Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (208/211) > >>

Zaidaan:
Emerick nie znalazł żadnej pochodni, niestety. Jak tylko zapadła ciemność zaczął klnąć jak szewc urozmaiczając chodzenie po omacku w nieznanym pomieszczeniu. Emerick też wystawił ręcę pred siebie aby w coś nie uderzyć. Na szczęście usłyszał jak nagle ktoś schodzi z góry do nich i to jeszcze z pochodnią! Myślał,że to Galahad jednak pomylił się. Obiecał sobie, że gdy wrócą do stolicy to osobiście tego królewskiego strażnika wychłosta, zabrał ich do jakiś podziemi a potem zniknął jak tchórz. Wziął od jaszczurzego wybawcy pochodnię i ruszył powoli w kierunku pomieszczenia, z którego wylazł śluz.
- Długa historia.. I postarajmy się teraz nie wyrzucać wszystkich naszych pochodnii.
Popatrzył spode łba na Kazika, ale teraz trza sie zająć przeszukiwaniem pomieszczeń!

Nawaar:
Część planu krasnoluda się powiodła, ale druga natomiast niezbyt. Na przyszłość będzie pamiętać, żeby nie ładować broni, gdy nie ma cię kto osłonić. Taka nauczka na przyszłość, którą okupił dostaniem rogami w tors. Dzięki zbroi ojczulka zdołał przetrwać, jednakże nie zdążył się odegrać demonom, bo Marduke wszystko co żyło ubił. Wszystko co się zaczęło mogłoby się już skończyć, nieprawdaż? Jednak przezorność Kiellona nakazywała mu dokończyć ładowanie muszkietu oraz pistoletów. Trochę to zajmie, ale chyba będą mieć czas na to? W sumie tak patrząc się na dziwne zwłoki, zadał pytanie wampirowi. - To wystarczy połączyć dwie kobiety, by powstawały demoniątka od tak bez, niszczenia pieczęci otchłani? To jakiś absurd, ale jeszcze jedno cz z tego czegoś mogło wyjść coś znacznie większego? Brodacz mimo to rozejrzał się nerwowo, nie czuł się tutaj zbyt komfortowo, a obrazy tego miejsca będą go prześladować na wieki.     

Marduk Draven:
Atmosfera tego miejsca przyprawiałaby Dravena o ciarki. Ale nie robiła tego przywyknął. Rozejrzał się i wytarł szablę oraz sztylet. Schował je na swoje miejsca. Zdjął hełm. Był zmęczony. I żałował, że Madaron nic nie pamięta.
- A jeśli zamiast tego dokonywali jakiejś transformacji zwykłych dzieci, albo płodów w te demony?- spytał.- Może robią coś podobnego, do waszej ręki, wasza wysokość. Zamieniają ludzką tkankę w demoniczną.- kontynuował.- Mieli czas. Mieli przewodnika, mieli pewnie fundusze.

Dragosani:
Dragosani podszedł do ciała dwójki zmutowanych kobiet i kucnął przy nim. Zaczął oglądać je, badać. Rozchylił nawet demoniczną ręką rozcięte łono i zajrzał do środka. Ciało wyglądało... źle. Bardzo źle.
- To się nazywa daemonculaba - powiedział w końcu. - Sądziłem, że to tylko chore rozważania uczonych opętanych przez żądzę poznania mrocznej sfery świata. Jak widać, myliłem się... - Znów spojrzał na ciało.
- Kobiety są najpierw torturowane... - zaczął wyjaśniać. - Potem poddawane skomplikowanemu i wyjątkowo bolesnemu procesowi przemiany. Pominę jego opis. W efekcie powstaje taki właśnie twór. Te kobiety... według opisów one były cały czas świadome. Mimo iż całkowicie straciły panowanie nad swoimi ciałami. Marduke miał trochę racji... - Zerknął na paladyna. - Daemonculaba służy do przemieniania żywej tkanki w wypaczenia zbliżone do demonów. Nie były to raczej prawdziwe, otchłanne demony. Jedynie coś bardzo do nich podobnego. Coś co powstało w naszym świecie i zyskało jedyne demoniczne cechy. Mniej więcej. - Wstał. - W sumie to demony niższe mogą przybywać do naszego świata, bez niszczenia Pieczęci. Wymagane są jednak do tego rytuały. Może właśnie to... - Wskazał na ciało. - Jest przykładem czegoś takiego? I czy w taki sposób można stworzyć, sprowadzić coś niebezpieczniejszego? Nie wiem. Jak mówiłem, wcześniej przypuszczałem, że to tylko teoria.


Droga do pomieszczenia nie była usłana różami! Lepiła się od roztopionego śluzu. I śmierdziała. Pomieszczenie, które było więzieniem śluzu było puste. Jego kamienne ściany były pokryte śladami śluzu i jakby nieco wyżarte. Jakby sam śluz się bardzo powoli przeżerał przez nie. Aż strach pomyśleć co by się stało pochwyconym przez to coś człowiekiem. W rogu pomieszczenia, zaraz nad podłoga znajdował się mały otwór. Bardzo mały, zmieścić się w nim mogłoby może małe zwierzę. Nie było wiadome gdzie prowadzi. Nawet światło pochodni nie rozświetlało mroku na tyle, aby ukazać jego koniec.

Zaidaan:
No i kolejne pomieszczenie zbadane. No ale po co komu badanie tych cholernych pomieszczeń jak tu nic w nich nie ma? Emericka jednak dalej korciło sprawdzenie co jest za kolejnymi drzwiami. Wrócił z więzienia żelka i podszedł do ostatnich,lewych drzwi pierwszego pomieszczenia. Jako iż nabrał już odpowiedniego doświadczenia, kolejne wyważone drzwi nie powinni sprawić problemu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej