Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Marduk Draven:
Marduke na razie nie zwracał uwagi na Madarona. Pogaduszki potem, wpierw obowiązki. Drzwi miały skomplikowany zamek i były wzmocnione.
- Mocne. Oparły się telekinezie.- powiadomił towarzyszy. - Gdzieś tu musi być klucz...
Zaidaan:
Emerick w ostatniej chwili zdążył uciec z korytarza i schować się zza ścianą nim Kazmir podpalił wybuchową beczkę. Dopiero po kilku chwilach po eksplozji postanowił zobaczyć czy śluz dalej żyje. Na szczęście już nic nie pozostało, no może tylko smród po spalonym śluzie.
- Ma ktoś może zapasową pochodnię? Bo jedyną właśnie straciliśmy.
Zadał retoryczne pytanie i zaczął poszukiwać pochodni nim całkiem ogarnie ich mrok.
Nawaar:
- Marduke ja mam klucz. Rzekł do lekko zdezorientowanego kolegi, który pewnie dołączył do wampira i krasnoluda. - Ja wkładam i przekręcam klucz. Wy mnie obstawiajcie, bo cholera wie co tam może być. Przezorność Kiellona mogła być upierdliwa, ale lepiej dmuchać na zimne, żeby nie było, więc włożył klucz w zamek, który następnie przekręcił, a na sam koniec delikatnie zaczął uchylać drzwi, aby nic nagle nie wyleciało i zjadło dzielnych egzorcystów.
Marduk Draven:
Marduke kiwnĂĄ kompanowi i przygotował się duchem. Upewnił swój uchwyt na szabli. Skoncentrował i zebrał energię magicznę i skierował ją w jedną część ciała - dłoń. Pozwolił by rozeszła się po niej i uformowała tam. Miał czas. Odmówił w myślach krótką modlitwę do Zartata i przygotował się do wypowiedzenia inkantacji pocisku esencji.
Dragosani:
Emeick nie znalazł drugiej pochodni. Ostatni płomyki zgasły i bękarcia drużyna została pogrążona w absolutnej ciemności. Coś tam majaczyło się od strony wyjścia z korytarza, ale na pewno nie na tyle, aby móc normalnie nawigować.
// W przypadku walki wszyscy macie karę Osłona nocy.
Napięcie rosło. Drzwi otworzyły się. I... nic na nich nie wyskoczyło. Nic ich nie zaatakowało. Dało się jednak słyszeć... jęk bólu? Drzwi prowadziły do pomieszczenia, które przywodziło na myśl teatr albo arenę. Było koliste, ze wspomnianą arenę lub sceną na samym środku. Prowadziły do niech schody, przy których były kamienne siedziska, koncentrycznie otaczające ją i pnące się coraz wyżej. Na samym środku "sceny" zaś było zagłębienie, jakby część posadzki tam zostało usunięte. Wewnątrz leżało... coś. Z początku wyglądało to jak kupa mięsa. Później jednak zaczęły doi paladynów i króla docierać szczegóły. Kończyny, głowy. Kształty mniej więcej ludzkie. Nie było im jednak dane przyjrzeć się bliżej, gdyż coś oderwało się od sklepienia i w powietrzu ruszyło do ataku. Kolejne małe demony.
8 x Demoniątko
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej