Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (207/211) > >>

Nawaar:
  - Co do chuja?! To jest coraz bardziej pojebane niż myślałem, że będzie! Krzyczał, bo nigdy w życiu czegoś takiego nie widział, i nie zobaczy. Masakra, ba nawet się odsunął, gdy kwas a może mleko? Wypaliło dziurę koło stopy Marduka. W międzyczasie "urodzone" demoniątka zaatakowały towarzyszy. - Wy się dziwicie, czemu ja piję. Trza zabić to coś! Dodał jeszcze, bo na więcej nie było czasu. Krasnolud następnie wyciągnął naładowany muszkiet, gdyż nie chciał za bardzo podchodzić do istoty do tego miał odpowiedni zachowany dystans. Dlatego wymierzył w łeb jednej z kobiet nadal, nie wierząc w to co widzi, ale jedno jest pewne, że cierpią, więc nacisnął na spust muszkietu. Srebrny pocisk przeleciał przez arenę, omijając małe diablątka, by zatopić się w potylicy jednej z kobiet. Miękka część głowy nie mogła przeciwstawić się takiemu impetu, podczas spotkania pocisku i skóry, i dobrze, bo to śmierć na miejscu z powodu zniszczenia mózgu, który w postaci każdej abominacji musi pełnić jakąś funkcję! W każdym razie jedną część można uznać za martwą? Nie było czasu na stwierdzenia, albowiem demoniątka były za blisko.
    Krasnolud opuścił muszkiet na ziemię, aby ponownie dobyć młota. Młot był gotów tak jak jego posiadać dwie kreatury zaatakowały go, gdy dojrzały co kula zrobiła z ich rodzicielką. Wściekłość na tych małych pyszczkach wyglądała uroczo, ale cóż trzeba pozbyć się kolejnych śmieci. Kiellon poczekał, aż przeciwnicy obniżą tor lotu w tym czasie zebrał w lewej dłoni energie magiczną, którą wykorzystał do ciśnięcia dwa demoniątka o siebie, a zrobił to za pomocą telekinezy. Wszystko wyszło zgodnie z planem stworzonka zderzyły się a jedno uderzyło w zbroje Marduka swoją głową drugie, poleciało nieco dalej. - Przepraszam. Rzekł podchodząc do przełożonego, by standardowo zdzielić po łbie małego demona. Właśnie tak było, kiedy podrywało się powoli do lotu oberwało obuchem z góry na dół prosto w główkę. Czaszka demona wgięła się do środka, a on sam spadł tam, gdzie był chwilę wcześniej. Oczy wypłynęły na ziemię, a za nim mózg przykry widok, ale ten w oddali był znacznie gorszy! Drugi demonek zaatakował go niemal natychmiast chcąc ugryźć brodacza w gardło dziwnie to wyglądało, ale cóż taka taktyka albo wściekłość nim kierowała to bez znaczenia w tej chwili, ponieważ musiał uniknąć tego ataku, przez proste zejście w bok. Demoniątko zatrzymało się, lecz było za późno na reakcje z takiego powodu, że zadziałało przemieszczenie już, któryś raz z kolei. Kolejna bestia rodem z otchłani oberwała srebrnym młotem w plecy. Cios został zadany jak zawsze z góry na dół dla zwiększenia impetu. Demon poraniony srebrem wbił się w ziemię zostawiając mokrą plamę zbyt mocno, oberwał w swe małe plecy. ÂŚmierć na miejscu. - Marduke dobij! Wykrzyczał choć stał obok człowieka.
Kanclerz kończąc swoją część roboty, postanowił naładować muszkiet. Uważał, że może się przydać solidna siła ognia, sądził, że to dopiero początek nieprzyjemnych rzeczy w tym pomieszczeniu. Jeśli będzie mieć okazję to spróbuje również, naładować pistolety*

Pozostaje 30 srebrnych pocisków

1 x Dziwadło jedna z matek oberwała kulą, ale jak potoczy się dalej zależy od MG
3 x Demoniątko

// * Jak się uda to się uda, a jak nie to nie! Również decyzja MG

TheMo:
Na razie bez przeszkód. Małymi kroczkami parł do przordu. Wolno i powoli, by nie nabawić się zbędnych ran i odnaleźć wyjście z tej ciemni, zanim udusi się w tym smrodzie. Nawet jeśli wzrok się przyzwyczai to i tak na nic mu się to zda. Może polegać jedynie na słuchu i dotyku. Nasłuchiwał więc co działają jego towarzysze, oraz czy ktoś nie zmierza w ich stronę.

Dragosani:
Jedna z głów dziwadła opadła, rozbryzgując wokół krew. Nie poruszała się, nie wrzeszczała, więc zapewne nie żyła. Pozostała druga. Wysunęła długi język, lecz paladyni stali za daleko, aby mogła nim ich dosięgnąć. Strzeliłaą więc znów kwasem. Zielonkawy strumień ciecz z jej sutka pomknał przez powietrze wprost w kierunku twarzy Dravena.

Tymczasem Kiellon nie zdążył przeładować broni. Dwa demoniątka niemalże równocześnie spadły na niego, pikując z oszałamiającą prędkością. Krasnolud nie miał szans na uniknięcie ich ciosów. Małe rogi demoniątek uderzyły w jego pierś. Zbroja wytrzymała te ataki, jednak sam Kiellon musiał odstąpić kilka kroków. Siła uderzenia była spora. Demoniatka natychmiast to wykorzystały i zaatakowały brodacza swoimi włóczniami.

1 x Dziwadło; jedna z matek nie żyje
3 x Demoniątko


Tymczasem zaś Bękarty, wiedzione przez ciemność przez swego dzielnego dowódcę, ujrzały światło. Jakaś postać pokazała się w korytarzu, schodząc ze schodów. Niosąc światło, niczym mityczny anioł, zstąpiła w podziemia, przynosząc Bękartom zbawienie. Problem polegał na tym, że ani to anioł, aby zbawienia nie przynosił. Postać miała łuski, ogon i była "raczej brzydka", zaś samo zbawienie okazało się zwykłą pochodnia.

Gascaden:
Może i zbawienie w postaci anioła było trochę brzydkie, łuskowate i w ogóle bardzo gadowate, lecz przyniósł zbawienie! Płonącą pochodnię, niczym bogactwo! Rozejrzał się po Bękartach, tak trochę dziwnie. Chwile się zastanawiał co tu powiedzieć i dlaczego siedzą tu po ciemku,jeszcze w takim smrodzie?
- Coś tu się stało?

Marduk Draven:
Sytuacja malowała się w odcieniach szarości. Nie przez paladynów. Oni mieli ręce, a właściwie wszystko pełne roboty. To król leniwie obserwował ich zmagania ze złem tego świata. Jednak Draven nie miał czasu na narzekanie. Musiał umknąć przed strumieniem kwasu frunącym ku jego twarzy, a raczej masce(choć pewnym było, że przeżre on stal), wystrzelonym z dość osobliwego miejsca. Bowiem jaka matka strzela kwasem z sutka? Dozownika życiodajnego pokarmu dla dzieci, oraz niemałej uciechy chłopców nieco... starszych...
Marduke umknął zwodem w prawo. Kwas trafił w podłogę za nim, żrąc ją jak sępy padlina. Z tym, że sępy nie generowały dymu... Paladyn skrócił dystans kilkoma szybkimi ruchami i ciął na odlew szablą w formie obrony przed językiem, którym maciora wystrzeliła w niego niczym batem. Duża jego część upadłą na ziemię, sikając krwią, zaś demoniczna matula chciała zaatakować okaleczonym narządem mowy raz jeszcze.  Problem był taki, że straciła wojownika z oczu. Rozpłynął się w powietrzu jak przysłowiowa kamfora. I pojawił się niespodziewanie jak grom z jasnego nieba, tuż przy niej, tnąc oburącz szablą w szyję. Matka demonów nie miała nawet cienia szansy na reakcję. Jej głowa poleciała na ziemię, tocząc krwawy ślad na ziemi. Dla pewności jednak paladyn rąbnął jeszcze w połowie ich torsu, przecinając dwa byty na pół. Wtedy mógł uznać jej sprawę za skończoną. Zebrał energię magiczną w wolną dłoń, na wszelki wypadek. Odwrócił się w porę aby zobaczyć jak demoniątka atakują włóczniami Kiellona. Bez zastanowienia zainkantował pocisk esencji.
- Izeshar!
Czerwona kula światła zjawiła się jak na komendę w jego dłoni po to, by po chwili polecieć ciśnięta w jedno z demoniątek. Odwrócone i przez to niegotowe by jakkolwiek zareagować. Pocisk trafił je prosto plecy i spalił na proch.
- Pulvis es et in pulverem reverteris- mruknął przy tym. Chwycił telekinetycznym chwytem inne demoniątko. Powoli się zbliżał, dusząc je bez cienia litości. Stopniowo zaciskał pięść aż w końcu zacisnął ją i udusił dziecię piekła. Odrzucił szablę i dobył sztyletu. Przyciągnął ostatnie demoniątko do siebie, jednocześnie wyciągając srebrny sztylet przed siebie. Bez błędu, piekielnik mały nabił się na księżycowy metal i umarł, bądź raczej zdechł. Draven bez ceremoniałów ściągnął truchełko ze sztyletu i rzucił na ziemię. Kopnął je w geście pogardy.

0 wrogów

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej