Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Nawaar:
Krasnolud jakoś nie czuł się źle z powodu tego, że zabił mutantów, którzy stanowili porwani ludzie w ten sposób ukoił ich ból! - Ja to widzę inaczej, i nie nazwałbym siebie dzieciobójcą. Uwolniłem ich duszę ze zniszczonych skorup w w ten sposób już się, nie będą męczyć na tym świecie, także daruj sobie te uwagi. Skończył temat i przynajmniej, wiedział, że nie musi już nikogo szukać, ale i tak wielka szkoda, iż nikt się nie uratował. Widocznie ekipa przybyła za późno, i co towarzysze powiedzą załodze zatopionego statku? Wszak obiecywali, iż znajdą ich wnuczkę. Będzie problem. Kiellon powrócił do teraźniejszości, bo nie wiedział czemu, ale nie padło najważniejsze pytania!
- Walić pokoje, ale powiedz mi po co opętałeś taurena i kto ciebie wypuścił z otchłani Karnaku? Teraz należało czekać na odpowiedź.
Dragosani:
ÂŚluz wypełzł z pomieszczenia w którym był zamknięty i ślizgał się teraz przez korytarz. Był na tyle duży, że wypełniał całą jego przestrzeń. Jak głęboko sięgał, nie było niestety widać. Pełzł tak i bulgocząc zbliżał się do dzielnej drużyny. Wypalona część syczała cicho i ociekała jakimś czymś. Wypalił się spory kawałek śluzu, lecz ogień powoli dogasał. Trzeba było czyms go podsycić.
Tymczasem Kazmir znalazł zarówno beczkę z olejem jak i pokrywę do niej.
ÂŚluz
- Twój gniew jest pocieszny, śmiertelniku - odparł demon, niewzruszony. Albo też udawał niewzruszonego. - Nie jesteś sobie w stanie wyobrazić egzystencji w Otchłani, więc twoje groźby bólu są mało znaczące. Kto mnie tutaj sprowadził pytacie? Mój pan osobiście. Jestem tutaj już długo, zaraz pod waszymi nosami. Gdyby nie ta raanaarska szmata mógłbym kryć się jeszcze dłużej.
Marduk Draven:
Marduke splunął na twarz demonowi. Telekinezą przyciągnął sobie worek soli Kiellona i sypnął garścią w demona. Oddał woreczek krasnoludowi i raz jeszcze się uśmiechnął. Bardzo, bardzo paskudnie, jakby sprawianie bólu demonowi dawało mu radość, lub chociaż uciechę.
- Dla mnie pocieszny jest Twój ból.- rzekł i odwrócił się w stronę drzwi o których była mowa. Założył hełm, wyjął szablę i zbliżył się doń. Ustawił się w odległości jakiś dwóch metrów i uderzył w nie telekinetycznym impulsem, nie chcąc ryzykować bezpośredniego otwierania.
Nawaar:
Kiellon zapomniał, że zawsze ktoś poda wymijającą odpowiedź, by przeciągnąć pewne rzeczy, ale cóż czas kontynuować rozmowę, bo nigdy się stąd wyjdą, a o powrocie do domu nawet nie wspominając! Czynności Marduka były dla niego żenujące, ale cóż. - Zgadza się! Dobrze się ukrywałeś, ale zawsze wcześniej czy później popełnia się błąd. Zawsze! Poczuł demona jak mędrzec, którym oczywiście nie był. - Zatem jak ma na imię twój pan? I co zamierzałeś tutaj robić? Odwrócić może naszą uwagę, czy co? Odpowiadaj, bo my możemy tak wiecznie się przekomarzać. Kanclerz ponowił pytania, na które nie uzyskał jednoznacznej odpowiedzi. W każdym razie mając podzielną uwagę, zobaczył co kryje się za drzwiami.
Kazmir MacBrewmann:
Kazmir zatkał beczkę, bardzo dokładnie. Na tyle by nic nie wylać przy przenoszeniu. Chwycił ją i ruszył z powrotem do podziemi.
- Pomóżcie mi z tym! Krzyczał zbliżając się do towarzyszy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej