Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (204/211) > >>

Dragosani:
Drzwi zatelepały się w zawiasach, lecz nie wypadły. Musiały być wzmocnie na tyle, że oparły się telekinezie. Marduke dostrzegł także, że był w nich dość skomplikowany zamek, więc zapewne były też zamknięte na klucz. 

Demon wrzasnął z bólu, gdy sól zasypała mu twarz. Zaklął.
- Myślicie, że pokonaliście nas po exodusie, lecz mylicie się - odparł demon. - Nic więcej wam nie powiem - dodał i zamilkł.
- Jak chcesz - powiedział w końcu Dragosani. - Teraz odejdziesz. - Podszedł do opętanego i położył mu swoja demoniczną dłoń na czole, pomiędzy byczymy rogami. Zamknął oczy. Skupił całą swoją wolę na wygnaniu demona do Otchłani. Tak jak to czynił już wiele razy. Demon opierał się, próbował walczyć i zabrać ze sobą dusze Madarona... lecz nie mógł. Moc bestii była dla niego czymś, z czym nie mógł walczyć.
- To nie konieeeee...! - wrzasnął jeszcze i zamilkł. Ciało Madarona opadło na ziemię. Wyzwolone z kontroli demona i ze spętania przez krąg.
- C... Co? Gdzie jestem? - Tauren rozejrzał się. - Dragosani? Co się stało? - Spojrzał tępo za zebranych. Spod jego napierśnika wysunął się klucz, zawieszony na łańcuszku. Wcześniej był niewidoczny, ukryty pod pancerzem taurena.


A tymczasem śluz pełzł. Ponownie zaatakował swoimi mackami. Tym razem wysunął ich aż trzy i zamachał przed twarzami drużyny, niczym pedofil machający penisem przed dziećmi. Próbował uderzyć ich i zapewne powalić. Płomyki ognia trawiące śluz zaczęły gasnąć.

ÂŚluz

TheMo:
ÂŚluz jakoś nie wyglądał na przejętego wypaleniem części ciała, o ile to można było nazwać ciałem. W ogóle ten śluz nie wyglądał. Zamiast tego przybliżył się do nich. Themo cisnął resztą butelki pod nogi, a raczej podstawkę... O podłogę pod glutem w nadziei, że to go trochę powstrzyma. Następnie wycofał się przed nacierającymi mackami. Prosto do Kazia, który to wrócił z beczułką oleju. Wcisnął mu do dłoni pochodnię i sam zajął się łatwopalną cieczą. W końcu krasnal już dużo zrobił przynosząc ją tutaj. Bękart podtoczył ją jeszcze kawałek w stronę żelka.
-Odsunąć się!
Ostrzegł towarzyszy, by ci mieli czas na wycofanie się. Następnie zdjął pokrywę i podsunął się jeszcze bliżej, uważając na macki i płomienie. Gdy uznał, że był już wystarczająco blisko, przewrócił beczkę, by cała zawartość wylała się na, lub pod śluz i pochłonęły go płomienie.

Kazmir MacBrewmann:
A Kazmir cisnął jeszcze pochodnią w żelka, samemu się wycofując.

Nawaar:
Paladyn już milczał, bo i tak się niczego nikt od Karaka nie dowie. Teraz był moment na finał, którym było wypędzenie demona z ciała śmiertelnika. Krasnolud szczerze myślał, że będą jakieś fajerwerki czy coś? A, tu jeno przyłożenie dłoni do czoła i koniec?! Słabo to wyglądało, ale widocznie w tej prostocie tkwi piękno? W każdym razie tauren ocknął się z długiego letargu, a jego osłupienie było bezcenne! Kiellon ukucnął jak najbardziej potrafił, by mu powiedzieć co się stało, lecz najpierw przedstawienie się. - Kiellon aep Kharim, Kanclerz królestwa Valfden oraz wierny paladyn zakonu Zartata do usług! Wypowiedział się niczym jego staruszek ładnych parę lat temu, po czym przeszedł do meritum. - Zostałeś opętany, ale zdołaliśmy wypędzić łajzę z twojego ciała, także wszystko będzie już dobrze. Oczywiście brodacz pominął fakt, uśmiercenia kobiety w jego komnatach, gdyż duży szok mógł powodować problem z dogadaniem się na teraz. Drugą rzeczą jaką zrobił to zerwał kluczyk z szyi byka, wręczając go człowiekowi. - Chodźmy sprawdzimy, co tam jest a król niech sobie pogada. Lepiej o takich sprawach rozmawia się z przyjacielem niż obcym człowiekiem, tudzież krasnoludem. Chodźmy. Polecił i powoli zbliżył się do drzwi zamkniętych na zamek.

Dragosani:
Beczka z olejem potoczyła się w stronę śluzu i zatrzymała na nim, rozchlapując wszędzie swoją zawartość. I wtedy krasnolud rzucił pochodnią. Ogień liznął łatwopalną ciecz i całość wręcz eksplodowała jaskrawym ogniem. Płomienie dotarły do pochłanianej już przez śluz beczki, co jeszcze spotęgowało pożogę w korytarzu. Ogień zaczął pochłaniać śluz, który zdawał się być w jakimś stopniu łatwopalny. Galaretowaty twór zatrzymał się i zaczął roztapiać, sycząc przy tym i bulgocząc. Wokół rozszedł się paskudny smród, gdy śluz topił się w ogniu, kończąc swą egzystencję. Po chwili pozowała po nim jedynie bulgocząca kałuża i dogasające płomyki. I smród. Korytarz zaczęła ogarniać ciemność, gdy płomyki gasły.


Tymczasem paladyni szykowali się do otworzenia drzwi. Dragosani pozostał jeszcze przy Madaronie, tłumacząc mu spokojnie co się stało. Tauren był silny, więc pomimo szoku jakoś sobie radził. Kiwnął głową na jakieś słowa wampira i usiadł przy murku. Musiał nieco odpocząć, zanim wyjdą na powierzchnię. Drago zaś podszedł do paladynów. Sam był ciekaw co też może skrywać zamknięte pomieszczenie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej