na trakcie, gdzie wokół był las spotkali damy w tarapatach. W tym zdarzeniu wszystko wyglądało na zbieg okoliczności, ale czy na pewno? Kiellon jako ochroniarz został poproszony, a raczej zmuszony do wzięcia udziału w tej interwencji. Jednak kiedy usłyszał słowo Kazmir to ponownie coś w nim pękło! Kazmir lepiej nie mógł wymyślić. Jednak obyło się bez wyzwisk i innych takich, gdyż misja króla najważniejsza! - Zrobim, co możem panie. Udał wiejskiego głupka, którego stać było na taki arsenał jaki posiadał i oczywiście zszedł z wozu, by raczej sprawiać pieczę nad porządkiem, by nic się nie stało. Każdy pewnie wiedział dlaczego nic więcej nie uczynił, bo oczywiście zbroja przeszkadzała w lepszym działaniu, ale nonszalancja Marduke wobec jednej z panienek była godna podziwu. Widać było, że czuł bluesa jak powinno gadać się z kobietami, więc nie dziwota, że w Bractwie to również wykorzystywał, okrutnik jeden no! Brodacz mając muszkiet w dłoniach, obserwował okolice dość dokładnie czy, aby gdzieś krzaczki się nie poruszyły.
Zaidaan:
- Ach, Zygfrydzie. - Emerick zdziwiony nagłą poezją Mardukeja aż machnął rękoma. - Skończyłbyś już te swoje poezje, słuchać hadko. - skarcił Mardukeja, jednocześnie pomógł zejść młodszej córce uśmiechając się przy tym. - Dokąd zmierzacie, piękne panie?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej