Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Marduk Draven:
- Zaraza.- zaklął paladyn. Zużył całą sól na Madarona i teraz będzie musiał się męczyć. Poprawił uchwyt na szabli i przygotował się.- Stanowczo za dużo demonów jak na jeden dzień.- zaczął narzekać. Ciałem i duchem był gotowy, jak zawsze. Umknął przed pierwszym demoniątkiem, które zaczęło nawracać, po czym zrobił kolejny unik, tym razem manewrował tak, aby mieć pole do kontrataku. I ciął szablą po prawym skosie. Celnie i zabójczo, dekapitując przelatujące demoniątko. Mała główka potoczyła się po podłodze, zaś torsik spadł na ziemię z mokrym plaśnięciem krwi. Był to jednak ledwie początek batalii, po trzy inne demoniątka zaatakowały paladyna, niemal równocześnie szarżowały, lub też pikowały. Paladyn ujął telekinezą potworka najbardziej po prawej i cisnął nim w drugiego, który zaś wpadł na kolejnego, te wytrącenie z równowagi wystarczyło, jednakże w tej samej chwili inny piekielnik już pikował. Paladyn odrzucił szablę, dobył runy i wystawił rękę przed siebie.
- Anoshu!- zainkantował. Symbol runy błysnął niebieskim światłem a z ręki paladyna chuchnął mróz, który na kość zamroził pikujące demoniątko. Poczwarka skuta lodem upadła na podłogę i roztrzaskała się na drobne kawałki.
Inne piekielniki zaś zbierały się z ziemi. Draven ujął kolejną runę i wyciągnął wolną dłoń przed siebie.- Aresh!- zainkantował. Z ziemi wyrosły 4 stalagmity, który pofrunęły w stronę podnoszących się maluchów. Dwa w porę umknęły, jednak jeden z nich został przygwożdżony. Wszystkie 4 pociski trafiły - dwa w skrzydła, jeden w brzuch, jeden otwarte usta. Marduke schował runę i telekinezą przywołał do ręki szablę. Demoniątka były wściekłe, jedno zaatakowało z intencją ugryzienia paladyna, drugie szykowało się do ataku. Kanclerz Bractwa zdzielił płazem szabli te pierwsze, z siłą tak dużą, że poleciało na ziemie, po czym wykorzystał telekinezę i poddusił te drugie. Zbliżył się i chlasnął je szablą w poziomie. Nóżki poleciały na podłogę, a zaraz po nich tors. Paladyn przydeptał poprzednie, leżące demoniątko i bez żadnych ceremoniałów zdekapitował je czystym cięciem.
3x demoniątko
Nawaar:
Trzech towarzyszy przekroczyło próg drzwi, które stanowiły dość dziwną arenę? Ale nie taka jak w Atusel, tutaj śmierdziało demonami oraz ich sztuczkami. Pewnie nie jedno obrzydlistwo zobaczą zacni wojacy, lecz ile będą musieli się męczyć nim wrócą do domu? Wyprawa w sumie została zakończona, bo Medaron został uwolniony, ale ludzka ciekawość nie ma sobie równych prawda? Dziwne było to, że skądś brały się małe demoniątka, które znowu zaatakowały nim na dobre wojacy będą mogli się rozejrzeć lub spieprzyć stąd.
- Do chuja świeczki. Wkurzył się na dobre krasnolud dobywając jeno swego młota. Małe pokraki zaatakowały z sufitu prosto na kompanię, ale dzięki Zartatowi, Marduke wybił większość, wiec brodaczowi zostało jeno czynić honory. Kanclerz królestwa, nie czekał długo jak latające pokraki chciały go nabić na widły dobrze, że zaatakowały w trójkę, bo było łatwiej i to znacznie do tego, leciały one obok siebie. Kiellon poczekał chwilę i schodząc z linii ataku, zrobił obrót i uderzeniem z góry na dół, trafił w plecy demoniątko po jego prawej stronie. Stworzonko otchłani padło głucho na ziemię, zabite na miejscu, gdy pęknięty kręgosłup poranił dodatkowo organy wewnętrzne. Pozostały jeszcze dwa do wykończenia tutaj nie zamierzał wykazywać się finezją, tylko zrobił to co jego przełożony, a mianowicie zebrał w sobie energię magiczną, którą wypełnił swoje ramię i cisnął telekinezą przeciwnika o ziemię. Mały demonek został na posadzce, trzeci z nich napierał dalej, lecz serio nie było już czasu ani chęci na dalszą walkę u brodacza. Dlatego użył przemieszczenia, gdy widły dosięgały jego głowy. Krasnolud rozbity na atomy pojawił się za plecami atakującego go demona na szczęście było to, na tyle blisko, że biedaczek oberwał w małą główkę kolejnym uderzeniem z góry na dół. Siła ciosu oraz zawarte w młocie srebro sprawiło, że z czaszki nic nie zostało jeno mokra plama, z której wylatywała krew w sumie nawet, nie poczuł jak umarł. Wszystko zmierzało ku końcu walki. Brodacz jeszcze wykonał kilka kroków na przód, by zebrać energię magiczną i rzecz inkantację pocisku esencji. Demoniątko już powoli się ogarniało, ale było już za późno na ucieczkę! - Izeshar! Wypowiedział krasnolud i w dłoni, pojawiła się kula energii, która ciśnięta za pomocą telekinezy, trafiła bezpośrednio w głowę demona. Magiczna energia zawarta w kuli, wypaliła skórę, kości i mózg. Tworząc niezwykły smród na arenie, ale dziwnym trafem brodacz czuł, że to dopiero początek. Jednak na chwilę walki ustały, oby na dobre!
0x demoniątko
TheMo:
-Kurwa! Galahad! Potrzebne kolejne światło!
Krzyknął do rycerza, który pozostał na górze, w nadziei, że ten usłyszy i zjawi się tutaj z wybawieniem. Bo na razie to zapanowały ilusmirskie ciemności. Ostatnie światełko, jakie widział to to przy wyjściu. Próbował podążać powoli w jego stronę z wyciągniętymi przed siebie dłońmi, by boleśnie o coś nie zawadzić. Co prawda miał zbroję, ale i tak wolał być ostrożny. Spotkania ze ścianą zawsze źle się kończą. No i jeszcze trzeba uważnie stąpać, by nie skończyć na podłodze, wśród tego śmierdzącego śluzu. Więc albo się tu udusi, albo szybko wyjdzie.
Dragosani:
Ostatnie demoniątko zostało zabite. Jego małe ciałko padło na ziemie. I wtedy rozległ się krzyk. Krzyk cierpienia dwójki kobiet. Abominacja ze środka sali krzyczała w bólu. Rozcięcia w brzuchach kobiet rozwarły się. Pokryte krwią i śluzem wnętrze ukazało małe dziecięce ciałka demoniątek. Potworki powychodziły z wnętrza kobiecego dziwadła i wzniosły się w powietrze na swoich skrzydełkach. Wściekle sycząc ruszyły do ataku na drużynę. Ich "matka" znów zaskrzeczała w bólu. Z jednego z jej sutków wystrzelił strumień zielonkawej cieczy. Płyn uderzył w podłogę u stóp Marduka. Powstała kałuża zaczęła syczeć i wypalać dziurę w płycie posadzki.
1 x Dziwadło
5 x Demoniątko
Galahad nie odezwał się. Widocznie już nie było go przy wejściu i zwyczajnie nie słyszał Thema. Themo zaś szedł powoli i ostrożnie. Chwilowo bez wypadków.
Gascaden:
Gascaden w sumie się nudził,ale to tak bardzo, ale to bardzo się nudził. Jego przełożeni poszli gdzieś w pizdu z królem bić demona, a Bękarty to w sumie nie wiadomo za czym poszły. Znudzony wiedział, że z demonem nie ma szans i tylko byłby piątym kołem u wozu, a może Bękarty nie znalazły nic aż tak niebezpiecznego co paladyni. Zaciekawiony wziął sobie jakąś pochodnie. Dzięki wcześniejszemu śledzeniu i podglądaniu Bękartów wiedział gdzie zniknęli. Rozpalił tą pochodnię i zszedł powoli schodami w dół.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej